Inteligentne samochody nie podobają się urzędnikom

17.02.2012
Inteligentne samochody nie podobają się urzędnikom

Żyjemy w epoce słówka SMART. Telefony są passe. Teraz są SMARTfony. Po co nam zwykły telewizor, skoro możemy mieć Smart TV? To samo tyczy się samochodów. Legislatorzy mogą jednak zablokować rozwój „inteligentnych” samochodów.

Coraz więcej samochodów wyposażonych jest w multimedialne centra rozrywki, w komputery które są użyteczne nie tylko do poprawy działania silnika, spalania, i tak dalej, ale z których również może skorzystać kierowca. Samochody są w stanie odbierać SMS-y, mają wbudowaną nawigację, aplikacje VoIP, zestawy głośnomówiące, i tak dalej. Zdaniem przedstawicieli rządu USA, to niebezpieczne, bo rozprasza kierowcę. I może zostać niedługo zabronione.

Szykowana jest ustawa, na mocy której wszystkie elementy „smart” w samochodzie mają nie działać w momencie, kiedy pojazd się porusza i jest wrzucony bieg. Producenci samochodów mają 60 dni, by móc zapoznać się z wytycznymi i się do nich odnieść. Wytyczne nie mają być, przynajmniej na razie, obligatoryjnie stosowane. Najprawdopodobniej zostanie zastosowany, przynajmniej na razie, system certyfikacjami.

Problem w tym, że proponowane ograniczenia to, w mojej ocenie, straszliwa bzdura. Odbieraliśmy telefony w samochodzie zanim wszystko było SMART. Korzystaliśmy z map i atlasów samochodowych zanim pojawiły się nawigacje GPS. Zanim pojawiły się radia internetowe i odtwarzacze MP3 w pojazdach, przewijaliśmy kasety w samochodowym radio.

Urzędnicy twierdzą, że cyfrowe mapy, multimedia, głosowa obsługa połączeń i wiadomości nas rozpraszają, i nie możemy skupić się na prowadzeniu. Jak rozumiem, powrót do „epoki kamienia łupanego”, z telefonem w ręce przy uchu i z mapą rozłożoną na kolanach lub własną nawigacją przenośną to coś bezpieczniejszego? Absurd.

Zdaję sobie sprawę, że idealna sytuacja to taka, w której kierowca nie korzysta z niczego, ma obie ręce na kierownicy a oczy wyłącznie na drodze. Sprawa jest oczywista. Tym niemniej wprowadzenie tego w życie jest najzwyczajniej w świecie nierealne. Elektroniczne ułatwienia, owszem, odciągają naszą uwagę, ale w dużo mniejszym stopniu, co „analogowe” lub przenośne rozwiązania.

Zdaję sobie sprawę, że tu chodzi o mienie i życie ludzkie. W samym 2010 roku, według danych amerykańskiego Nationial Transportation Safety Board, SMS-owanie, mailowanie czy czatowanie za pomocą telefonu komórkowego podczas jazdy spowodowało 3092 zgony na amerykańskich drogach. Rozumiem więc wszelkie „ograniczenia wolności” w imię ratowania życia niewinnych osób, których zabijają kierowcy wpatrzeni w komórkę. Nie do końca zgadzam się z tą polityką, ale ją rozumiem. Ale, do licha, ulepszajmy po to, by było lepiej i bezpieczniej, a nie ulepszajmy po to, bo dany urzędnik nie miał okazji się niczym wykazać, więc ulepsza dla samego ulepszania, by uzasadnić sensowność swojej posady.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement