Reklama

Wpisy autora: Przemysław Śmit

Myśleć globalnie, działać lokalnie. A może na odwrót?

global

Myśleć globalnie, ale czy działać też globalnie? Gdy robimy biznes w sieci i w krótkiej perspektywie czasowej liczymy na zewnętrzne wsparcie finansowe, jesteśmy zmuszeni by od samego początku myśleć o użytkownikach z całego świata. Przyczyną takiej kolei rzeczy jest fakt, że wśród funduszy panuje obecnie moda na szukanie projektów o potencjale globalnym.

Wiadomo – aby osiągnąć wysoką stopę zwrotu z inwestycji musimy mieć odpowiedni rynek zbytu. Należy w jak najkrótszym czasie zdobyć masę krytyczną, czyli odpowiednią liczbę użytkowników/klientów zapewniających naszemu biznesowi rentowność. Ale czy aby na pewno jest to jedyna słuszna droga? Czy koniecznością jest rozwijanie biznesu z myślą o użytkownikach z całego świata? W teorii tak powinno być łatwiej – zrobić projekt w języku angielskim, z którego korzysta większość internautów i wypuścić go na szerokie wody.

PlayStation Move to najlepszy wynalazek od czasu pojawienia się na rynku iPhone’a

psmove_sw

Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, bo w końcu to był jeden z najszczęśliwszych dni moim życiu. To był ten dzień, w którym odebrałem swojego nowiutkiego, pięknego, szybkiego iPhone 3G. Czułem wtedy, że osiągnąłem szczyt lansu. Za własne, ciężko zarobione pieniądze kupiłem telefon, który całkowicie zmienił wyobrażenie świata wokół mnie. Teraz wszystko było online, dostępne na wyciągnięcie smartfona z kieszeni.

Stare dobre czasy… Teraz iPhone nie jest ani szybki, ani nowy, nawet piękny nie jest taki jak kiedyś. Mimo to przeżyliśmy wspólnie wiele pięknych chwil, zjeździliśmy kawał świata, a emocje jakie towarzyszyły mi w pierwszych dniach korzystania z niego przebiła dopiero tegoroczna gwiazdka.

Szukasz grafika? Kilku fenomenalnych znajdziesz na Codemarket.pl

codemarket

Codemarket.pl to usługa, która nie jest nowa pod względem idei. Na zachodzie podobnych serwisów istnieje pewnie na pęczki (najpopularniejszy z nich to Sortfolio), u nas za przykład niech posłuży Listed.pl uruchomiony kilka miesięcy wcześniej. O co dokładnie chodzi? Codemarket.pl jest platformą, dzięki której klienci zdobywają informacje o firmach, z których usług chcą skorzystać. Specyfika działania jest prosta. Jeżeli projektujemy graficznie możemy dodać swoje portfolio do serwisu, podać widełki cenowe w ramach których jesteśmy gotowi podjąć się zlecenia i gotowe. Teraz wystarczy czekać na odzew ze strony klientów.

Nic wielkiego, ale sam z ciekawości dodałem swoje portfolio. Efekt był taki, że przez kilka tygodni dostałem kilka zapytań od klientów zainteresowanych moimi usługami. Serwis z pewnością nie ma dużej oglądalności, ale skutecznością zabija tradycyjne serwisy ogłoszeniowe jak Gratka, Oferia czy Gumtree na głowę. Stanowi też bardzo dobrą alternatywę dla psującego rynek serwisu zlecenia.przez.net.

CDRoller chce powtórzyć sukces Gametrade.pl, wprowadza możliwość sprzedaży i wymiany płyt i winyli

cdroller

CDRoller to serwis, który bardzo mocno stara się wejść do tak tzw. mainstreamu. Ilość reklam, które mają zachęcić do korzystania z serwisu jest momentami przytłaczająca. Wchodzę na serwis sportowy widzę, reklamę CDRollera, wchodzę na serwis o modzie, widzę reklamy CDRollera, wchodzę na blog o tematyce fitness i ćwiczenia, widzę reklamy CDRollera. Można powiedzieć – ile jeszcze?! Cóż oby jak najwięcej, bo projekt prezentuje się naprawdę ciekawie. Martwi mnie tylko to, że jego twórcy jakby nie mają pomysłu na ciekawą promocję swojego biznesu.

Z drugiej strony branża muzyczna należy do tych, o których pojęcie mam takie, że wiem jakiej muzyki lubię słuchać i że piractwo stanowi dla branży bardzo duży problem. Wiem, że powstają serwisy, które pod etykietą walki z piractwem próbują zagarnąć swój kawałek tortu. Wiem, że istnieją też społecznościowe wytwórnie muzyczne jak MegaTotal.pl ale ogólnie branżą muzyczną się nie interesuję.

Nie chce ci się robić strony na Facebooku? To ją sobie kup!

legia_fb

Media społecznościowe stanowią doskonały kanał dotarcia działań marketingowych dla każdego podmiotu. Wielkich korporacji, małych i średnich firm. Nawet osiedlowy warzywniak może mieć swoje 5 minut dzięki ciekawej mini kampanii przeprowadzonej np. na Facebooku. Morze możliwości, ale też ocean niebezpieczeństw i zagrożeń wynikających ze psychologii tłumu. Prowadząc działania na portalach społecznościowych można albo wiele zyskać, albo jeszcze więcej stracić. Można też poczynić kroki, które w zamyśle miały mieć odzew tylko i wyłącznie pozytywny, a w rezultacie mogą przynieść więcej szkód niż pożytku. Doskonałym przykładem tego ostatniego jest Legia Warszawa.

Stołeczny klub bardzo chciał w krótkim czasie zrównać się liczbą fanów ze swoim największym rywalem (Lechem Poznań) więc postawił na skuteczność. Zamiast z mozołem pracować na swój sukces, zdobywać fanów jak na porządny klub przystało, ciężką codzienną pracą postawił na kupienie (jak podał portal Weszło.com) gotowego “like page’a” z ponad 120 tysiącami fanów. W sumie nic wielkiego, normalny marketingowy zabieg.

Speed dating jeszcze do niedawna kojarzony był z szybkim seksem. Na szczęście sytuacja się zmienia – Veronica Owusu-Byczkowska, Give5.pl

give5

Pamiętacie ten materiał w TVNie, w którym główną rolę odgrywał Rafał Agnieszczak? Kolejka w PARPie, gorączka złota, setki, tysiące chętnych w całym kraju. Wszyscy chcieli być pierwsi w wyścigu o unijną dotację. Twórca sukcesu Fotka.pl też chciał, ale to nie o nim będzie traktował poniższy tekst. Jego bohaterami są twórcy jednego z wielu internetowych projektów, które w zaciszu własnego biura realizują plan o wielkich ambicjach. Bartłomiej Byczkowski i Veronica Owusu-Byczkowska, właściciele Give5.pl opowiadają o swojej drodze po unijne dotacje, rozwoju projektu, pierwszych sukcesach i zainteresowaniu inwestorów.

Pomysł na stworzenie serwisu zrodził się jeszcze w 2008 roku, ale dopiero pod koniec 2009 roku ujrzał światło dzienne. Zanim jednak udało się skrystalizować wizję serwisu Bartek wraz z żoną wybrali się na Democamp 2008, który odbył się w Poznaniu. Nie brali w nim udziału, ale udało im się poznać przedstawicieli tzw. środowiska. Z kilkoma porozmawiali, usłyszeli opinie na temat ich pomysłu, którego z wiadomych względów nie przedstawiali w całości, ale na tyle wystarczająco, by wydobyć opinie wielu osób. Dziś, w stosunku do loży szyderców stają okoniem. Jak sami mówią – blogi technologiczne nie są najlepszym miejscem do promowania swojego projektu. Szczególnie, gdy grupa docelowa tworzonego serwisu ma niewiele wspólnego z czytelnikami takich blogów.

Wszyscy chcą mieć swój własny portal społecznościowy, Merlin.pl też. Tylko po co?

merlin

Pamiętam te czasy, gdy na topie był MySpace. Nikt nie zachwycał się wtedy każdym nawet najmniejszym ruchem Facebooka. To były te same czasy gdy Napster i inne jemu podobne spółki uważane był za przyszłość internetu oraz gdy  portale były w rozkwicie, a masową wyobraźnię pobudzały serwisy społecznościowe dla kotów, fanów mp3 i inne. Był taki czas kiedy każdy chciał mieć swoją społecznościówkę. Nieważne czy dużą, czy małą. Ważne, by była. Ilość zapytań od klientów była zastraszająca. Nikt nie chciał forum, serwisu internetowego z rozbudowaną strukturą komentarzy. Każdy chciał mieć portal społecznościowy. Dziś wydaje się, że podobnie jak w modzie, historia zatacza koło.

Na początku listopada jeden z najpopularniejszych klubów sportowych świata Manchester United ogłosił, że chce stworzyć swój własny i unikalny serwis społecznościowy. Pomysł na pierwszy rzut oka szalony, ale jeżeli wziąć pod uwagę, że “Czerwone Diabły” mają ponad 600 milionów fanów na cały świecie, ich profil na Facebooku lubi ponad 20 milionów osób, stronę internetową odwiedza prawdopodobnie kilka milionów użytkowników dziennie, to trzeba przyznać, że w tym szaleństwie jest metoda.

Najciekawsze aplikacje na iPhone’a według Spider’s Web

ios_1

Nie jestem hardcorowym użytkownikiem iPhone’a, korzystam z niego głównie do przeglądania internetu, czytania, komunikacji i przeglądania profilu na Facebooku i Twitterze. Gdy patrzę na znajomych, którzy również posiadają telefon od Apple niejednokrotnie jestem w szoku. Gdy przeglądam telefon znajomych czuję nacisk pod natłokiem setek zainstalowanych aplikacji. Ok, ja też instaluję ich dość dużo, ale równie szybko pozbywam się tych, których nie uruchamiam przynajmniej raz na tydzień. W ten sposób na moim iPhonie zainstalowane jest ich około 50. Z większości i tak nie korzystam, ale te które absorbują moją uwagę służą głównie produktywności, pracy i zabawie. 

Ewa kazała wybrać mi 10 najlepszych/najciekawszych, więc oto one (kolejność przypadkowa):

Lepiej najpierw zbudować prototyp, przetestować go i dopiero wtedy szukać inwestora – Ola Sitarska

olasitarska

Dla jednych znana bardziej z tego, że jest znana. Dla innych księżniczka startupów. Dla kolejnych młoda dziewczyna, która z pasją realizuje swoje projekty – Fashionstyle.pl i MyGuidie.com. Dla mnie stała się ofiarą dziennikarskiej wyobraźni. W rzeczywistośći to miła i przedsiębiorcza dziewczyna, która mimo młodego wieku o biznesie w sieci wie więcej, niż wielu doświadczonych ekspertów.

Kiedy tak naprawdę powstała koncepcja MyGuidie i dlaczego po zespole, który realizował projekt w ramach SW nie ma już śladu?

W pierwotnej wersji MyGuidie miało być serwisem łączącym lokalnych przewodników z turystami, na podstawie ich wspólnych zainteresowań. Przez 4 miesiące, od maja do września tego roku, rozwijałyśmy i testowałyśmy ten pomysł oraz sprawdzałyśmy czy istnieje na niego zapotrzebowanie. Kiedy zrealizowałyśmy pierwszy cel, jakim było zdobycie 500 przewodników i zaczęłyśmy realizować kolejny, czyli szukać klientów, którzy chcieliby kupować ich usługi, okazało się, że rynek turystyczny nie działa w ten sposób, że ludzie tak nie podróżują. Dzięki spotkaniom z mentorami na konkursach oraz sesjom strategicznym z najlepszymi w branży, udało nam się zmienić kierunek rozwoju na taki, który nie tylko odpowiada bardziej zapotrzebowaniu rynkowemu, ale także dodatkowo je zwiększa – teraz jesteśmy platformą, na której znajdziesz ciekawe i unikalne rzeczy do robienia w miejscu, w którym mieszkasz lub do którego podróżujesz. Interesuje nas już nie tylko turystyka, ale także lifestyle.

Przede wszystkim ważny jest zespół – Łukasz Parafianowicz, PAIP

PAR

Pod nazwą PAIP kryje się Poznański Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Jest to stowarzyszenie, które zostało powołane w październiku 2004 roku przez studentów, absolwentów i doktorantów z różnych poznańskich uczelni wyższych. Jego celem jest promowanie, inicjowanie oraz wspieranie nowoczesnej przedsiębiorczości akademickiej poprzez organizację szkoleń, konferencji, doradztwa indywidualnego oraz spotkań promujących innowacyjną przedsiębiorczość akademicką. Jak stowarzyszenie wywiązuje się ze swojej roli? Na te i inne pytania odpowie Łukasz Parafianowicz, ekspert PAIP ds. inwestycji.

Inkubator jak każdy, czy inny niż wszystkie? Kiedy możemy spodziewać się pierwszych efektów waszej pracy?

Łukasz Parafianowicz: Pierwsze inwestycje w projekcie „Inkubator Innowacji” mamy zaplanowane na koniec tego roku. W tej chwili mogę powiedzieć, że czekamy na decyzję PARPu odnośnie wyrażenia zgody na wejścia kapitałowe. O projektach, w które zainwestujemy nie mogę jeszcze mówić, ale już teraz zachęcam do śledzenia naszych informacji prasowych w styczniu. Jeśli chodzi o sam inkubator, to działamy już wiele lat na rynku. Uważam, że PAIP ma historię, która pokazuje że można nam zaufać, a to szczególnie ważne w przypadku tego typu projektów.

Świetny wynik Dwiepaczki.pl. Ponad 300% wzrost w skali roku!

dwiepaczki

Dwiepaczki.pl to pośrednik usług kurierskich i wygląda na to, że jest jedną z lepszych inwestycji SpeedUp Venture Capital Group. Serwis zanotował ponad 300% wzrostu w skali roku. Teraz spółka planuje debiut na NewConnect.

Sklepy internetowe powstają w Polsce każdego dnia, obecnie jest ich ponad 10 tysięcy. Na szybkiej dynamice rozwoju e-handlu korzystają też wszystkie firmy oferujące usługi wspierające i ułatwiające prowadzenie działań sprzedażowych w sieci. Dostawcą takich usług jest między innymi firma Dwiepaczki.pl, hurtownia usług kurierskich. Poprzez stronę internetową firma umożliwia niewielkim przedsiębiorcom szybkie wysłanie przesyłki. Klientami spółki są zarówno małe sklepy internetowe jak i dużo większe, dla których szybkość, niezawodność i jakość dostaw jest kluczowa dla utrzymania płynności biznesu.

Inkubator służy do rozwoju i podtrzymywania przy życiu czegoś słabego… – Eliza Wydrych na Spider’s Web

fashionelka

Przeglądacie czasem blogi w tematyce, z którą na co dzień nie wiele macie wspólnego? Ja tak, i może to zwykłe zboczenie mianiaka internetowej przestrzeni, ale przyznam, że lubię przeglądać miejsca, na których prezentowane są stylizacje modowe urodziwych dziewczyn. Gdybym mógł urodzić się na nowo, to byłbym właśnie jedną z tych dziewczyn i prowadziłbym bloga o takiej właśnie tematyce. Przechodząc do rzeczy – kolejnym gościem Egzekucji Spider’s Web jest Eliza Wydrych jedna z najpopularniejszych blogowych szafiarek w Polsce. Dla jednych może być anonimowa, dla innych jest wzorem, którego nie wypada nie naśladować. Modowa blogerka, kobieta sukcesu i business woman.

Rusza Top Dollar Mobile – platforma do skupowania telefonów online

miliondollar

W sieci można kupić prawie wszystko. Pytanie czy wszystko można też sprzedać? Za pośrednictwem Allegro na pewno tak, ale co w sytuacji gdy jesteśmy w posiadaniu przedmiotu, którego nikt nie chce mieć? Co wtedy gdy np. chcemy pozbyć się starego, nieużywanego telefonu. Rozwiązaniem naszego problemu może być projekt o nazwie topdollarmobile.pl.

Czymże jest ten schowany pod enigmatyczną nazwą serwis? To polska wersja systemu skupu używanych telefonów. Sprzedaż telefonów za pośrednictwem strony jest bardzo prosta. Aby poznać cenę konkretnego modelu, wystarczy skorzystać z intuicyjnej wyszukiwarki. Po wypełnieniu formularza sprzedaży i zalogowaniu się etap online transakcji zostaje zakończony. Następnie na adres korespondencyjny osoby, która chce sprzedać telefon, wysłany zostaje specjalny fonpack (zawierający m.in. opłaconą kopertę zwrotną). W przypadku sprzedaży większej ilości telefonów lub droższych modeli Top Dollar Mobile zapewnia kuriera. Po weryfikacji urządzenia przez sztab techniczny, w ciągu 7 dni przekazuje należność za telefon.

Twitter uruchomił strony firmowe w idealnym momencie, minimalizując ryzyko porażki

tweet

Zapewne jak wielu z naszych czytelników jestem stałym czytelnikiem Forbes’a. Od czasu do czasu pojawią się tam teksty opisujące historie polskich firm odnoszących międzynarodowe sukcesy. Jedną z nich jest Citronex, która zaopatruje w owoce połowę Polski. W artykule czytamy: “w ubiegłym roku spółka miała 345 mln zł przychodów i 20 mln zł zysku. Polski oddział amerykańskiego koncernu Chiquita zarobił na czysto 1 mln zł, przy 171 mln zł przychodów na naszym rynku.”. Nieźle jak na polski biznes, prawda? Ok, ale ja wcale nie o tym chciałem pisać. Do rzeczy.

Twitter to taki dziwny twór, którego polska brać kompletnie nie rozumie. Ci z technologicznej branży będą pisać, że amerykański serwis stanowi margines serwisów społecznościowych w Polsce. Co z tego, że korzystają z niego politycy, dziennikarze, celebryci. Zaczęła korzystać z niego nawet Doda! Ci od startupów będą mówić, że skoro Blipowi się nie udało, to Twitter też nie ma najmniejszych szans, bo czas, w którym mógł zawojować nasz rodzimy rynek dawno przeminął. Ale są też tacy, którzy z Twittera korzystają. Bardzo go sobie cenią, lub traktują jako narzędzie do spamu. Ci drudzy, mimo że Twitter to dla nich tylko kolejny kanał do zdobywania ruchu na stronie, czują się w obowiązku przewidywać i oceniać zmiany jakie zacTwittehodzą w tym mikroblogowym gigancie mimo, że np. o marketingu czy samym serwisie oprócz tego, że jest lub otrzymuje kolejne rundy finansowania, nie mają najmniejszego pojęcia.

Przyszłość według Piotra Wilama mogłaby być teraźniejszością gdyby…

ameryka

Smutne jest, że wszystkie wieści jakie napływają do nas z USA odbieramy jako coś nienamacalnego. Opowiadamy sobie o stanach piękne historie. Dla nas, zwykłych śmiertelników ameryka to taki inny świat. Tam wszystko jest lepsze, większe, bogatsze, fajniejsze, bardziej cool i trendy (niepotrzebne skreślić/potrzebne dodać). Gdy słyszymy historie rodem zza Atlantyku przed oczami naszymi pojawia się obraz utopii. Pięknej krainy, mlekiem i miodem płynącym. Krainy, w której technologia przeplata się z codziennym życiem bardziej niż gdziekolwiek indziej. Patrzymy z uwielbiem na budowane żmudną pracą fortuny i internetowe biznesy myśląc, że to takie łatwe, proste i przyjemne. Nie wiem jak jest w rzeczywistości, ale gdy słyszę/czytam opinie ludzi mądrzejszych ode mnie to oczekuję, że będą one miały podstawy do tego by przełożyć je do szarej rzeczywistości.

Ostatnio spotkałem się z bardzo fajnym cyklem krótkich artykułów autorstwa Piotra Wilama dotyczących jego wspólnej podróży do USA z przedstawicielami kilku polskich startupów z aspiracjamido budowania globalnych biznesów. Kilka tekstów łyknąłem jak pelikan, ale ostatni, który jest podsumowaniem całej eskapady, wzbudził we mnie mieszane uczucia.