Jak Orange wykiwał wszystkich, czyli kulisy wprowadzenia nowych stawek roamingowych

Artykuł/Operatorzy 25.05.2017
Jak Orange wykiwał wszystkich, czyli kulisy wprowadzenia nowych stawek roamingowych

Tuż przed północą, w nocy z 14 na 15 maja, rozdzwaniają się telefony menedżerów polskich operatorów komórkowych. – Widziałeś, co zrobił Orange? What the fuck!? – tak brzmi większość krótkich i burzliwych rozmów.

14 maja 2017 r., po godzinie 23, Orange wysłał do mediów komunikat prasowy pt. „Roaming jak w kraju w ofercie Orange”, w którym informuje, że klienci sieci przebywający w krajach Unii Europejskiej mogą korzystać z usług na takich samych zasadach jak w kraju.

Zaledwie dzień wcześniej Orange, wraz z trójką innych głównych polskich telekomów, w ramach Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) finalizował rozmowy w sprawie wspólnego stanowiska nowych cen usług roamingowych. Wszyscy operatorzy mieli zaprezentować nowe cenniki roamingu. Miało być taniej, ale nie za darmo. Przez kilka ostatnich miesięcy polscy operatorzy wspólnie przekonywali UKE i przedstawicieli Komisji Europejskiej, że zasada „roaming jak w kraju” jest w Polsce niemożliwa do wdrożenia. Wszystko było ustalone.

– Nie pamiętam, abym kiedykolwiek wcześniej czuł się tak oszukany. Zostaliśmy dosłownie spoliczkowani przez Orange – mówi mi nieoficjalnie przedstawiciel T-Mobile.

Szach-mat Orange? Perfekcyjny biznesowy blef?

Aby zrozumieć, co się tak naprawdę stało, należy znać istotę negocjacji polskich operatorów z przedstawicielami Unii Europejskiej.

Po wielu różnych perturbacjach i fiasko proponowanych rozwiązań przez Komisję Europejską, np. zasad local breakout (paczki usług roamingowych oferowane przez operatorów przyjmujących gości) oraz alternative roaming provider (każdy mógł być dostawcą usług roamingowych), pod koniec 2015 r. wdrożono ważną regulację – od 30 kwietnia 2016 do 14 czerwca 2017 r. miał mieć miejsce okres przejściowy: za usługi w roamingu miały obowiązywać stawki krajowe plus dopłaty. Po tym okresie ma obowiązywać krajowa cena detaliczna bez dopłat. Ale czy w ramach umów lokalnych?

Problem w tym, że ceny usług mobilnych w Polsce są kilka razy niższe, niż w innych krajach Unii Europejskiej. Średnia polska cena tzw. bundle’a, czyli usług typu no limit na rozmowy, SMS-y i transfer danych (zazwyczaj z lejkiem na 30 GB), to ok 7 euro miesięcznie. To cztery, pięć razy mniej, niż w innych krajach Unii Europejskiej.

Tymczasem wyregulowana hurtowa cena za 1 GB transferu danych w roamingu ma wynieść 7,7 euro, za minutę rozmowy 3,3 eurocenta i 1 eurocent za wysłany SMS. Wychodzi na to, że sam roaming danych jest… 30 razy droższy od średniej ceny oferty no limit w Polsce, co z kolei oznacza, że polscy operatorzy muszą słono dopłacić. – Tu nie chodzi o to, że dotychczas na roamingu zarabialiśmy powiedzmy 100 zł, a teraz zarobimy 30 zł. Nie, teraz będziemy dopłacać 100 zł! – mówi mi z rozżaleniem w głosie przedstawiciel sieci Play.

Dotyczy to wszystkich polskich operatorów, włącznie z Orange, stąd wspólna koalicja, by rozmawiać z Komisją Europejską nt. specyficznej sytuacji w Polsce. Ba, operatorom udało się przekonać do swoich racji polskiego regulatora. Prezes UKE Marcin Cichy miał rozumieć i akceptować wielkości proponowanych pakietów usług i ich jednostkowych cen.

Decyzja Orange Polska o literalnym wdrożeniu zasady RLAH (roam like at home) zaszokowała wszystkich, włącznie z przedstawicielami UKE.

– Na mój nos, to w ostatniej chwili przyszedł prikaz z Paryża – mówi mi przedstawiciel sieci Plus. – Zapewne zostało to przehandlowane na poziomie globalnym. My odpuścimy w roamingu w Polsce, wy – w sensie Unia Europejska – odpuścicie nam na innym polu. W Polsce stracą za 100 mln euro, gdzieś indziej zarobią 400 mln. Tak może działać Orange jako korporacja globalna. My i Play, jako gracze lokalni, zostaliśmy na lodzie.

Dlaczego? Tu przedstawiciele polskich operatorów są zgodni w ocenie rzeczywistości. Kwestia zniesienia roamingu zachwieje rynkowym status-quo. Operatorzy na południu Europy chcą, by stawki hurtowe były jak największe, bo to przecież do nich ludzie jeżdżą na wakacje zabierając ze sobą swoje smartfony. Z kolei operatorzy na zachodzie przeżyją zasadę RLAH, bo ceny ich usług lokalnych są tak wysokie, że pokryją koszty roamingu. Operatorzy z Europy Wschodniej i Północnej, gdzie ceny usług mobilnych są najniższe będą w dużych finansowych tarapatach. Będąc silnym dużym francuskim operatorem, Orange może potraktować koszty roamingu w Polsce jako element strategicznej gry na wyniszczenie lokalnej konkurencji.

– Unia Europejska obiecywała nam, ba – zapisane jest to w rozporządzeniu KE – że nie będzie zakłócenia zasad zdrowej konkurencji. Tymczasem Orange wykiwał wszystkich, włącznie z Unią Europejską – mówi mi przedstawiciel T-Mobile.

Plus, T-Mobile oraz Play nie mają dziś wyjścia – muszą dostosować swoją ofertę roamingową do tego, co zaoferował Orange. Z informacji, do których dotarliśmy wynika, że wszyscy zaoferują podobne warunki do Orange przed 15 czerwca.

Sukces Orange i świetna wiadomość dla polskich klientów?

Niekoniecznie. Jak przekonują mnie przedstawiciele polskich operatorów, wprowadzenie darmowego roamingu będzie miało katastrofalne skutki dla… lokalnego rynku. – Rozpieprzymy nasze dobro narodowe, czyli usługi typu unlimited – mówi bez ogródek przedstawiciel jednego z operatorów. – Ceny usług w kraju muszą iść w górę. Musimy jakoś sfinansować koszty darmowego roamingu. Nie będziemy przecież do niego dopłacać – wtóruje mu przedstawiciel innego telekomu. – W ten sposób za usługi dla garstki klientów (przyp. red. z usług roamingu korzysta ok 20 proc. abonentów) zapłaci większość.

– W niektórych przypadkach będziemy wycinać roaming danych, spadnie jakość połączeń audio, nie mówiąc już o niższych wpływach do budżetu państwa – wyliczają przedstawiciele operatorów.

Roaming bez limitów to mit?

Pozostaje jeszcze kwestia limitów w ramach usług roamingowych. Panuje przekonanie, że mając na przykład ofertę no limit na transfer danych komórkowych w kraju (z lejkiem na 30 GB), będzie można swobodnie korzystać z niej za granicą.

Otóż tak nie będzie.

Operatorzy będą bowiem stosować następujący przelicznik wynegocjowany i zaakceptowany przez Komisję Europejską:

– przyjmijmy na poczet liczenia 30 zł brutto polskiego abonamentu no limit (z lejkiem 30 GB), daje to 24,4 zł netto
– hurtowa stawka za 1 GB transferu danych w roamingu wynosi 7,7 euro
– wzór przelicznika roamingu to: wartość netto * 2
– Wzór zatem będzie dla oferty za 30 zł brutto: (24,40 zł / (7,7 euro x 4,2088)) x 2

Zamiast 30 GB dostępnych w ramach limitu lokalnej umowy będziemy mogli skorzystać z zaledwie 1,5 GB za granicą.

Dotyczy to wszystkich klientów, także Orange.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement