Najbardziej oczekiwane filmy nadchodzącej jesieni (i zimy)

Film 04.09.2016
Najbardziej oczekiwane filmy nadchodzącej jesieni (i zimy)

Lato dobiega końca, a wraz z nim wakacyjny sezon filmowy. Wielkie superprodukcje i komiksowe widowiska ustępują miejsca (no, prawie) bardziej ambitnym (przynajmniej w założeniu) produkcjom. W tym roku jesień w kinach prezentuje się nad wyraz dobrze. Jest na co czekać.

Siedmiu wspaniałych, reż. Antoine Fuqua. Premiera 23 września

Remake klasycznych „Siedmiu wspaniałych” z 1960 roku (i poniekąd „Siedmiu Samurajów” Akiry Kurosawy) reżyseruje Antoine Fuqua, który po raz pierwszy od czasów „Dnia próby”, ponownie stanął do współpracy z Denzelem Washingtonem.

Nowa wersja „Siedmiu wspaniałych” ma przed sobą prawdziwy dzień próby, gdyż, jak wiadomo, westerny są dziś praktycznie wymierającym gatunkiem. Mało który pojawia się w kinach, a nawet jak już się pojawi, to przeważnie widownię ma skromną. Ale jest szansa, że wersja „Siedmiu wspaniałych” bardziej dopasowana do wymagań współczesnych odbiorców (choćby poprzez dość ciekawe, kontrowersyjne wymieszanie rasowe kowboi – w drużynie dowodzonej przez czarnoskórego mamy również Azjatę – tego w westernach przeważnie nie było) chwyci. Obsada na pewno zwraca uwagę – Denzel Washington, Ethan Hawke, Chris Pratt i inni…

Księgowy, reż. Gavin O’Connor. Premiera 28 października

Ok, przyznam, że tytuł nie budzi we mnie respektu, ale oglądając trailer czuję, że szykuje się naprawdę porządne kino. Ben Affleck wciela się w tytułowego księgowego, który, podobnie jak Batman, czyli postać, w którą obecnie wcielać się będzie Ben, posiada niemalże nadludzkie umiejętności. W jego przypadku są to „moce” związane z matematyką i liczbami. Przy okazji, bohater grany przez Afflecka cierpi na autyzm. Tyle można wyczytać z trailera, który zapowiada tajemniczy dramat zmiksowany z thrillerem.

Billy Lynn’s Long Halftime Walk, reż. Ang Lee. Premiera 11 listopada

Gdy Ang Lee, którego uważam za jednego z najlepszych żyjących reżyserów, zapowiada, że jego najnowszy film zostanie pokazany w technologii 120 klatek na sekundę (przypominam, że standardem są obecnie 24 klatki) oraz w 3D i 4k, to wiadomo, że czeka nas unikalne i niezwykłe doznanie filmowe. Zresztą pierwsze opinie o tym dziele mówią, że to kompletnie nowe i inne doświadczenie oglądania. I tyle mi wystarczy. Obsada czy fabuła (skądinąd wyglądające solidnie) schodzą na drugi plan, choć też licze, że film ten będzie czymś więcej niż tylko technologiczną ciekawostką.

Arrival, reż. Denis Villeneuve. Premiera nieznana

Denis Villeneuve to bez wątpienia jeden z ciekawszych i lepszych twórców filmowych, którzy zadebiutowali w ciągu ostatnich kilkunastu lat. W 2010 roku wbił widzów w fotel porażającym „Pogorzeliskiem”, w zeszłym roku zachwycił znakomitym „Sicario”, a wcześniej zabrał widzów w emocjonalną jazdę w „Labiryncie”. Tym razem zabrał się za science-fiction. „Arrival” opowiada o spotkaniu ludzkości z kosmitami. Z tym, że trailer pozwala przypuszczać, że zamiast widowiska w stylu „Dnia Niepodległości” czeka nas raczej dramat psychologiczny. I ja już nic więcej wiedzieć nie muszę, tyle mi wystarczy, by czekać na premierę.

Sully, reż. Clint Eastwood. Premiera  2 grudnia

Clint Eastwood aktorem jest dobrym, ale reżyserem za to wybitnym. W dodatku po raz pierwszy nakręcił on film z Tomem Hanksem. Fabuła „Sully” opowiadać będzie o głośnym i opisywanym swego czasu w światowych mediach, prawdziwym wydarzeniu, zwanym Cudem nad rzeką Hudson, kiedy to pilot Chelsey „Sully” Sullenberger zapanował nad spadającym samolotem i bezpiecznie wylądował na rzece Hudson, ratując tym samym życie 150 pasażerów.

Wprawdzie fabuła przywodzi na myśl film „Lot” z Denzelem Washingtonem sprzed kilku lat, no, ale w przypadku „Sully” mamy do czynienia z prawdziwą historią plus, wierzę, że sprawna ręka Eastwooda oraz aktorstwo Hanksa sprawią, że będzie to jeden z bardziej poruszających dramatów tego roku.

Doctor Strange, reż. Scott Derrickson. Premiera 26 października

Od ponad 8 lat każda premiera od Marvela jest wydarzeniem sezonu. Przyznam, że sam nie czekałem na żaden film tego studia z taką ciekawością od czasów pierwszych zapowiedzi Avengers. Komiksów o Doktorze Strange w życiu nie czytałem. O samej postaci kiedyś tam słyszałem, ale to tyle. Natomiast sam trailer nadchodzącego filmu o Strange’u sprawił, że chcę to jak najszybciej zobaczyć! Ciekawa historia, mistycyzm i magia, wizualny rozmach i motywy rodem z Incepcji oraz Benedict Cumberbatch, Tilda Swinton i Mads Mikklesen sprawiają, że, strzelam w ciemno, to będzie jeden z największych hitów tego roku.

Vaiana: Skarb oceanu, reż. Ron Clements, John Musker. Premiera 25 listopada

Nie wiem czemu, film, który w oryginale nosi tytuł (będący nazwą głównej bohaterki) Moana, u nas został przemianowany na Vaiana, ale mniejsza z tym – nowa animacja Disneya wygląda po prostu przepięknie. Te kolory! Postaci! Do tego wartka akcja, wspaniałe plenery i animacja komputerowa, która chwilami ociera się o fotorealizm. Idę!

Przełęcz ocalonych, reż. Mel Gibson. Premiera: nieznana

Wprawdzie nie wiadomo jeszcze czy ten film będzie miał premierę tej jesieni (albo w ogóle w tym roku), tym niemniej jest na co czekać. Już sam fakt, że jest to pierwszy od czasu Apocalypto film Mela Gibsona jako reżysera zwraca uwagę. Aktorsko Gibson nie raczy nas swoją osobą za często ostatnimi czasy. Do tego dochodzą kontrowersje z jego życia osobistego (przemoc względem żony, antysemickie wybryki), ale jest szansa, że tym filmem odkupi przynajmniej część swoich win i powróci na hollywoodzki świecznik.

Assassins Creed, reż. Justin Kurzel. Premiera 6 stycznia 2017

Nie udało się Warcraftowi, tak więc ostania nadzieja w Assassynach. Zwiastun adaptacji gry Assassins Creed daję nadzieję, że może w końcu uda się zrobić naprawdę dobry film na podstawie gry. Póki co, wszystkie elementy znane z pierwowzoru wydają się być na miejscu. Akcja rozgrywająca się za czasów hiszpańskiej inkwizycji to też dobry strzał. Podobnie jak Michael Fassbender w roli głównej. Jest „skok wiary”, jest wspinanie się na budynki i bieganie po dachach oraz parkour. Oby tylko fabuła była wciągająca.

Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie, reż. Gareth Edwards. Premiera 15 grudnia

Oczywiście w powyższym zestawieniu nie mogło zabraknąć Star Wars. Niewielu jest fanów kina, dla których premiera filmu ze świata Gwiezdnych Wojen jest totalnie obojętna. Tym razem jest to pierwszy w historii spin-off serii i samodzielna historia zawarta w jednym filmie. Akcja rozgrywa się przed wydarzeniami znanymi z „Nowej Nadziei” co oznacza, że oprócz szturmowców Imperium, TIE Fighterów i AT-AT w akcji, zobaczymy także Gwiazdę Śmierci w budowie oraz Dartha Vadera. Praktycznie niemożliwym jest, by ten film nie pobił jakichś, przynamniej zimowych, rekordów kasowych i frekwencyjnych.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...