Dzięki Facebookowi cofamy się do XVIII wieku

16.07.2012
Dzięki Facebookowi cofamy się do XVIII wieku

Dawno już minęły czasy, kiedy wiadomości o otaczającym nas świecie czerpaliśmy w głównej mierze z gazet, książek, radia czy telewizji. W chwili obecnej najbardziej skutecznym źródłem pozyskiwania informacji stał się Facebook i to on, a nie serwisy dla geeków jak Zite czy Flipboard, są źródłem wiedzy dla wielu osób.

Jestem zdania, iż Facebook w obecnej formie oraz swojej intensywności obecności w naszym życiu codziennym jest w stanie wyrządzić nam samym więcej szkody, niż pożytku. Po pierwsze, tylko wspomnę o problemach z prywatnością informacji oraz danych tam przez nas udostępnianych. Problem ten wielokrotnie był poruszany na łamach Spider’s Web, nawet w ostatnie dni obfitowały w informacje zmuszające do zastanowienia się, czy na pewno chcemy uczestniczyć w czymś, co za chwil kilka może przypominać rzeczywistość z opowiadania Philipa K. Dicka – „Raport Mniejszości”.

Po drugie, media społecznościowe stały się głównym dostarczycielem informacji o otaczającym nas świecie. Z informacji jakich dostarcza raport opracowany przez Instytut Reutersa, wynika, że brytyjska młodzież z portali takich jak Facebook korzysta tak jak dawniej korzystano z serwisów newsowych. Aż 43% Brytyjczyków w wieku 16-24 lat do informacji o bieżących wydarzeniach dociera za pośrednictwem Facebooka, a nie jakby się mogło jeszcze do niedawna wydawać za pomocą wyszukiwarek internetowych. Zjawisko to ma charakter dotyczący głównie osób, które mogą już nie pamiętać życia codziennego bez internetu oraz portali społecznościowych, gdyż tylko 11% osób powyżej 45 roku życia czerpie wiadomości jedynie poprzez portale społecznościowe. W tej grupie jedna trzecia osób nadal wyszukuje informacje za pośrednictwem wyszukiwarek internetowych.

Co ciekawe aż 55% wiadomości w brytyjskim internecie jest rozpowszechnianych za pośrednictwem Facebooka. Następnie jedna trzecia informacji jest przekazywana za pośrednictwem e-maili. Na ostatnim stopniu podium uplasował się Twitter, za pośrednictwem którego rozpowszechniana jest prawie co czwarta informacja.

W obliczu takich danych powstaje pytanie, czy naprawdę potrzeba nam serwisu typu curation, który podbije serca większości internatów. Wydaje się, że nie. To rekomendacje znajomych są znacznie skuteczniejsze w nakłonieniu nas do kliknięciu w dany link w celu zapoznania się treścią, jaką ze sobą niesie. Jest tylko jedno „ale”. Dobór informacji, jakie do nas trafiają poprzez rekomendacje znajomych czy fanpage może być mało trafny, jeśli chodzi o dobór znaczących dla nas informacji. No chyba, że jesteśmy miłośnikami kotów, w takim wypadku możemy być pewni że trafią do nas wszystkie „najistotniejsze” twory Internetu.

Czasy, w których to tradycyjne źródła informacji stanowiły o naszej wiedzy minęły już bezpowrotnie. Czy ktoś z Was w ostatnich 5 latach kupił encyklopedię? Wątpię, aby znalazło się wiele takich osób. Reliktem przeszłości jest już nawet „Świat Wiedzy”, który wcale nie tak dawno był hitem i prawie każdy kolekcjonował kolejne zeszyty tego wydawnictwa. Moim zdaniem cofamy się trochę do czasów przed rewolucją przemysłową, kiedy to głównym źródłem wiedzy dla większości społeczeństwa były informacje oraz wiedza uzyskiwana od najbliższej rodziny czy też sąsiadów.

Coraz rzadziej sami, z własnej nieprzymuszonej woli, szukamy informacji, nawet tych błahych. Któż zamiast uzyskać informacje nawet za pośrednictwem Wikipedi czy Google nie zadał pytania gronu swoich znajomych na Facebooku czy Twitterze? Zbyt bardzo uwierzyliśmy w magię Facebooka oraz portali społecznościowych. A co się stanie, gdy pewnego poranka nagle znikną? Czy będziemy wiedzieli jak uzyskać informacje na dany temat, jak kontaktować się z naszymi znajomymi? Niestety chyba nawet wtedy większość z nas nie zrozumie, że jest to tylko i wyłącznie dodatek do naszego życia, a nie jego podstawa.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement