Chromie, przeglądarko moja, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił

Felieton/Technologie 16.03.2017
Chromie, przeglądarko moja, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił

Przestała mi działać przeglądarka Chrome. To dramat jakich mało, bo oznacza rozwalony cały dzień pracy, sporo nerwów i konieczność korzystania z marnego zamiennika, jakim jest Edge.

Chromie, przeglądarko moja! ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś funkcjonalność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

Zaczęło się niewinnie

Kilka tygodni temu przeglądarka Chrome zaczęła stwarzać pewne problemy. Gdy próbowałem zapisać jakąś grafikę program nie reagował natychmiast, a pozwalał na zapis dopiero po kilkunastu sekundach albo nawet minucie. Pewne problemy miałem też z uploadem plików.

Wygooglałem, że po ostatniej (to było już jakiś czas temu) aktualizacji niektórzy użytkownicy zgłaszają podobne problemy na forach pomocy Google. Stwierdziłem, że skoro Google już o tym problemie wie, to pewnie niebawem go usunie.

Postanowiłem korzystać do tego czasu z przeglądarki Chrome w wersji Canary, czyli “dołączyłem do internetowej awangardy”. O dziwo w wersji testowej Chrome’a, która narażona jest na znacznie więcej awarii i problemów, błąd z wolnym zapisem grafik nie występował.

Więc korzystałem z Google Chrome Canary przez klika tygodni. Do dzisiaj.

Chrome umarł

Od dzisiaj nie mogę pracować na Chromie. Przeglądarka notorycznie się zawiesza, przestaje odpowiadać, pracuje wolno i bardzo niestabilnie. Początkowo myślałem, że to problem z wersją Canary, dlatego szybko wróciłem do stabilnej, którą cały czas miałem zainstalowaną, ale… niestety. Stabilna również działa z takimi samymi problemami.

Obie przeglądarki zaktualizowane do najnowszych wersji, obie z dnia na dzień zaczęły się dziwnie zachowywać.

Pogooglałem chwilę i zacząłem podejrzewać, że problem powoduje u mnie aktualizacja Windowsa 10 oznaczona numerem KB4013418, która miała poprawić działanie systemu, powoduje szereg nowych problemów, między innymi właśnie z działaniem przeglądarki Chrome.

Okazało się jednak, że wtorkowa aktualizacja jeszcze się u mnie nie zainstalowała, więc to nie mogła być jej wina.

Przeinstalowanie przeglądarek nie pomogło, więc chwilowo się poddałem i wróciłem do przeglądarki, którą Microsoft wpakował do swojego systemu. Do Edge’a.

Matko boska

Przeglądarkę Microsoft Edge recenzowałem w sierpniu 2015 roku. Byłem maksymalnie rozczarowany i narzekałem przede wszystkim na:

  • brak obsługi rozszerzeń,
  • brak wersji mobilnej,
  • oraz ogólną upośledzoną funkcjonalność.

Dzisiaj ze smutkiem stwierdziłem, że dosłownie wszystkie te argumenty są nadal aktualne. Z tą małą różnicą, że brak obsługi rozszerzeń zastąpił brak obsługi rozszerzeń.

Sama obsługa rozszerzeń to za mało. Ważna jest ich liczba, rosnące portfolio i fakt, że twórcy je aktualizują wzbogacając o nowe funkcje i usuwając błędy. Tymczasem większość rozszerzeń dla Edge’a jest dostępna w wersji 1.0, a ich pełną listę można zmieścić w jednym tweecie lub SMS-ie. Oto ona:

microsoft edge rozszerzenia

Osiemnaście sztuk. To wszystko. Tragedia.

Microsoft nadal odrzuca fakt, że cały świat korzysta z iOS-a i Androida, a co za tym idzie nie przygotował wersji mobilnej Edge’a na te systemy. Możemy zapomnieć o korzystaniu z Edge’a na komputerze i tej samej przeglądarki, z tą samą historią, z tymi samymi danymi formularzy oraz synchronizacją haseł na smartfonie.

Dokładnie te same potknięcia, które pod względem funkcjonalności wytykałem Edge’owi w 2015 roku, są nadal aktualne. Wszystkie.

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił

Totalnie zaskoczyła mnie awaria przeglądarki Chrome. Całkowicie sparaliżowała mi dzisiejszą pracę. I w brutalny sposób przypomniała mi, jak tragiczne programy dla Windowsa 10 tworzy Microsoft.

Nie wiem, czy wytrzymam z Edge’em do czasu, aż aktualizacja naprawi mi Chrome’a. Chyba będę musiał uciekać na Operę, bo po jednym dniu z przeglądarką Microsoftu jestem na skraju wytrzymania.

Najbardziej brakuje mi moich ulubionych rozszerzeń, integracji z tłumaczem Google, łatwego wyszukiwania grafik w Google, synchronizacji ze smartfonem i przemyślanego interfejsu.

Absolutnie rozwaliło mnie na łopatki, gdy odkryłem, że jakiś geniusz w Microsofcie wpadł na pomysł, aby po kliknięciu w folder znajdujący się w folderze na pasku zakładek ulubionych jego zawartość wyświetlała się… po przeciwnej stronie ekranu.

Jak to działa?

Klikasz tu:

Przeglądarka Microsoft Edge opinie

Folder otwiera się tu:

Przeglądarka Microsoft Edge opinie

#facepalm

Takich smaczków jest niestety znacznie więcej.

Dołącz do dyskusji

Advertisement