A co, jeśli elektryczne samochody ładowałyby się podczas jazdy?

News/Motoryzacja 31.03.2017
A co, jeśli elektryczne samochody ładowałyby się podczas jazdy?

Dwa największe problemy samochodów z silnikami elektrycznymi to: nadal mało imponujący zasięg i czas ładowania ich akumulatorów. Honda ma pomysł, który teoretycznie mógłby rozwiązać oba te problemy.

I chociaż sam czas ładowania akumulatorów w elektrycznych autach powoli przestaje być problemem, pozostaje jeszcze kwestia punktów, gdzie ta czynność w ogóle jest możliwa. Koncern Honda, zamiast budowania sieci stacji elektrycznych, na wzór ich benzynowych odpowiedników, proponuje coś innego.

Japończycy chcą ładować elektryczne samochody podczas jazdy. Bezprzewodowo.

Najnowszy pomysł działu badawczego Hondy zostanie zaprezentowany ze szczegółami podczas SAE World Congress Experience. Na razie wiemy jedynie, że zespół naukowców pracujących dla japońskiego koncernu zaproponuje rozwiązanie bezprzewodowego ładowania samochodów elektrycznych podczas jazdy.

Jak podaje Green Car Congress, rozwiązanie Japończyków zakłada, że samochód podczas ładowania nie mógłby jechać szybciej, niż 155 km/h (96 mph), a bezprzewodowa „ładowarka”, umieszczona na drodze pod warstwą asfaltu musiałaby dysponować mocą 180 kilowatów.

Z bezprzewodowym ładowaniem samochodów jest tylko jeden problem.

Żaden z obecnie dostępnych systemów bezprzewodowego ładowania nie dysponuje taką mocą. A nawet gdyby dysponował, to i tak żeby bezprzewodowo naładować swój samochód, musielibyśmy go najpierw zaparkować na takiej ładowarce. No, ale to, że nie dysponujemy obecnie technologią potrzebną do zrealizowania tego pomysłu, nie oznacza, że automatycznie musimy go zdyskredytować.

W Szwecji eksperymentują już nawet z czymś podobnym. No dobrze, to rozwiązanie bardziej kojarzy się z trolejbusami, niż z pomysłem Hondy, ale i tak warto o nim wspomnieć. W mieście Gävle, Scania testuje swoje elektryczne ciężarówki, zasilane przez sieć „trolejbusową”, zainstalowaną na odcinku testowym. Honda chce zrobić to samo, tylko bezprzewodowo.

Pomyślcie tylko: świat, w którym nikt, nigdy nie musi tankować swojego samochodu.

A na stacjach (jakkolwiek by się one wtedy nie nazywały) zatrzymywalibyśmy się tylko po to, żeby napić się kawy albo zjeść hot-doga. Brzmi cudownie. Oczywiście taka wizja wiązałaby się z ogromnym kosztem dostosowania naszych wszystkich dróg i autostrad. Do tego taki system ładowania musiałby być kompatybilny z rozwiązaniami wszystkich producentów. Zadanie trudne, choć nie niemożliwe.

Zresztą jak szaleć, to szaleć. Oprócz ładowania bezprzewodowego sprawmy, żeby ładowanie samochodów podczas jazdy było jeszcze darmowe. Oprócz bezprzewodowych ładowarek potrzebne nam będą też miliardy paneli słonecznych, zamontowanych na drogach i cała armia ludzi (albo robotów) do utrzymywania sprawności tego wszystkiego. Widziałem to już chyba w jakimś filmie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement