Jak ja kocham mojego Ajfonika. Mój Samsunio różowiutki

Felieton 22.02.2017
Jak ja kocham mojego Ajfonika. Mój Samsunio różowiutki

Złapałem się ostatnio na tym, że kolejny raz miałem „ludzkie” odczucia w odniesieniu do mojego smartfona. Jaki on jest fajny – pomyślałem smyrając go po brzuszku. We wszystkim mi pomaga! 

To raczej był taki spontaniczny i niedługotrwały zastrzyk sympatii do tej kupki układów scalonych, ale faktem jest, że zdarzył mi się już po raz kolejny w ostatnich latach. Bo tak jak lubię mojego HTC 10, tak wcześniej bardzo lubiłem Samsunga Galaxy S6, Lumię 1320. Nie lubiłem Motoroli Milestone oraz HTC One X, no ale Android był wtedy źródłem frustracji, a nie przyjemności. Teraz musi być z nim już zauważalnie lepiej, skoro budzi we mnie nie tylko chłodne uznanie dla rozwoju beznadziejnego niegdyś systemu, ale i ciepłe uczucia.

A to dziwne, bo technologie generalnie pozostawały dla mnie dość neutralne, żeby nie powiedzieć – nasza relacja była dość chłodna.

W dzieciństwie bałem się komputera Atari ST, który dziwnie bzyczał i wyświetlał na ekranie bomby. Pecetowi też przez długie lata nie ufałem i – stąd pewnie dobre stopnie w szkole – bałem się grać pod nieobecność rodziców. Z laptopem łączą mnie relacje zupełnie neutralne, choć gdy czytam wywody redakcyjnych macbookowców to momentami zaczynam zastanawiać się, czy ich relacje z Makami nadal pozostają czysto profesjonalne. Jeśli wiecie, co mam na myśli. Nie darzę też uczuciem konsoli czy telewizorów. A do smartfona czasem się uśmiecham i wiecie co? On, tym swoim przecudnym wyświetlaczem z wysoką rozdzielczością i pięknymi kolorkami ten uśmiech odwzajemnia. Może to ten dotyk tak nas zbliża?

Oczywiście prawda jest taka, że nadal jestem bardzo w tych relacjach gruboskórny i raczej kiepsko u mnie z zaangażowaniem.

Prawdziwymi bohaterkami tego tekstu są bowiem kobiety.

Ich zażyłość ze smartfonem wykracza zdecydowanie poza znane mężczyznom standardy. Ileż to ja już przez ostatnie lata, z różnych źródeł, słyszałem wywodów o miłości do ajfonika, który jest nieodłącznym kompanem, a nawet takim psem przewodnikiem przez życie. Nie raz i nie dwa przyszło mi oglądać fikuśne, regularnie zmieniane obudowy w najróżniejszych odcieniach, postrzegane jako cechy identyfikujące. Albo chuchanie, przecieranie ekranu i głośne deklarowanie wyrazów sympatii. Uśmiechacie się pod nosem, prawda? Rozpoznajecie w tym opisie swoje matki, żony i kochanki, czyż nie?

Najzabawniej jest, jak kobiecie smartfon się stłucze. Jak ja sobie kiedyś potłukłem telefon to od razu zacząłem się oglądać za nowym. Kobiety mają odwrotnie – takim upośledzonym kochają go nawet jeszcze bardziej.

Trochę tak, jakby adoptować kota, który ma tylko trzy łapki. Kochasz bardziej.

Oczywiście wypadałoby się zastanowić z czego to wynika i dokąd nas to wszystko zaprowadzi. Redakcyjna koleżanka Ewa na pewno powiedziałaby, że nie będzie z tego nic dobrego, ludzie odsuwają się od siebie, a na końcu wszyscy zginiemy od jakiegoś botnetu. Ja, tradycyjnie już, pozostaję w tej kwestii umiarkowanym optymistą. W końcu nie ma nic złego w satysfakcji z dobrze dokonanego zakupu!

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement