Motorola Razr czy Samsung Galaxy Fold? Moja odpowiedź: TAK

Felieton/Technologie 19.11.2019
Motorola Razr czy Samsung Galaxy Fold? Moja odpowiedź: TAK

Motorola Razr czy Samsung Galaxy Fold? Moja odpowiedź: TAK

„Motorola Razr ma więcej sensu niż Galaxy Fold”. „Galaxy Fold ma więcej sensu niż Motorola Razr”. Czytam sobie opinie innych dziennikarzy i komentujących o nowej fali składanych urządzeń, i nie rozumiem.

Cytując klasyka: why not both?

Wybaczcie bezpośredniość, ale debata na temat tego, która idea składanego smartfona jest bardziej czy mniej słuszna, nie ma najmniejszego sensu. Bo dlaczego nie moglibyśmy cieszyć się i jednym, i drugim formatem?

Dla obydwu jest miejsce na rynku i obydwa mają sens. Tyle że każdy z nich skierowany jest do nieco innego odbiorcy i – posłuchajcie bardzo uważnie – to jest JAK NAJBARDZIEJ OK.

Pułapka konformizmu

W erze piksela łupanego, gdy szczytowym osiągnięciem techniki była pierwsza Motorola RAZR, krajobraz telefonii komórkowej był po stokroć ciekawszy niż dziś.

Rynek nie był zdominowany przez armię metalowo-szklanych klonów o prostokątnym kształcie, różniących się od siebie w tak nieznacznym stopniu, że mało kto odróżniłby je od siebie bez nadruku producenta na obudowie.

Mieliśmy wtedy urządzenia wszelkiej maści i wielkości: telefony z klapką, telefony z rozsuwaną klawiaturą, telefony bez rozsuwanej klawiatury w kilku rozmiarach, telefony z klawiaturą T9, telefony z klawiaturą QWERTY, było nawet miejsce na dziwactwa pokroju Nokii N-Gage.

I to było absolutnie cudowne.

Producenci nie obawiali się nisz. Nie dochodzili do wniosku, że jedyną słuszną drogą jest kanapka ze szkła i metalu, najlepiej pokryta czarną farbą, bo to się najlepiej sprzeda. Dawali nam za to wybór, jakiego dziś na rynku smartfonów po prostu nie ma.

Kupując dziś smartfon, nieważne jaki, nieważne jakiego producenta, decydujemy między detalami. Jaki ma system operacyjny? Jaki ma aparat? Jakie ma podzespoły? Jaki ma kolor?

Nie możemy jednak zadecydować między formą urządzenia, bo ta jest tylko jedna – co najwyżej dostępna w kilku zbliżonych do siebie rozmiarach.

Brakuje nam dziś na rynku różnorodności. Zamiast tego mamy technologiczny konformizm, przez który każdy z nas biega z podobnie wyglądającym kawałkiem elektroniki w kieszeni, nawet jeśli jego forma nie do końca nam odpowiada.

Składane telefony mogą to zmienić

Podczas wyjazdu na londyńską premierę Motoroli Razr 2020 miałem okazję przyglądać się, jak kolega z MGSM – Adam Łukowski – używa Samsunga Galaxy Fold. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tym urządzeniu, zobaczcie wideo Marcina Połowianiuka, który również spędził z tym sprzętem trochę czasu:

Kiedy tak patrzyłem na Adama, rozkładającego wielki ekran Galaxy Folda w miejscach publicznych, myślałem sobie „wow, to jest przyszłość”. A jednocześnie zdałem sobie sprawę, że nie jest to przyszłość dla każdego.

Galaxy Fold, przynajmniej w dzisiejszym wcieleniu, to wciąż duży, dość gruby telefon, który może na zawołanie stać się jeszcze większy. I ta idea jest w porządku: dla pewnej grupy ludzi.

Ta grupa to tzw. power-userzy. Ludzie, którzy od swojego telefonu wymagają więcej. Konsumenci, którzy dotychczas sięgali po Samsunga Galaxy Note, bo potrzebowali jak największego telefonu, na którym nie tylko przejrzą Instagrama, ale też napiszą maila, uzupełnią tabelkę w Excelu, może zmontują wideo i wezmą udział w wideokonferencji z centralą.

Gdy patrzyłem, jak Adam rozkłada 7-cali ekranu Folda, widziałem, że dla takiego użytkownika jak on ma to cały sens tego świata. Większy ekran = lepszy ekran, a to, że Fold po złożeniu nadal jest dość duży, jest kwestią drugorzędną. Liczy się maksymalizacja przestrzeni roboczej.

Motorola Razr 2020 to natomiast przedstawiciel zupełnie innej filozofii i dowód na to, że Motorola jak nikt inny rozumie potrzeby zwykłego użytkownika.

Zwykły użytkownik nie potrzebuje składanego tabletu, bo nie robi ze swoim telefonem niczego, co wymagałoby takiej przestrzeni roboczej. Zwykły użytkownik jest w pełni zadowolony z rozmiaru ekranów współczesnych smartfonów, oscylującego w okolicy 6”. To rozmiar pozwalający na wszystko, czego tylko zwykły użytkownik mógłby po smartfonie oczekiwać.

6” nie pozwala tylko na jedno – wygodne schowanie urządzenia do kieszeni. Takie 6” w kieszeni nie jest fajne, nawet w męskich jeansach.

Nie zliczę, ile par spodni mam już zniszczonych przez noszenie w nich dużych smartfonów, które wpijają się rogami w materiał, rozciągając go i wyrabiając dziury w kieszeniach. A co dopiero mają powiedzieć kobiety, które – choćby bardzo chciały – mogą telefon włożyć co najwyżej do tylnej kieszeni spodni, i to do połowy. Przednie kieszenie damskich spodni po prostu nie są zaprojektowane tak, by zmieścić przeciętny smartfon.

Motorola Razr bez problemu zaś się do nich zmieści. Nie odciśnie się schowana do kieszeni męskich jeansów i nie wydrze w nich dziury. Gdy nie jest w użyciu, zejdzie z drogi normalnego życia.

Pisałem o tym też w pierwszych wrażeniach, ale powtórzę raz jeszcze – Motorola Razr to telefon, który nie zmusza do korzystania z telefonu. Jakkolwiek to brzmi.

W języku angielskim można by było określić nowy telefon z klapką jako glancable. Można na niego rzucić okiem bez konieczności rozkładania dużego ekranu i już wiemy, czy czekają na nas jakieś powiadomienia. A jeśli czekają, na większość z nich możemy zareagować wprost z małego, pomocniczego ekranu – nadal nie otwierając telefonu.

W świecie tak bardzo przesyconym technologią, gdzie telefon (zależnie na które badania spojrzeć) odblokowujemy 80-150 razy dziennie, takie ograniczenie to skarb, który trudno przecenić. Dodajmy o tego poręczność i wygodę transportu złożonego urządzenia, i mamy powód, dla którego telefon z klapką będzie znacznie ciekawszą opcją dla wielu ludzi niż rozkładany Galaxy Fold.

Nie bójmy się przyszłości, w której mamy wybór.

samsung galaxy fold jako tablet

Mam nieodparte wrażenie, że perspektywa takiej wolności wyboru stała się nam na tyle obca, iż zaczynamy się jej bać. A że boimy się tego, czego nie znamy, reagujemy na zmianę alergicznie, krzycząc, że urządzenie X ma sens, a urządzenie Y go nie ma – lub vice versa.

Tymczasem na obydwa, a nawet na trzy formaty urządzenia jest miejsce na rynku. Bardzo podobało mi się to, co powiedział Michał Kiciński w wywiadzie o minimalistycznym telefonie Mudita Pure: „rynek nie jest tak homogeniczny, jak nam się wydaje”.

Na świecie jest już blisko 8 miliardów ludzi – naprawdę mamy w sobie dość arogancji, by wierzyć, że dla każdego z tych 8 mld osób dobrym rozwiązaniem będzie konkretny format telefonu?

Zamiast więc siłować się na słowne argumenty w komentarzach i tekstach, cieszmy się z przyszłości, która nadchodzi. Bo przecież zarówno Galaxy Fold, jak i Motorola Razr czy Huawei Mate X, są dopiero w swoich pierwotnych formach. Nim osiągną perfekcyjną formę, minie jeszcze wiele lat i potrzeba będzie ogromnej energii tęgich umysłów, pracujących w działach R&D firm technologicznych.

Dajmy się tej technologii rozwijać równolegle we wszystkich kierunkach. Nie oczekując, że na końcu tej drogi powstanie jeden format idealny dla wszystkich, ale tego, że powstanie tyle formatów, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Dołącz do dyskusji