Seks-roboty? Mówię zdecydowane czemu nie

Felieton/Technologie 19.07.2017
Seks-roboty? Mówię zdecydowane czemu nie

Co kilka dni trafiam na artykuł ostrzegający przed przyszłością, w której ludzie będą masowo uprawiali seks z robotami.

Seks-roboty już istnieją, ale to stosunkowo mały rynek, który ma przybrać potężne rozmiary w ciągu dekady. Tak, seks-roboty obnażą etyczne problemy przyszłości. Nie, seks-roboty nie są niczym dziwnym i nie powinny być kontrowersyjne. Technologie już zmieniły nasze podejście do seksu, roboty to kolejny krok w tym procesie.

Dzisiaj w aplikacji do trivii rozegrałam około 10 meczy na wiedzę z jakimś przypadkowym użytkownikiem z Indii. Miał on lepsze statystyki niż ja, ale mecze były wyrównane, dlatego sprawiało mi to tyle przyjemności. Po wszystkim ów mężczyzna napisał mi, że świetnie się grało.

Prosta rozmowa o pytaniach szybko jednak przekształciła się w dziwne pytania w stylu “jesteś zamężna?”, by w końcu dojść do momentu proszenia o zdjęcia.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że dla mnie – kobiety, która od dawna porusza się po różnych miejscach w internecie – nie jest to niczym dziwnym. W każdym miejscu można natknąć się na sieciowych podrywaczy-masturbatorów proszących o zdjęcia.

Jestem już z tym obeznana, więc łatwo pozbywam się takich delikwentów i umiem odmawiać nawet osobom, które są mi znane, ale nie zawsze tak było. We współczesnym świecie przy niesprzyjających okolicznościach łatwo dać się wmanipulować w cały ten internetowy seks. Wystarczy trochę niskiego poczucia własnej wartości i samotności.

Jednak tak zwany sexting nie jest niczym szczególnym, bo podobno robi to połowa z nas. Mimo to w społeczeństwie wciąż panuje przekonanie, że to coś wstydliwego, choć to też zaczyna się zmieniać.

Zwykli ludzie wysyłają pikantne wiadomości i fotki do innych zwykłych ludzi, by urozmaicić swoje życie erotyczne. Inni zwykli ludzie krytykują to jako coś niemoralnego lub niebezpiecznego i to zwykle oni powodują, że gdy czyjeś nagie zdjęcia wyciekną, staje się to skandalem.

Podejście do seksualności w erze technologii się zmienia. 50 lat temu wibratory i erotyczne zabawki dla kobiet były czymś ukrytym, bo kobieca przyjemność jako taka była tematem tabu. Dziś zabawki oburzają tylko tych bardziej pruderyjnych. A przecież wibrator to… robot. Prymitywny, bo tylko z silniczkiem wibracyjnym (chociaż coraz częściej ma więcej “zdolności”), ale jednak robot, którego używa prawie 40 proc. kobiet.

Roboty wyglądające jak prawdziwi ludzie ze sztuczną inteligencją i “osobowością” są więc naturalnym skutkiem postępu technologicznego. W Japonii czy Holandii już powstały domy publiczne, które nie zatrudniają ludzi, ale oferują seks z żeńskimi robotami. Te można kupić do prywatnego użytku na zawsze za kilka tysięcy dolarów. Jeśli ma się cierpliwość i zdolności można stworzyć własne roboty, jak pan, który stworzył takiego, który przypomina Scartett Johansson.

To w tym miejscu, a nie w samym istnieniu seks-robotów, tkwi problem etyczny.

Czy tworzenie robotów na podstawie realnych osób jest w porządku?

Czy tworzenie robotów-dzieci używanych przez pedofili jest karygodne? Czy daje upust szkodliwym żądzom, a może pobudza je i zwiększa ryzyko krzywdzenia żywych dzieci?

W dyskusjach o seks-robotach łatwo poddać się stronniczości, stąd mnóstwo wypowiedzi o tym, że roboty będą podsycały seksizm przez uprzedmiotawianie kobiet tak jak pornografia. Problem w tym, że to czy pornografia uprzedmiotawia kobiety i promuje jeden standard piękna i zachowania to wciąż nierozwiązany temat. Sama bym się kłóciła, że w pornografii funkcjonuje więcej typów urody, rozmiarów i różnorodności niż w Hollywood i telewizji, że mężczyźni są takim samym podmiotem jak kobiety.

Producenci seks-robotów szykują też męskie wersje. Przecież seksualność nie jest zero-jedynkowa i nie ma jednego standardu, który pasuje wszystkim. Akurat rynek pornografii i w ogóle akcesoriów erotycznych jest tego najlepszym przykładem.

Argument przeciw seks-robotom często przybiera też ton “to trochę” i “a gdzie intymność?”.

Przykro mi rozbić bańki, ale dla wielu ludzi seks ma różne postaci – może być emocjonalny z poczuciem bliskości i może być bezosobowym aktem. Krytykowanie robotów za to, że nie są ludźmi i nie dostarczają ludzkich zalet (a także wad) jest bezsensowne. Robot nie jest człowiekiem, eureka. Robot może być substytutem człowieka albo całkowicie nowym, ekscytującym bytem, który nie ma zdolności do odczuwania, więc nie trzeba się martwić o to, jak zareaguje.

To jego zaleta, nie wada.

Poza tym, skoro połowa z nas wysyła pikantne treści przez internet, oznacza to, że spora część ludzi uprawia seks przez internet, bez fizycznego udziału partnera. Nie tylko jest to więc możliwe, ale także jest atrakcyjne dla ludzi.

Zresztą, dlaczego myślimy o robotach jako o męskiej fantazji erotycznej? Przecież robot może też wpisać się do związków jako bezpieczniejsza opcja trójkąta, jako urozmaicenie.

Możliwości jest wiele. Nie krytykujmy z góry seks-robotów i przestańmy traktować je jako coś dziwnego, bo niezależnie od opinii roboty są i będą coraz powszechniejsze. Nie bez powodu żadna społeczna kampania nie zahamowała sextingu – ludzka, seksualna natura zawsze wygra z pruderią.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement