Czy to nowy król fotografii mobilnej? Oto zdjęcia z Samsunga Galaxy S10+ – bez filtra

Artykuł/Foto 22.02.2019
Czy to nowy król fotografii mobilnej? Oto zdjęcia z Samsunga Galaxy S10+ – bez filtra

Czy to nowy król fotografii mobilnej? Oto zdjęcia z Samsunga Galaxy S10+ – bez filtra

Samsung Galaxy S10+ jest w mojej kieszeni od niespełna doby, ale zdążyłem już zrobić nim kilka zdjęć, w trybie auto i bez filtra, by przekonać się, jak dobrym aparatem jest ten telefon. Efekty? Zobaczcie sami.

Podczas premiery nowego Galaxy S10 ze sceny padało wiele górnolotnych słów o tym, jak to smartfon w końcu ma możliwości profesjonalnej lustrzanki. Oczywiście wszyscy wiemy, że to tylko PR-owa gadka-szmatka: smartfonom bardzo, bardzo daleko do jakości i możliwości profesjonalnych lustrzanek czy bezlusterkowców.

Tym niemniej to właśnie smartfony są najpopularniejszymi aparatami na świecie (z iPhone’em na czele). A Samsung Galaxy S10 ma szansę zostać okrzyknięty najlepszym z nich.

Co potrafi aparat Samsunga Galaxy S10+?

Aparatów w nowym Galaxy S10+ jest aż pięć. Na froncie znajdziemy dwa:

  • 10 Mpix z obiektywem o kacie widzenia 80 stopni, jasności f/1.9 i pikselach w rozmiarze 1,22 μm, z Dual Pixel AF
  • 8 Mpix RGB do wykrywania głębi, o kącie widzenia 90 stopni, jasności f/2.2 i pikselach w rozmiarze 1,12 μm

„Mały” Galaxy S10 oraz S10e są pozbawione tego sensora, ale potrafią symulować efekt głębi przy pomocy algorytmów.

Z tyłu zaś znajdziemy trzy sensory:

  • 16 Mpix z ultraszerokokątnym (123 stopnie) obiektywem o jasności f/2.2 i pikselach w rozmiarze 1,0 μm, bez AF,
  • 12 Mpix z obiektywem szerokokątnym (77 stopni) o zmiennej przysłonie f/1.5-f/2.4 i pikselach w rozmiarze 1,4 μm, z Dual Pixel AF i OIS,
  • 12 Mpix z obiektywem tele (45 stopni) o jasności f/2.4 i pikselach w rozmiarze 1,0 μm, z PDAF i OIS.

Taki układ znajdziemy zarówno w małym S10, jak i S10+. Galaxy S10e wyposażony jest tylko w dwa pierwsze sensory, bez obiektywu tele.

Aparat w nowych Galaxy S10 korzysta z pomocy sztucznej inteligencji jak nigdy dotąd.

Pewnie, w tej chwili nawet w telefonie za 1000 zł znajdziemy „AI”, które rozpoznaje sceny i dynamicznie dobiera nastawy aparatu. Widzieliśmy to już w poprzednich Galaxy. S10 idzie jednak o krok dalej – aparat potrafi teraz nie tylko rozpoznawać scenerię i dobierać parametry (co robi zaskakująco dobrze, swoją drogą), ale także podpowiadać, jak zrobić zdjęcie.

Po włączeniu odpowiedniej opcji w ustawieniach aparatu, gdy telefon wykryje, że długo zastanawiamy się nad zdjęciem, sam podpowie, jak je wykonać. Na ekranie podglądu pokaże się kropka, w którą wystarczy wycelować i linie, które trzeba wyrównać. Gdy najedziemy na kropkę a linie się wyrównają, zdjęcie jest wykonywane automatycznie, nie trzeba naciskać spustu wirtualnej migawki.

Przyznaję, byłem sceptycznie nastawiony do tego rozwiązania, ale spisuje się ono naprawdę nieźle. Nie zrobi z nikogo profesjonalnego fotografa, ale bez dwóch zdań uratuje dziesiątki kadrów z rodzinnych wakacji. Tym bardziej, że w większości przypadków naprawdę dobrze podpowiada jak ustawić aparat, by uchwycić najlepsze ujęcie. Gubi się tylko w „gęstych” scenach, gdy nie do końca wiadomo, co jest tematem fotografii. Doskonale za to radzi sobie z portretami, ustawiając kadrowanie niemal idealnie.

Samsung Galaxy S10+ – przedni aparat w praktyce.

Kamera do selfie jest zaskakująco dobra. Niestety nie uczyni z blogera technologicznego Brada Pitta, ale nieźle radzi sobie z tym, co ma do dyspozycji. Obraz jest ostry, autofocus bardzo szybki, kolory nasycone, ale nie do przesady.

Nie wiem tylko po co Samsung uparł się na dwa tryby selfie: zwykły i szeroki. O ile w takim LG V40 tryb szeroki faktycznie robi różnicę, bo mamy po prostu szerszy obiektyw, tak tryb szeroki w Samsungu Galaxy S10+ różni się tak nieznacznie od zwykłego trybu, że nie warto sobie zawracać głowy tym pierwszym. No chyba, że mamy bardzo, bardzo długie ręce.

Całkiem nieźle działa za to tryb „live focus”, czyli symulowanie głębi ostrości. Rozmycie tła wygląda dość estetycznie, choć dalej miewa problemy z rozwianym włosem czy scenami o niskim kontraście. Poziom rozmycia możemy oczywiście regulować po zrobieniu zdjęcia.

Samsung Galaxy S10+ – główne aparaty w praktyce.

Trzy sensory na pleckach nowego Galaxy robią rewelacyjne zdjęcia. Szczególnie główny sensor urzeka poziomem detali, kontrastu i – przede wszystkim – zakresem tonalnym. Spójrzcie tylko na te przykłady:

To niesamowicie wymagające warunki dla każdego aparatu, ze skąpanym w cieniu wnętrzem lokalu i jasnym światłem za oknem.

Tymczasem Samsung Galaxy S10+ zachowuje detale zarówno w cieniach, jak i w prześwietleniach. Najlepszy w tym względzie jest główny aparat, ale obiektyw tele i ultraszeroki również dobrze sobie radzą.

Główny aparat ma też niebywale szybki autofocus, ze znakomicie działającą detekcją twarzy, nawet z dużych odległości. Celowo jednak podkreślam, że mówię tu o głównym aparacie – aparat z obiektywem ultraszerokokątnym nie pozwala na samodzielny wybór punktu ostrości, zaś ten z obiektywem tele ostrzy zauważalnie wolniej od głównego sensora.

Zatrzymując się na moment przy teleobiektywie, niestety produkuje on zauważalnie gorsze efekty od głównego sensora. Znacznie mniejszy rozmiar pikseli oznacza mniej zbieranego światła, a to znajduje odzwierciedlenie w poziomie szczegółowości wykonanych zdjęć.

Główny aparat
Aparat z teleobiektywem

Jestem też zdziwiony, że – podobnie jak w LG V40 – tryb „live focus”, symulujący rozmycie tła, jest realizowany na obiektywie szerokokątnym.

Samo rozmycie wygląda OK (choć nie tak naturalnie jak w iPhone’ach, gdzie symulacja bokehu jest bardziej zaawansowana), ale np. portrety wyglądałyby dużo lepiej, gdyby można było rozmyć tło w aparacie dającym bardziej naturalne proporcje. Apple to rozumie, dlatego iPhone X czy XS rozmywa tło w trybie portretowym wykorzystując teleobiektyw.

Z obiektywem ultraszerokokątnym trzeba zaś bardzo uważać, bo czasem okazuje się on aż nazbyt „ultra”. Nawet po włączeniu automatycznego korygowania wad optycznych w ustawieniach, efekty uzyskane super-szerokim szkłem mogą być spektakularne, lub… spektakularnie nieudane:

Poza tym jednak nie mam najmniejszych powodów do narzekania. Aparat Samsunga Galaxy S10+ jest rewelacyjny.

Z generacji na generację Samsung robi coraz lepsze zdjęcia. Już S8 był rewelacyjnym aparatem, ale S10, podobnie jak S9 przed nim, wynosi fotografię mobilną na nowy poziom.

Cieszy też fakt, że Samsung odrobił lekcje i domyślnie nie przesyca kolorów aż tak, jak miało to miejsce w poprzednich generacjach.

Obrazy nadal są delikatnie zbyt mocno wyostrzone jak na mój gust, ale to już kwestia preferencji.

Ze zdumieniem odkryłem też, że – przynajmniej w JPEG-ach – nie musiałbym wcale przesadnie obrabiać zdjęć, by uzyskać interesujące mnie efekty. Ot, zabawa kontrastem, balansem bieli i nasyceniem:

Świetnie też wyglądają ujęcia przekonwertowane na monochromatyczne. Delikatne podbicie kontrastu i pogłębienie cieni skutkuje pięknym obrazem. Coś czuję, że miłośnicy fotografii ulicznej bardzo polubią się z Galaxy S10, tym bardziej, że główny sensor ma piekielnie szybki autofocus:

W zdjęciach nocnych Samsung Galaxy S10+ również nie rozczarowuje.

Niestety nie miałem jeszcze zbyt wielu okazji na fotografię nocną nowym Galaxy, ale to, co już mogłem zaobserwować, oceniam mocno na plus.

Galaxy S10+ robi w pełni akceptowalne zdjęcia w kiepskich warunkach oświetleniowych. Poprawnie dobiera balans bieli, szumy utrzymywane są w ryzach i nigdzie nie widać nienaturalnych zafarbów, które mogą się pojawiać na wysokim ISO.

Widać jednak, że Samsung nie radzi sobie jeszcze z prześwietleniami po zmroku równie dobrze, co nowe iPhone’y. Wszystkie sensory podatne są też na flarę. Nieznaczną, ale zauważalną.

Tak to przynajmniej wygląda na „pełnym automacie”. Wkrótce będę miał okazję spędzić więcej czasu z aparatem w nowym Galaxy S10, wypróbować tryb profesjonalny i jakość plików RAW. Dopiero wtedy okaże się, ile tak naprawdę można wycisnąć z matryc Samsunga Galaxy S10+. Choć nawet na automacie efekty są więcej niż zadowalające, nawet jeśli nie tak dobre, jak te z iPhone’a XS czy Huawei Mate 20 Pro.

Na „automacie” Samsung Galaxy S10+ spisuje się fantastycznie.

Tak jak można się było spodziewać po tym, jak dobry był SGS9 czy Note 9, Samsung Galaxy S10+ stoi wysoko w hierarchii mobilnej fotografii. Czy jest najlepszy? Trudno mi jednoznacznie orzec. Musiałbym zestawić ze sobą iPhone’a XS, Huawei Mate 20 Pro i nowego Galaxy, a potem wydawać osądy.

samsung galaxy s10 i s10 plus

W trybie pełnej automatyki jest jednak najbardziej „idiotoodpornym” z całej trójki fotograficznych tytanów. Zastosowanie inteligentnych podpowiedzi dla wielu ludzi będzie prawdziwym wybawieniem, a w połączeniu ze świetnym zakresem tonalnym i ogólną jakością optyczną sprawia, że Samsungiem Galaxy S10+ naprawdę trudno jest zrobić bardzo złe zdjęcie.

W osobnym tekście przyjrzymy się możliwościom profesjonalnym i zdjęciom w formacie RAW. Na osobny materiał zasługują też możliwości wideo, którymi – uwaga, spoiler – Samsung w końcu idzie łeb w łeb ze swoim arcyrywalem z Cupertino. Wypatrujcie materiałów w najbliższych dniach!

*Paczkę z większą liczbą zdjęć w pełnej rozdzielczości (301 MB) można pobrać klikając tutaj.

Dołącz do dyskusji