Wiemy, jak jest z tym hajsem z YouTube’a. Tyle zarabiają internetowi twórcy

Artykuł/Media 26.09.2017
Wiemy, jak jest z tym hajsem z YouTube’a. Tyle zarabiają internetowi twórcy

Wiemy, jak jest z tym hajsem z YouTube’a. Tyle zarabiają internetowi twórcy

Tyle się mówi o tym całym hajsie z YouTube’a, ale jeśli przyjrzymy się wnikliwie, to poza liderami, tam niebieski Johnny Walker z kranu raczej nie leci, a czerwony tylko jak w wodociągach robią konserwację. 

Wiele młodych osób wpada w depresję z naprawdę głupich powodów, zazdroszcząc swoim rówieśnikom odnoszącym sukcesy w sieci. Raczej nieekonomiczne. Karol Kopańko już obnażył, że nie ma powodu, bo te wspaniałe profile na Instagramie to tak naprawdę nachalne wrzucanie sobie zdjęć w trampkach znanej firmy za dosłownie kilka złotych, za to na YouTube jest już trochę lepiej, choć do złotych gór daleka droga.

Pieniądze tam są, w końcu dla wielu internetowych twórców to normalna, pełnoetatowa praca.

Po prostu nie tak wysokie, jak przyjęło się powszechnie sądzić rozmawiając w kuluarach. Dla wielu youtuberów jedynym źródłem zarobku są reklamy AdSense – to te, które YouTube sam wyświetla przy filmikach. My na przykład na Bezprawniku i Spider’s Web w ogóle nie emitujemy tego typu reklam, gdyż uważamy je za kompletnie nieopłacalne pod względem finansowym.

Dużo portali lubi wrzucić 3-4 reklamy tego typu i liczy na to, że przypadkowe osoby będą w nie klikały, ale prawdę powiedziawszy, mam poważne wątpliwości czy nawet dla takiej Wirtualnej Polski są to jakieś sensowne pieniądze. Ot, zapchajdziury zbierające kliki od nieświadomych czytelników. Zdecydowanie bardziej preferujemy model, w którym ktoś przychodzi do Bezprawnika/SW, mówi, że zna i ceni naszych czytelników, i chce emitować reklamę skrojoną pod ich zainteresowania.

Tak też się zdarza youtuberom, ale zostając jeszcze przy tym Adsense… z tych reklam korzysta 96% youtuberów, którym swoje badanie poświęcił portal APYnews z agencją Get Hero. Przebadano 104 osoby, z których 47 proc. zajmuje się grami wideo, 29 proc. – tematyką lifestylową, a 24 proc. – rozrywką. Należy założyć, że nie badano byle kogo, tylko youtuberów z rozpoznawalnością.

AdSense to tak małe pieniądze, że w badaniu nie poświęcono im większej uwagi.

Ile zarabiają youtuberzy?

W tym raporcie skoncentrowano się głównie na “współpracy z markami”, co z jednej strony jest eufemizmem słowa “reklama”, ale też w dużej mierze chodzi o odróżnienie jej od drobnicy pokroju AdSense. Tutaj youtuberzy już zarabiają. Według raportu zdecydowanie najlepiej zarabia się na reklamach w kategorii “lifestyle”, za to dużo gorzej wiedzie się twórcom działającym w sektorze “gaming”, zaś najgorzej – w “rozrywce”. Bez niespodzianek, zresztą wielu youtuberów godzi się nawet na barter. Will vlog for food i te sprawy.

Dochód reklamowy AdSense w lifestyle’u wyniósł przy średniej liczbie 360 000 subskrypcji średnio 13 200 złotych na miesiąc, w podobnych warunkach gaming według raportu zarabia 6600 złotych. Przy czym ponad połowa youtuberów nie może liczyć na więcej, niż 5000 złotych miesięcznie. Tylko 17% wszystkich zarabia powyżej 10 000 złotych, zaś 2% powyżej 50 000 złotych na miesiąc. Zastanawiające jest, kto tworzył czołówkę w tym zestawieniu – czy absolutne gwiazdy polskiego Youtube’a, czy też te nie chciały w ogóle rozmawiać z APYnews i raczej chodzi o “topowych drugoligowców”.

Poza AdSense i “współpracą z markami”, polscy youtuberzy zarabiają pojawiając się na różnych wydarzeniach (nie wiem, czy to się w sumie nie liczy w ramach współpracy), streamując czy prowadząc własny sklep z gadżetami. Nadal niszowymi elementami zysków są występy w telewizji, tradycyjnych reklamach telewizyjnych czy Patronite.

Choć omawiany raport sam w sobie wydaje się być ciekawą ideą, to jednak pełen jestem wątpliwości co do niego. Przede wszystkim wygląda trochę jak próba odgórnego kreowania stawek na rynku reklamy w serwisie YouTube – nie wiem ile w tych moich przeczuciach prawdy, ale trochę tak właśnie podpowiada mi intuicja. I tutaj kluczowe pytanie dotyczy tego, czy stawki te chce się ciągnąć w górę, czy w dół.

Na pewno tego typu badania można było zrobić lepiej. Brakuje mi jednak dość precyzyjnego określenia kim według tego badania jest “youtuber”, ponieważ jeśli przejdziemy się po korytarzu w gimnazjum, to pewnie znajdziemy przynajmniej trzydziestu youtuberów. Chodzi więc – po pierwsze – o skalę rozpoznawalności, ale i o czas poświęcany na tworzenie kanału. Chciałbym zobaczyć pogłębione badanie z wyliczeniem przychodów na godzinę youtube’owania oraz z uwzględnieniem kosztów własnych. Zastanawiające jest dla mnie również to, czy podane kwoty są kwotami netto czy brutto, co w przypadku czołowych twórców nie ma większego znaczenia, ale w przypadku tych najmniejszych może stanowić granicę opłacalności całego projektu.

Z tego też względu zaprezentowany raport jest fajny, podaję go dalej do waszej wiadomości, ale osobiście nadal wolę się opierać na informacjach o polskim YouTubie, które z pierwszej ręki usłyszałem przy wódce. Ten cudowny specyfik ma jakieś takie nieocenione właściwości, że w zasadzie w każdej kwestii dostarczył mi pewniejsze wieści, niż raporty internetowych agencji.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement