69% obserwujących mnie na Twitterze to słupy. A jak jest w Twoim przypadku, internetowy celebryto?

24.08.2012
69% obserwujących mnie na Twitterze to słupy. A jak jest w Twoim przypadku, internetowy celebryto?

Na Twitterze obserwuje mnie aktualnie 6129 innych kont. Specjalnie nie piszę ‚osób’ w kontekście tego, co za chwilę chcę napisać. 6,1 tys. to całkiem sporo jak na polskiego Twittera. Szczerze mówiąc nie znam zbyt wielu Polaków z większym licznikiem obserwujących. Niestety – mam złą wiadomość dla siebie i większości z nich – duży odsetek z nich to albo konta fake’owe albo nieaktywne. Przynajmniej jeśli wierzyć narzędziu od StatusPeople.

Dziś na Twitterze furorę robi usługa fakers.statuspeople.com, dzięki której można zmierzyć jaki procent z obserwujących stanowi realnych użytkowników – aktywnych osób korzystających z tego serwisu mikroblogowego. Po autoryzowaniu swojego konta na Twitterze narzędzie zda nam raport na temat obserwujących nas profili dziejąc je na ‚fake’, ‚inactive’, oraz ‚good’. Wczytując się w wyjaśnienie mechaniki generowanych raportów można znaleźć informację, że za fake’owe uznane są konta, które mają kilku bądź żadnych obserwujących i albo w ogóle nie tweetowały, bądź też tweetnęły raz, czy da. W większości przypadków takie konta obserwują z kolei dużą liczbę innych kont. Status nieaktywnego użytkownika jest jasny – to ktoś, kto kiedyś się zapisał, ale raczej tu nie zagląda.

Badanie mojego konta @przemekspider nie przyniosło miłego rezultatu. W moim przypadku aż 69% to konta albo fake’owe (czyli w zasadzie spamerskie), albo nieaktywne. Tylko 31% z obserwujących mnie kont narzędzie StatusPeople uznało za ‚good’. To zaledwie 1900 osób z 6129, które niby mnie obserwują.

Postanowiłem wybiórczo sprawdzić jak ma się sytuacja w przypadku innych popularnych kont polskiego Twittera. @ZbigniewHoldys, który z Twittera uczynił swoją główną tubę obecności społecznościowej w ostatnim czasie ma 17476 obserwujących. Ilu z nich to ‚good’? Zaledwie 8%, czyli 1398 osób.

‚Ojciec chrzestny’ 😉 polskiego Twittera, @ErykMistewicz? Ma 6905 obserwujących i ‚aż’ 45% ‚good’. Nieźle.

Minister spraw zagranicznych @SikorskiRadek, który lubi czasem rzucić mięchem na Twitterze ma aż 59513 obserwujących. Niestety tyko 27% z nich to aktywni użytkownicy Twittera, czyli 16059 osób.

Oficjalne konto Dody @DodaPoland na Twitterze może pochwalić się 50056 obserwującymi. Zaledwie 7% z nich to, ktoś, do kogo trafia komunikat wysłany z konta.

Gwiazda polskiego marketingu w sieci, @PawełTkaczyk ma 7051 obserwujących, z czego dociera do 22% z nich.

Popularny dziennikarz sportowy Michał Pol @Polsport, który jest całkiem aktywny na Twitterze ma 7596 obserwujących. W rzeczywistości tylko 27% z nich to ktoś realny.

Co ciekawe, nasza własna Ewa Lalik, która wprawdzie ma nieco mniejszą liczbę obserwujących na Twitterze @ewqaewqa – 1314, może pochwalić się zdecydowanie wyższym współczynnikiem aktywnych obserwujących (67%) od większości polskich celebrytów twitterowych.

Nie to, żeby te wyniki mnie jakoś strasznie dziwiły. Raczej potwierdzają to, że tzw. popularność w mediach społecznościowych to bardzo złudna sprawa. Twitter nie różni się zapewne od innych popularnych serwisów społecznościowych. Ostatnia fala ‚żebrolajków’ na Facebooku tylko utwierdza w przekonaniu, że u Marka Zuckerberga jest zapewne tak samo – większość wyżebranych lajków nigdy przecież nie wróci.

Niestety większość osób nie zdaje sobie z tego sprawy, co zresztą często wykorzystują różnego rodzaju agencje marketingowe, które sprzedają ‚zasięg na danym medium’. Fetysz obserwujących, fanów, followersów jest bowiem znakiem współczesnych czasów.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement