Skazani na Androida

27.03.2012
Skazani na Androida

Utknęłam z Androidem. Nie z konkretnym telefonem, ale z systemem, który mimo, że nie jest pozbawiony wad, to jako jedyny zaspokaja potrzeby, zarówno te systemowe, jak i samych urządzeń. iOS czy Windows Phone 7, z racji sporego zamknięcia, dla wielu osób takich jak ja nie stanowią alternatywy. Siłą rzeczy, czy chcemy czy nie, używamy Androida i kupujemy urządzenia z Androidem, bo nikt nie jest w stanie zaproponować czegoś lepszego.

Nie chodzi o geeków. Nie jestem “superpoweruserem” – smartfon służy mi do interenetu, ale i tak okazjonalnie, bo komputer zawsze wygodniejszy, do komunikacji głosowej i tekstowej, do sieci społecznościowych, muzyki, odbierania poczty, robienia zdjęć tego, co jest dookoła czy do prostych, niewymagających posiadania dużych ilości czasu gier. Czasem dobrze coś na smartfonie obejrzeć, nawet na szybko edytować dokument, ale nie kontroluję całego domu za pomocą telefonu ani nawet nie mam do tego zapędu. Fajnie kontrolować odtwarzasz na komputerze za pomocą smartfona i to mi się zdarza, ale to chyba jedyna z takich “magicznych” funkcji.

Lubię za to wygodę. Mimo że używam telefonu do raczej podstawowych zadań, to możliwość podłączenia go na szybko do komputera i zrzucenia kilu plików, ustawienia na ekranie głównym widżetów do najczęściej używanych funkcji w systemie, czy nawet jednorazowa zmiana launchera na taki, który odpowiada gustowi (wszyscy chcemy, żeby system nam się podobał) jest całkiem przydatna. A w niespodziewanych sytuacjach, gdy okazuje się, że przydałoby się użyć telefonu jako źródła obrazu bez specjalnych kombinacji i własnego komputera, to miło jest mieć taką możliwość bez szukania komputera z zainstalowanym iTunes czy Zune’em.

Próbowałam innych systemów, jednak konieczność instalacji dodatkowego oprogramowania żeby zrzucić zdjęcia “na szybko” jest dla mnie sporą niedogodnością. Wymóg wchodzenia do ustawień, by wyłączyć WiFI, zmienić sposób łączenia się z siecią w celu oszczędzenia baterii (bo smartfony z Androidem, WP7 czy iPhone’y w mojej okolicy zdychają szybko, o wiele szybciej, niż te w miastach), czy inne ograniczenia sprawiają, że Android jest jedynym, sensownym wyjściem.

Nie bez znaczenia jest też to, że telefony z Androidem oferują przekrój przez wielu producentów, wiele półek cenowych, różne wielkości ekranu, podzespoły, funkcje dodatkowe czy nawet wygląd. Głupia rzecz – wymienna bateria. Niby nic wielkiego, jednak okazuje się, że przy słabym zasięgu żaden smartfon nie jest w stanie wytrzymać więcej, niż te maks. 10 godzin częstego użytkowania po 3g (“nawet” iPhone). I wtedy zapasowa bateria jest jak znalazł…

Niby to są szczegóły, jednak dla pewnego grona osób bardzo ważne.

Wszystko zależy od indywidualnego wykorzystania urządzenia, to oczywiste. Sukces Androida podpowiada jednak, że podobne wartości ważne są nie tylko dla mnie. Mimo że z chęcią zmieniłabym platformę mobilną, w obrębie której najczęściej się poruszam, to niestety nie mam takiej możliwości. Chociaż lubię Androida, zwłaszcza Ice Cream Sandwich, to fajnie byłoby coś zmienić, zdefiniować na nowo pojęcie smartfona i jego używania. Jednak nie kosztem redukowania funkcji i mówienia, że to w imię prostoty.

Dlatego nie mam wyjścia i muszę na stałe używać Androida. Bada OS jest fajnym systemem, ale nie tak zaawansowanym w możliwościach internetowych, czy aplikacjach, a MeeGo był systemem – obietnicą. Piękną obietnicą, która miała szansę zastąpić mi Androida, jednak skazanie MeeGo na śmierć razem z Nokią N9 sprawiło, że alternatywy wciąż brak.

Dlatego czekam na Tizen, pokłosie MeeGo, i Boot2Gecko od Mozilli. Może nawet na uwolnienie WebOS. Te systemy, choć nie wróży im się na razie sukcesu, to z powodu otwartości i niezamkniętego podejścia mają szansę na stanie się ciekawymi alternatywami dla obecnych systemów mobilnych. I oby tak było.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement