Nowe Audi A8, czyli zachęcanie przez zniechęcanie

Felieton/Motoryzacja 12.07.2017
Nowe Audi A8, czyli zachęcanie przez zniechęcanie
Advertisement

Nowe Audi A8. Szokujące technologie! Weźmy choćby zawieszenie: kamera skanuje powierzchnię drogi kilkanaście razy na sekundę i dostosowuje twardość zawieszenia do zauważonych nierówności. W pełni aktywne zawieszenie potrafi unosić i opuszczać auto w zależności od potrzeb. Przewidywanie ruchów kierowcy pozwala minimalizować wychylenie samochodu w zakręcie i podczas hamowania. Każde koło ma własny silnik elektryczny odpowiadający za pracę zawieszenia, sprzężony z komputerem. Wow!

To wszystko brzmi fantastycznie. Tylko że nie ma żadnego znaczenia. Jechałem w życiu wieloma samochodami i wiele z nich było też naprawdę komfortowych. Przejechałem się jako pasażer Citroenem DS z lat 60. – wspaniale wybierał nierówności, wręcz płynął po drodze. Miałem przyjemność poprowadzić Mercedesa klasy S, zarówno W140 ze zwykłym zawieszeniem, miażdżącego nierówności drogi swoją masą, jak i W220, zanim wszystkie zardzewiały – z „pneumatyką” Airmatic. Rzeczywiście, wyboje nie robiły na nim żadnego wrażenia i trzymał się drogi jak przyklejony. Dwa lata temu trafiła mi się przejażdżka aktualną klasą S z systemem Magic Body Control: też była fantastyczna.

Wybitnie komfortowe było też Renault 5, które kupiłem 10 lat temu za 810 zł. Miało tak miękkie zawieszenie, że w zakrętach szorowało lusterkami po jezdni, ale za to można było przejechać po progu zwalniającym 40 km/h i tego nie poczuć.

Gdybym jednak miał wskazać, który z tych samochodów był najbardziej komfortowy – nie wiedziałbym co odpowiedzieć, bo różnice między nimi są niedostrzegalne.

Przeciętny nabywca wieziony samochodem z bardzo dopracowanym, ale zwykłym zawieszeniem dałby się zapewne łatwo przekonać, że w danym aucie pracuje superzaawansowana pneumatyka z kamerami obserwującymi drogę i elektrycznymi silniczkami dla każdego koła. Nie brak przecież osób, które mając Audi, twierdziły że ono ma tak niesłychaną przyczepność dzięki napędowi quattro – tyle że ich egzemplarz był napędzany tylko na przód. Poza tym doszliśmy z zawieszeniami do poziomu tak wysokiego, że każdy krok dalej wymaga niesłychanych nakładów i konstruowania coraz to bardziej skomplikowanych systemów, po to, by w teście laboratoryjnym okazało się, że nowe rozwiązanie podnosi komfort tłumienia nierówności o 1 proc.

W nowym Audi A8 zniknąć mają na dobre przyciski i przełączniki. Wszystko odbywać się będzie za pomocą sterowania z ekranu. A ekranów ma być mnóstwo. Oczywiście odrywanie wzroku od drogi i dziuganie palcem ekranu podczas jazdy to nowoczesność i przyszłość, w odróżnieniu od wpatrywania się w smartfona podczas jazdy, co jest karalne. Wydawało mi się, że idziemy w stronę coraz mniejszego, a nie coraz większego rozpraszania kierowcy i że gapienie się w ekran nie pomaga w skupieniu się na drodze. Ale co ja tam mogę wiedzieć.

W prezentacji prasowej czytamy też, że światła A8 wykonane w technice OLED witają i żegnają kierowcę specjalnymi animacjami. To fantastyczne. Na pewno moje dzieci w wieku wczesnoszkolnym będą tym zachwycone. Obawiam się jednak, że ich możliwości nabywcze nie pozwalają im na zakup nowego A8, a każdy rozsądny i dorosły człowiek ma w głębokim niepoważaniu co jego samochód animuje mu na powitanie. Trudno też na poważnie traktować „zaletę” w postaci 48-woltowej instalacji elektrycznej: w razie awarii jakiegokolwiek komponentu nie będzie możliwości dopasowania go od innego auta, bo będzie pracował przy napięciu 48V, zamiast 12V jak do tej pory. W jaki sposób ma mi to przynieść korzyść jako odbiorcy?

 

A ta cała autonomia trzeciego stopnia i możliwość pozostawienia komputerowi sterowania autem do 60 km/h?

Zawsze myślałem, że takie samochody jak Audi A8 kupuje się dla przyjemności z ich prowadzenia – jeśli nabywca chce kierować nimi samodzielnie – ewentualnie po prostu zatrudnia się szofera i samemu siada się z tyłu. Chyba że to gest Audi dla zawodowych kierowców wożących swoich szefów, którzy dzięki temu napracują się znacznie mniej niż do tej pory. Wszak ogromnym rynkiem zbytu dla A8 są Chiny, a tam raczej nie kupuje się takiego auta, żeby siadać za jego kierownicą.

Trudno też nie wspomnieć o tym, że samochód autonomiczny w rzeczywistości bardziej zniewala niż uwalnia kierowcę – oczywiście myśląc o tym w dłuższej perspektywie. Do tej pory do prowadzenia pojazdu potrzebne były umiejętności, które w mniejszym lub większym stopniu posiadali wszyscy kierowcy. Wraz z upowszechnianiem się samochodów autonomicznych te umiejętności będą zanikać i gigantyczna grupa ludzi posiadających lub użytkujących samochody będzie uzależniona od bardzo wąskiego grona osób umiejących je programować.

Ponadto umiejętności to coś, co społeczeństwo ceni w sposób powszechnie przyjęty: nie ma już znaczenia szlachetne urodzenie, bogactwo budzi tylko pogardę, ale umiejętności zawsze są w cenie – dlatego w świecie zaludnionym przez humanistów, socjologów i europeistów dobry mechanik jest na wagę złota. A już gdy ktoś mówi o kimś innym, że „to świetny kierowca”, jest to wyraz wielkiej atencji – przeciętny Polak raczej siebie uznaje za wspaniałego kierowcę, a reszcie najchętniej odebrałby prawo jazdy. Wychodzi na to, że godząc się na samochody autonomiczne, sami chcemy pozbawić się jakiejś rozwijającej nas umiejętności. To trochę przerażające, gdy społeczeństwo gremialnie jest za tym, żeby jednak umieć mniej.

Oczywiście autonomiczność jest na rękę koncernom produkującym samochody i ubezpieczycielom – jako rozleniwiająca nowość będzie mogła być wprowadzana pod hasłem „a ty, biedaku, jeszcze musisz kręcić kierownicą? Natychmiast wydaj swoje oszczędności na nowy, autonomiczny model w korzystnym miesięcznym abonamencie i woź się jak szef!”. Ubezpieczyciele będą wypłacali o wiele mniej odszkodowań, bo autonomiczne samochody będą powodowały niewiele stłuczek, ale nie ma co myśleć oczywiście o obniżce stawek OC, bo to, bo tamto, bo piętnaste – finansowa korzyść jest bezsporna.

Wiele wskazuje na to, że nowe samochody korzystają z kosmicznych technologii głównie po to, żeby wyglądało to dobrze w przekazie reklamowym.

W rzeczywistości dokonuje się drobnych ulepszeń powozu Karla Benza sprzed ponad 120 lat i o żadnej rewolucji mowy nie ma. Nadal w grze są takie archaizmy jak świece zapłonowe, wałki rozrządu i zawory, nadal wlewamy do aut paliwo powstałe ze zdechłych dinozaurów. Auta nie latają, tak jak to obiecywano w latach 50., niby-to rewolucyjna Tesla jest powiększoną formą elektrycznego samochodu na baterie dla dzieci, jedyną względną nowość oferują Toyota i Honda w postaci napędu wodorowego, który jest jednak po pierwsze – w powijakach, po drugie – niedostępny w Polsce, po trzecie – bardzo mało efektywny energetycznie i obarczony ogromnymi problemami ze składowaniem paliwa.

Oczywiście wszystkie powyższe rozważania mają jedynie maskować fakt, że ze względu na stan konta nie jestem grupą docelową dla nowego A8. Gdybym jednak był, dłuższe zastanowienie się nad sensownością wprowadzonych innowacji zniechęciłoby mnie do tego auta i skłoniło do wertowania ogłoszeń w poszukiwaniu idealnej klasy S z lat 80. ubiegłego wieku.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement