Długa lista zalet i dwie wady, przez które go nie kupię. Galaxy S10 Plus – recenzja

Premium/Sprzęt 06.03.2019
Długa lista zalet i dwie wady, przez które go nie kupię. Galaxy S10 Plus – recenzja

Długa lista zalet i dwie wady, przez które go nie kupię. Galaxy S10 Plus – recenzja

Spędziłem ponad dwa tygodnie z Samsungiem Galaxy S10 Plus i wiem jedno: to bez dwóch zdań najlepszy Galaxy, jaki kiedykolwiek powstał. Ale czy również najlepszy smartfon w ogóle?

Dawno już żaden smartfon Samsunga nie wzbudzał we mnie tylu emocji. Nawet Galaxy S8, który jako pierwszy spośród Samsungów zaoferował panoramiczny ekran Infinity Display, nie był tak ekscytującym produktem, jak Galaxy S10.

I tak jak ubiegłoroczny Galaxy S9 był tylko wariacją na temat es-ósemki, tak Galaxy S10 jest nowym rozdziałem w historii firmy. Nie jest jednak sprzętem wolnym od wad, lecz o tym potem. Najpierw wypada wymienić wszystko, co Galaxy S10 Plus robi naprawdę dobrze.

Samsung Galaxy S10 - premiera

Wygląd to nie wszystko, ale…

…w tym przypadku to właśnie wygląd najbardziej odróżnia Galaxy S10 Plus od poprzednich Galaxy. O ile nie jestem wielkim fanem tego, jak nowy Samsung wygląda z tyłu (w białym kolorze, nawet pomimo „pryzmatu” odbijającego światło wielobarwnie, wygląda po prostu nijako), tak front urządzenia jest powalający.

Tylko spójrzcie, jak prezentuje się obok Galaxy Note 9, który przecież zadebiutował ledwie kilka miesięcy temu.

Choć ramki Note’a 9 (zwłaszcza te boczne) wcale nie są jakieś grube, przy nowym S10 Plus wygląda on wręcz archaicznie. Rozlany na cały front wyświetlacz Super AMOLED o przekątnej 6,4” i rozdzielczości 3040 x 1440 px prezentuje się znakomicie i zupełnie zasłużenie otrzymał tytuł najlepszego wyświetlacza w historii od Display Mate. Nawet obok kapitalnego Note’a 9 czy iPhone’a XS Max Samsung Galaxy S10 Plus ma wyświetlacz z wierniejszą reprodukcją barw, niższą odblaskowością i nieco cieplejszym punktem bieli.

Nie sposób zacząć mówić o wyświetlaczu i nie wspomnieć o otworze na przednie aparaty.

W praktyce otwór w ekranie Infinity-O display nie przeszkadza, ale też… w niczym nie jest lepszy od notcha, o braku wcięcia nie wspominając. Tak, dziurka wygląda dość efektownie (żeby nie powiedzieć „szałowo”), ale czy oferuje jakkolwiek lepsze doświadczenie od wcięcia pośrodku górnej części ekranu? Raczej nie.

Wymusza za to zmianę przyzwyczajeń, bo lata używania smartfonów nauczyły nas szukać ikony ze statusem akumulatora w prawym górnym rogu ekranu: teraz musimy patrzeć bardziej na środek. Problemem też pozostaje fakt, że Android nie jest dostosowany do takiego wcięcia i wyświetlając ikony statusu i powiadomień z prawej i lewej strony, zostawia… pustkę pośrodku ekranu.

samsung galaxy s10 s10+ s10e tapety

W codziennym użytkowaniu otwór nie przeszkadza jednak tak bardzo, jak można by było przypuszczać. Podobnie jak notch przeszkadza podczas oglądania wideo czy grania na pełnym ekranie, ale poza tym jest widoczny wyłącznie na jasnych, białych tłach.

A jeśli kogoś bardzo kłuje w oczy, zawsze może skorzystać z zestawu znakomitych tapet autorstwa polskiego twórcy, które zręcznie ukrywają otwory w ekranie nowych Galaxy.

samsung galaxy s10 s10+ s10e tapety

Jakość wykonania dorównuje wizualnym fajerwerkom.

Biorąc Galaxy S10 Plus do ręki od razu czuć, że obcujemy z produktem klasy premium. Szklany przód i tył sprawiają fenomenalne wrażenie (przynajmniej przez pierwsze 30 sekund, nim pokryją się odciskami palców), a aluminiowa ramka ustępuje wrażeniem solidności wyłącznie nowym iPhone’om, przy czym wynika to z faktu, że w nowym Galaxy jest ona po prostu dużo cieńsza.

Oczywiście cała konstrukcja jest odporna na pył i wodę, i spełnia normę IP68.

Galaxy S10 Plus opinie

Jak na smartfon o tak dużym ekranie i niemałych gabarytach (157,6 x 74,1 x 7,8 mm) Galaxy S10 Plus jest też zaskakująco lekki. 175 g na papierze może się wydawać sporą wartością, ale w dłoni nowy Samsung jest leciutki i doskonale wyważony.

Znakomite wrażenie robią też przyciski, które mają doskonały skok. Ogromny plus należy się też Samsungowi za dopieszczenie motorka wibracyjnego, który jest niemal tak dobry, jak haptyka iPhone’a. W świecie Androida tylko LG V40 oferuje lepsze wibracje.

Galaxy S10 Plus opinie

Skoro wibracje, to muzyka. A skoro muzyka, to trzeba powiedzieć, że Samsung naprawdę przyłożył się do głośników stereo. Nie grają aż tak dobrze, jak w Razer Phonie 2 czy Xperii XZ3, ani nawet tak dobrze jak w iPhonie XS Max, ale grają dostatecznie dobrze, by godnie komplementować piękny ekran pięknym dźwiękiem.

Topowy smartfon – topowa specyfikacja.

Jak przystało na crème de la crème producenta smartfonów nr 1 na świecie, Galaxy S10 Plus wyposażony jest w najnowocześniejsze, mocne podzespoły.

Całością zawiaduje procesor Samsung Exynos 9820, wspierany przez 8 GB RAM-u (12 GB w topowej odmianie) i 128 GB pamięci na dane (1 TB w topowej odmianie).

Ta kombinacja sprosta wszystkim wyzwaniom, jakie tylko można postawić przed smartfonem. I to nie tylko dziś, ale i za rok, a nawet za dwa.

Uczciwie powiem, że Galaxy S10 Plus nie jest tak szybki, jak OnePlus 6T. Jest za to znacznie szybszy od iPhone’a XS Max, przynajmniej jeśli chodzi o tempo wczytywania aplikacji.

Galaxy S10 Plus opinie

Samsung nie przesadzał też w swoich sloganach reklamowych, mówiąc o „uczącym się” telefonie. Po kilkunastu dniach Galaxy S10 Plus faktycznie wczytywał najczęściej używane przeze mnie o danej porze dnia aplikacje znacznie szybciej, zapamiętując schemat moich zachowań.

Nie mogę jednak powiedzieć, żeby Galaxy S10 Plus był wzorem płynności. Co to, to nie. Jak każdemu Samsungowi przed nim, również nowemu S10 zdarza się „chrupnąć”, a mikrolagi przy zmianie pulpitów pojawiają się irytująco często, jak na sprzęt tej klasy.

Być może wynika to jednak z faktu, że mój egzemplarz testowy pracował na wczesnej wersji systemu operacyjnego. Egzemplarze sprzedażowe trafią do klientów z dopracowaną wersją systemu.

A skoro o systemie mowa…

Samsungi jeszcze nigdy nie były tak ładne, jeśli chodzi o oprogramowanie. Ani tak przemyślane. One UI – bo taką nazwę nosi nowa nakładka, nałożona na Androida 9.0 – to zupełne odejście od cukierkowej i fikuśnej estetyki Samsung Experience. Na tle poprzednich nakładek One UI prezentuje się minimalistycznie i elegancko. No, może z wyjątkiem ikon aplikacji systemowych, które wyglądają jakby wyszły spod pędzla pijanego impresjonisty…

Cieszy jednak fakt, że One UI jak żaden inny system stawia na pierwszym miejscu komfort obsługi. Najważniejsze elementy interfejsu zawsze są ulokowane u dołu, w zasięgu kciuka, nie zaś u szczytu ekranu.

Galaxy S10 Plus opinie

Można się sprzeczać, że pod piękną maską wciąż drzemie ten sam przeładowany niepotrzebnymi funkcjami system, ale teraz przynajmniej te wszystkie dodatki nie są tak nachalnie eksponowane. Z jednym wyjątkiem – Bixby.

Galaxy S10 Plus nadal posiada dedykowany przycisk Bixby’ego. Nadal zachęca do korzystania z asystenta. A asystent Samsunga – niestety – nadal jest tak samo zły, jak był dotąd.

Galaxy S10 Plus opinie

Panel Bixby Home działa okrutnie wolno, szarpiąc przy każdym przewinięciu. Bixby nie rozumie podstawowych komend i wszystko ponad sprawdzenie pogody czy ustawienie budzika jest ponad jego możliwości (nawet tego czasem nie potrafi, gubiąc się w rozpoznawaniu mowy).

W zagranicznych wersjach Galaxy S10 można zmienić ustawienia przycisku Bixby, by służył do wywoływania dowolnej aplikacji. W polskiej wersji niestety nie można tego zrobić. Można co najwyżej ustawić, by asystenta wywoływało podwójne naciśnięcie przycisku, co powinno ograniczyć liczbę przypadkowych wybudzeń tego bezużytecznego dodatku.

Pomówmy o aparacie.

Wstępne wrażenia opisałem już w tekście prosto z Londynu, ale po dwóch tygodniach utwierdziłem się w przekonaniu, że… Samsung Galaxy S10 Plus „nie urywa”. Owszem, to fenomenalny aparat. Absolutna czołówka. Ale już nie numer 1.

Galaxy S10 Plus aparat
Fot: Marcin Połowianiuk

Gwoli przypomnienia – Samsung zastosował potrójny układ obiektywów z tyłu:

  • Główny o rozdzielczości 12 Mpix i zmiennej przysłonie f/1.5 lub f/2.4
  • Ultraszerokokątny o rozdzielczości 16 Mpix i przysłonie f/2.2
  • Tele o rozdzielczości 12 Mpix i przysłonie f/2.4

Od strony obsługi Samsungowi należą się pochwały. Aparat w nowym Galaxy wybudza się natychmiastowo i – przynajmniej w głównym sensorze – równie natychmiastowo ustawia ostrość. A to czyni go świetnym narzędziem do fotografii ulicznej, czy po prostu szybkiego „chwytania” rodzinnych momentów.

Sytuacja wygląda zgoła inaczej przy zastosowaniu pozostałych obiektywów. Obiektyw ultraszerokokątny nie obsługuje autofocusu, więc nie wybierzemy sobie punktu ostrości.

Obiektyw tele natomiast ustawia ostrość o wiele wolniej od głównego sensora, a do tego jego jakość optyczna jest o wiele niższa od głównego sensora. Co więcej, wszystkie sensory wykazują dużą wrażliwość na flarę podczas fotografowania pod słońce.

Galaxy S10 Plus z pewnością wyróżnia się na tle większości smartfonów zakresem tonalnym. Poziom detali w cieniach i prześwietleniach jest niesamowity, co widać szczególnie w scenach o dużym kontraście.

W przeciwieństwie do iPhone’a XS Max Galaxy S10 Plus nie stosuje agresywnego odszumiania, więc nawet w cieniach obraz pozostaje ostry jak żyleta.

O dziwo, Samsung nieco wycofał swoje algorytmy, które dotychczas robiły wszystko, by fotografowana scena jak najbardziej waliła po oczach. Zdjęcia nie są sztucznie przesycone kolorami, a Galaxy S10 Plus ewidentnie nastawiony jest na to, by wiernie odwzorowywać rzeczywistość.

Jak przystało na nowoczesny aparat w smartfonie, Galaxy S10 Plus robi co może, by symulować rozmycie tła. O ile sam algorytm odcinania obiektu od tła działa OK, tak rozmycie wygląda po prostu sztucznie. Do tego Samsung wykorzystuje do trybu portretowego główny obiektyw, który nie zapewnia tak naturalnych proporcji, jak obiektyw tele.

Tryb live focus za dnia
Tryb live focus nocą

Za dnia i w dobrym świetle Samsung Galaxy S10 Plus radzi sobie fenomenalnie. Dopiero po zmroku widać, jak bardzo arcyrywal Koreańczyków odskoczył im w tym wyścigu.

Huawei Mate 20 Pro i Google Pixel 3 robią o wiele lepsze zdjęcia nocą. Po prostu. Galaxy S10 Plus nie ma na tym polu szans w bezpośrednim starciu z tą dwójką.

Zdjęcia nocne wyglądają całkiem nieźle, ale brakuje tu efektu „wow”. Teoretycznie Samsung oferuje dedykowany tryb nocny, który powinien poprawić ten stan rzeczy. W praktyce jednak nie da się go włączyć ręcznie – musi zostać automatycznie wybrany przez AI „optymalizujące scenerię”. I niestety, raz, że trwa bardzo długo, nim AI poprawnie dobierze tryb działania, dwa, że bardzo często się myli (np. ustalając tryb budynki zamiast nocnego), a trzy, że… nawet włączony „tryb nocny” nie poprawia jakości finalnych ujęć.

I trzeba też powiedzieć wprost, że nie licząc dodania ultraszerokokątnego obiektywu nie widać tu żadnego progresu względem ubiegłorocznych Galaxy S9 i Note 9. Jeśli więc planowałeś zmienić zeszłorocznego Samsunga na nowy przez wzgląd na aparat – nie rób tego. Poprawy jakości nie widać.

Przedni aparat za to jest jednym z najlepszych we współczesnych smartfonach.

Z przodu mamy do czynienia z sensorem 10 Mpix i obiektywem o jasności f/1.9, oraz drugim sensorem o rozdzielczości 8 Mpix i jasności f/2.2, choć tylko pierwszy robi zdjęcia – drugi jedynie pobiera informację o głębi.

Tryb zwykły

Tryb szeroki

Przyczepić tutaj mogę się w sumie tylko do tego, że Galaxy S10 Plus ustawia nieco za zimny na mój gust balans bieli, no i może do tego, że niepotrzebnie mamy dwa tryby pracy – zwykły i szeroki. Samsung nie używa do „szerokiego” ujęcia drugiego obiektywu, lecz w tym „ciaśniejszym” przycina po prostu ujęcie do węższych proporcji.

Samej jakości zdjęć nie mogę jednak nic zarzucić. Są ostre, przednia kamerka równie dobrze radzi sobie z prześwietleniami i cieniami co tylna, i choć po zmroku jakość jest dyskusyjna, to do okazjonalnego selfie z nocnej imprezy będzie jak znalazł.

Tryb zwykły

Tryb szeroki

Bardzo podoba mi się też subtelna animacja dookoła przedniego aparatu, która ma na celu zwrócenie naszych oczu w stronę obiektywu. Ta sama animacja wyświetla się także gdy chcemy odblokować telefon twarzą.

Galaxy S10 Plus aparat

Galaxy S10 Plus to najlepszy Samsung do nagrywania wideo w historii Samsungów.

Więcej w temacie będziecie mogli zobaczyć w wideorecenzji, którą przygotuje Dawid Kosiński na Spider’s Web TV, ale dość powiedzieć, że Samsung w końcu dogania Apple’a, jeśli chodzi o jakość mobilnego wideo.

iPhone nadal króluje, jeśli chodzi o płynność ustawiania ekspozycji czy ostrości, ale sama jakość obrazka jest w Samsungu kapitalna. No i jest jeszcze tryb super-steady, czyli zaawansowana stabilizacja, którą tak bardzo chwali się producent. Jak to działa?

Tak wygląda wideo nagrane bez włączonej stabilizacji super-steady. Obiektyw szerokokątny i tele są stabilizowane optycznie, zaś ultraszerokokątny wyłącznie elektronicznie:

W tym trybie możemy nagrywać nawet w rozdzielczości 4K przy 60 klatkach na sekundę i dowolnie przełączać się między obiektywami w trakcie nagrania.

Po włączeniu trybu super-steady tracimy tę możliwość, zaś maksymalna rozdzielczość nagrania to Full HD:

Wynika to z faktu, iż funkcja super-steady łączy w sobie stabilizację optyczną, elektroniczną i stabilizator przy przetwarzaniu, coś jak warp stabilizer w Adobe Premiere. Samsung nigdzie oficjalnie nie chwali się detalami, ale podejrzewam, że w trybie super-steady Galaxy S10 nagrywa w rozdzielczości 4K, a następnie wykorzystuje nadmiar pikseli do stabilizacji oprogramowaniem.

Efekt końcowy jest fantastyczny, choć… nie aż tak, by dla niego zrezygnować z rozdzielczości 4K. Optyczna stabilizacja obrazu głównego sensora i tak radzi sobie świetnie, a do tego tryb super-steady – tak jak każda stabilizacja cyfrowa – często skutkuje dziwnymi artefaktami i „szarpaniem”, zwłaszcza przy chodzeniu.

Z szacunku do czytelników nie będę się rozpisywał o pozostałych „kreatywnych” trybach pracy wideo w Galaxy S10. Tryb slow-motion i super-slow motion na papierze brzmią jak fajne bajery, ale niestety – dopóki wykonane w nich nagrania będą wyglądały jak robione pralką, dopóty nie warto poświęcać im miejsca w cyfrowej szpalcie.

Galaxy S10 Plus aparat

Po dwóch tygodniach z Galaxy S10 Plus mam dwa problemy, które skutecznie wyleczyły mnie z pomysłu zakupu.

Pierwszy z nich to czytnik linii papilarnych umieszczony pod wyświetlaczem. Teoretycznie, ultradźwiękowy sensor powinien działać bez zarzutu i nie ustępować tradycyjnym, fizycznym czytnikom.

W praktyce… ech. Pomimo trzech aktualizacji oprogramowania na przestrzeni dwóch tygodni, które miały poprawić jakość działania czytnika, ten cały czas działał po prostu źle.

Galaxy S10 Plus aparat

Najwięcej trudności nastręcza trafienie w ten sensor. Zajmuje on naprawdę niewielką powierzchnię, która zaznaczona jest jedynie na ekranie blokady. Jeśli chcemy odblokować telefon z wygaszonym ekranem, trzeba przykładać palec na chybił-trafił i wierzcie mi, łatwiej jest chybić, niż trafić.

A nawet gdy już nauczymy się względnie bezbłędnie trafiać, czytnik jest bardzo wybredny, jeśli chodzi o działanie. Niejeden raz musiałem przykładać palec po wielokroć, choć trafiałem idealnie w wyznaczone pole. A gdy już nawet trafiłem palcem w obszar i Samsung łaskawie się odblokował… cały proces trwał o wiele dłużej niż odblokowanie dowolnego innego smartfona palcem (nawet takiego za 1200 zł), o Face ID w iPhonie XS Max nie wspominając.

Na plus trzeba oddać Samsungowi, że z sensora można korzystać nawet mając mokre dłonie. Na minus za to zaliczyć fakt, że na Galaxy S10 nie nakleimy szkła hartowanego – ultradźwiękowy sensor działa przez folię ochronną, ale szkło hartowane jest już dlań za grube.

samsung galaxy s10 i s10 plus
Fot: Marcin Połowianiuk

Alternatywnie dla przycisku możemy korzystać z odblokowywania smartfona twarzą, korzystając ze skanera optycznego.

W tym wariancie Galaxy S10 Plus odblokowuje się natychmiastowo i za każdym razem, ale to „zabezpieczenie” jest tak skuteczne, że można je oszukać zwykłym zdjęciem.

Drugi problem to ergonomia.

Drogi Samsungu – nie wiem, dlaczego upierasz się przy zakrzywionych ekranach, ale przestań. Korzyści z nich są dosłownie żadne, a przy tak dużym smartfonie jak Galaxy S10 Plus skutecznie utrudniają korzystanie z urządzenia.

Każda akcja, która wymaga gestu przeciągnięcia przy krawędzi ekranu (np. rozwinięcie menu kontaktów na Slacku czy w aplikacji poczty) z reguły wymaga kilku przeciągnięć, bo dotyk na krawędzi nie działa tak dobrze, jak na głównej części wyświetlacza.

samsung galaxy s10 i s10 plus
Fot: Marcin Połowianiuk

Funcję „ekran krawędziowy”, czyli niby-przydatne, podręczne menu na często używane aplikacje i funkcje – wyłączyłem pierwszego dnia. Bo wywołanie jej wymagało wielokrotnych prób przeciągnięcia palcem przy krawędzi.

Do tego zakrzywienie z przodu i z tyłu sprawia, że ramka Galaxy S10 Plus jest absurdalnie cieniutka, co przy tak dużym smartfonie jest zwyczajnie niewygodne. Ramka lubi się też nieprzyjemnie „werżnąć” w dłoń podczas oglądania wideo w poziomie.

Przez te dwie, zdawałoby się oczywiste kwestie, mój czas z Samsungiem Galaxy S10 Plus był o wiele mniej przyjemny, niż chciałbym, żeby był. Wspaniały ekran, topowe podzespoły i świetny aparat nagle bledną, gdy każda próba odblokowania smartfona jest walką, a komfort obsługi kuleje.

Na te bolączki jest jednak proste remedium – kupno Galaxy S10e. Nie ma on ani czytnika pod ekranem, ani zakrzywionego wyświetlacza, a jedynym odczuwalnym brakiem względem SGS10 Plus jest obiektyw tele, którego jakość i tak jest na tyle niska, że nie ma czego żałować.

samsung galaxy s10e

Na szczęście czas pracy z dala od gniazdka rekompensuje wiele wad.

Samsung Galaxy S10 Plus nie bije w tej kwestii żadnych rekordów, ale akumulator o pojemności 4100 mAh wystarcza na cały dzień intensywnego użytkowania, zaś naładowanie go do pełna dołączoną do zestawu ładowarką zajmuje nieco ponad godzinę. Również nic specjalnego, ale znośnie.

Co się zaś tyczy funkcji „odwróconego ładowania bezprzewodowego”… użyłem jej raz przez całe dwa tygodnie, by doładować słuchawki Galaxy Buds. I tylko w tym widzę jej potencjalne zastosowanie – w doładowywaniu akcesoriów. Tym bardziej, że możemy jednocześnie ładować telefon, więc zamiast brać na wyjazd dwie ładowarki (np. do telefonu i zegarka), można po prostu położyć akcesorium na pleckach smartfona i ładować obydwa sprzęty na raz.

samsung galaxy s10 i s10 plus

Całkiem fajne. Ale można bez tego żyć.

Samsung Galaxy S10 Plus to najlepszy Galaxy w historii. Ale już nie najlepszy smartfon w ogóle.

Galaxy S10 Plus ma wszystko. Najlepszy ekran, znakomitą jakość wykonania, fantastyczny aparat… ale nie licząc tego pierwszego, w żadnej kategorii nie jest już numerem jeden.

Są smartfony, które robią lepsze zdjęcia. Są smartfony ze znacznie lepszym czasem pracy z dala od gniazdka, a już na pewno szybciej doładowujące akumulator. Są smartfony działające znacznie płynniej – a kosztują dwukrotnie mniej.

Nie mam wątpliwości, że po nowego Galaxy S10, w każdej odmianie, ustawią się kolejki. Ale czy sam wydałbym na niego 4400 zł, które kosztuje testowana odmiana SGS10 Plus? Zdecydowanie nie.

Galaxy S10 Plus aparat

Po smartfonie kosztującym więcej niż średnia krajowa oczekuję „najlepszości”. W każdym aspekcie.

I niestety, przez dwa tygodnie testów Galaxy S10 Plus nie zdołał mnie przekonać, że jest najlepszym z najlepszych i warto wydać na niego tak dużo pieniędzy. A szkoda.

Dołącz do dyskusji