Google, Francja i najgłupszy możliwy przypadek cenzury

20.07.2012
Google, Francja i najgłupszy możliwy przypadek cenzury

Ja doskonale rozumiem pogląd na to, że piractwo jest złe. Nie jestem pewien, czy się z nim zgadzam, ale argumenty są zasadne. Rozumiem więc chęć walki z procederem. Metody walki nie mogą jednak przyjąć tak absurdalnej formy, jaką zastosował właśnie francuski sąd najwyższy.

Czego używasz do wyszukiwania piratów (niekoniecznie by je pobrać, ale „w celach naukowych”)? Zapewne wpiszesz po prostu zapytanie do wyszukiwarki Google i dodasz do niego dopisek „torrent” albo „chomik” czy też jeszcze coś innego, co zawęzi wyniki do treści udostępnianych nielegalnie. Francuski sąd chce nieco utrudnić ci życie.

Wydał on właśnie wyrok, na mocy którego Google nie może proponować w autouzupełnianiu wyrażeń „torrent”, „RapidShare” i „Megaupload”.

Zastanówmy się nad tym przez chwilę. Tajemnica poliszynela jest to, że sieć torrent i portale pokroju MegaUpload to główne źródła piractwa. Znaczna ilość ruchu z nimi związanego dotyczy pirackich programów, gier, muzyki i filmów. Znaczna. Dominująca, ae nie całkowita.

Sieć torrent powstała z myślą o błyskawicznej wymianie danych. Jest w tym wyjątkowo efektywna. Do tego stopnia, że wielu dostawców treści oficjalnie z niej korzysta. Ma to wiele korzyści, takich jak odciążenie serwerów firmowych przy jednoczesnym zapewnieniu wysokiej wydajności i, co umożliwia sieć torrent, uniknięcie tak zwanych fake’ów, czyli plików podszywających się pod to, czego szukamy. Do niedawna sieć torrent była głównym kanałem dystrybucji jednego z najlepszych systemów operacyjnych, czyli Ubuntu (fanboje, sio!).

Podobnie ma się sprawa z portalami RapidShare, Megaupload i podobnymi. Nie mam zamiaru wmawiać tu komukolwiek, że to grzeczne witrynki internecikowe, które są szkalowane. Władze obu portali doskonale zdają sobie sprawę z tego, że znaczna część ruchu, na którym zarabiają, to treści pokroju „Windows7UltimateCracked.rar”. Ponownie, znaczna. Zanim nadeszła era e-dysków takich jak SkyDrive czy Dysk Google, wielokrotnie korzystałem z RapidShare’a by szybko coś komuś wysłać, co było za duże na emaila. Coś legalnego. Na przykład duży plik PSD.

Tego typu restrykcje, które nałożył sąd, w mojej ocenie są totalnie bezsensowne. Raz, że utrudniają korzystanie z usług, które są użyteczne również i w sposób całkowicie legalny. Dwa, jest to koszt dla Google’a, który musi przeznaczyć roboczogodziny na modyfikowanie mechanizmu (minimalny koszt, ale koszt). Trzy: owa restrykcja jest co najwyżej upierdliwa. Umówmy się, jeśli będę chciał znaleźć torrenta z Photoshopem CS6, to brak autouzupełniania mnie nie powstrzyma. Po prostu sam, ręcznie, dopiszę sobie słówko „torrent”.

Może ja jestem ślepy, głupi, niekumaty, ale wydaje mi się, że wyroki sądowe powinny być sprawiedliwe, zgodne z prawem i, przede wszystkim, sensowne. Macie pole do popisu, by mi wyjaśnić czemu ów wyrok jest słuszny i pożyteczny. Czy to w komentarzach, czy też na naszym nowootwartym Blog Forum. Bo ja, najzwyczajniej w świecie, tego nie łapię.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement