Słodko-gorzka mieszanka westchnień i rozczarowań. 24 godziny z LG V40

Artykuł/Technologie 19.02.2019
Słodko-gorzka mieszanka westchnień i rozczarowań. 24 godziny z LG V40

Słodko-gorzka mieszanka westchnień i rozczarowań. 24 godziny z LG V40

Spędziłem dobę z LG V40 i już wiem, że to nie będą łatwe testy. Z jednej strony bowiem uwielbiam ten telefon. Z drugiej… ech. Ech, ech, ech.

Zanim przejdę do tego, co mnie w LG V40 uwiera od pierwszego użycia, opowiem o tym, co mnie od samego początku oczarowało.

LG V40 ThinQ

Przede wszystkim – jakość wykonania.

LG V40 jest wielki, piękny i znakomicie skonstruowany. Nie mówię tu nawet o certyfikacie odporności MIL-STD810G, co po prostu o tym, jak ten telefon czuć w dłoni. Szczególnie podobają mi się plecki, które – choć szklane – są matowe, a dzięki temu nie rysują się ani nie palcują tak bardzo, jak wykończone na wysoki połysk konstrukcje.

LG V40 ThinQ

LG V40 jest równie piękny z tyłu, co na froncie. Tam czeka na nas panel AMOLED o przekątnej aż 6,4”, niestety zwieńczony wcięciem w ekranie. Na szczęście nie przeszkadza ono w codziennym użytkowaniu, ale będąc absolutnie szczerym, wolałem symetryczny układ z LG V30.

Smartfon również pięknie działa, dzięki Snapdragonowi 845, 6 GB RAM-u i 128 GB pamięci na dane. Pewnie, chciałoby się więcej RAM-u, zwłaszcza w tej cenie, ale dostępna konfiguracja w zupełności wystarcza do płynnej, szybkiej obsługi.

LG V40 ThinQ

Uczciwie powiem tylko, że od razu zmieniłem domyślny launcher na ten od Microsoftu. Choć LG ma w zanadrzu mnóstwo przydatnych tricków software’owych, o których opowiem w pełnej recenzji, wizualnie okrutnie mnie razi w oczy. Ot, kwestia preferencji.

Nie minęła jeszcze pełna doba, a już doceniłem dedykowany przycisk Asystenta Google na krawędzi obudowy. Wywoływanie wirtualnego pomocnika w ten sposób jest szybsze i wygodniejsze niż przytrzymywanie przycisku home na ekranie.

LG V40 ThinQ

Mała rzecz, a cieszy – to najlepiej wibrujący smartfon z Androidem.

Żaden telefon z Androidem nie ma tak dobrych wibracji, jak LG V40. Kropka. Z reguły w każdym smartfonie wyłączam haptykę np. podczas pisania na klawiaturze, bo „pierdzący” motorek wibracyjny bardziej irytuje niż pomaga w pisaniu. W LG V40 jest inaczej, niemal jak w iPhonie. Tutaj telefon nie brzęczy, a delikatnie puka spod ekranu.

LG V40 ThinQ

Wydaje się, ze to drobiazg, ale w codziennym użytkowaniu znacząco podnosi przyjemność korzystania ze sprzętu.

LG V40 to też najbardziej muzyczny smartfon na rynku. Przynajmniej do premiery LG G8.

Na pokładzie topowego smartfona LG znajdziemy poczwórny DAC, zmieniający niepozorne złącze słuchawkowe w prawdziwy raj dla audiofila. Podobnie jak wcześniej w LG V30, również tutaj mamy do czynienia z najlepszym doznaniem akustycznym spośród wszystkich smartfonów.

LG V40 ThinQ

Doskonale radzi sobie też głośnik Boombox, który wykorzystuje wnętrze obudowy telefonu jako komorę rezonansową, przez co wypływający z niego dźwięk jest bardzo głośny i pełen detalu.

Szkoda tylko, że w tej materii LG V40 zostanie niebawem zdetronizowany przez LG G8, który ma być jeszcze bardziej „muzyczny” od swojego starszego brata.

A to prowadzi mnie do westchnień i straconych szans.

Pierwsze „ech” to okropnie spóźniona i następująca w najgorszym możliwym czasie premiera urządzenia nad Wisłą. LG V40 za oceanem debiutował niemal pół roku temu, do tego w okresie premierowej posuchy. Wzbudzał zainteresowanie i wyróżniał się na tle konkurencji. A dziś? Jutro Samsung pokaże Samsunga Galaxy S10, który w podstawowym wariancie będzie kosztował tyle, co topowy LG. Samo LG pokaże za kilka dni LG G8, który – według wszystkiego, co już dziś o nim wiemy – będzie lepszym telefonem.

LG V40 ThinQ

Gdzie więc tu miejsce dla LG V40?

Drugie „ech” to niewykorzystany potencjał pięciu aparatów, który czuć już przy pierwszej styczności z telefonem. „Smartfon z pięcioma aparatami” – to brzmi dumnie. W praktyce jednak, przynajmniej na pierwszy rzut oka, te aparaty mnie nie powaliły.

Do wydania pełnego osądu wstrzymam się, aż spędzę z V-czterdziestką więcej czasu i wypróbuję tryby manualne. Jednak przy pierwszym kontakcie, na pełnej automatyce, rezultaty są… cóż, przeciętne.

Na papierze wszystko się zgadza. Z tyłu LG V40 znajdziemy aż trzy sensory: główny o rozdzielczości 12 Mpix, ultraszerokokątny o rozdzielczości 16 Mpix oraz teleobiektyw umieszczony przed matrycą 12 Mpix. Z każdego obiektywu możemy korzystać indywidualnie, a na życzenie aparat może też wykonać trzy zdjęcia na raz.

W praktyce najlepsze rezultaty prezentuje główny sensor. Jest on stabilizowany, ma najlepszą rozpiętość tonalną i zdjęcia nim wykonane wyglądają po prostu dobrze, szczególnie w dobrych warunkach oświetleniowych.

Całkiem nieźle prezentują się też rezultaty z ultraszerokokątnego szkła, które pozwala zmieścić w kadrze ogromną ilość informacji.

Kompletnym rozczarowaniem (przynajmniej na pierwszy rzut oka) jest niestety teleobiektyw, który a) nie jest stabilizowany b) wyraźnie odstaje jakością optyczną od pozostałych sensorów. A szkoda, bo przecież obiektyw tele gwarantuje najbardziej naturalne proporcje na zdjęciach i jest stworzony do portretów.

Nie lepiej rzecz wygląda z przodu, gdzie mamy dwa sensory (8 i 5 Mpix). Pierwszy z nich mieści 1 chudego i pół grubego blogera Spider’s Web:

Drugi mieści 1 chudego i 1 grubego blogera Spider’s Web:

Obydwa odstają jakością od czołówki smartfonowej stawki. Selfie robione LG V40 nie są złe, ale w tej klasie konkurencja radzi sobie lepiej.

Trzecie „ech” to czas pracy na jednym ładowaniu.

Już po surowej specyfikacji można było się spodziewać, że przy tak zasobożernym smartfonie 3300 mAh to ciut za mało. I faktycznie, pierwsza doba z LG V40 potwierdza, że ogniwo akumulatora jest niewystarczające. Po raz pierwszy od dawna musiałem podłączyć telefon do ładowania już w połowie dnia. Był to jednak bardzo intensywny dzień, spędzony w połowie w Pendolino, więc jestem skłonny dać LG V40 drugą szansę.

Nie skreślam LG V40, bo naprawdę lubię ten telefon.

Żywię wyjątkowo ciepłe uczucia względem LG V30, który jest jednym z moich ulubionych smartfonów wszechczasów, więc nie skreślam LG V40 na starcie. Owszem, ten telefon ma kilka wad i na pewno trudno będzie go wybronić sprzedażowo w sytuacji, gdy lada dzień z każdej strony napłynie nowa konkurencja.

LG V40 ThinQ

Nie da się jednak odmówić mu uroku i tej nieuchwytnej przyjemności z korzystania, której nie da się zapisać na karcie specyfikacji. Z optymizmem patrzę więc na najbliższe tygodnie testów, bo choć do ideału LG V40 odrobinę brakuje, to coś czuję, że zdoła mnie w tym czasie niejeden raz zaskoczyć.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement