Czym są „fake news” i dlaczego walczymy z nimi dopiero od kilku miesięcy?

Felieton/Technologie 13.01.2017
Czym są „fake news” i dlaczego walczymy z nimi dopiero od kilku miesięcy?

Facebook próbuje przeciwdziałać fałszywym newsom. Czechy próbują przeciwdziałać fałszywym newsom. Niemcy zapowiadają przeciwdziałanie fałszywym newsom. Donald Trump chce walczyć z fałszywymi newsami. Zjawisko nie jest nowe, dlaczego więc walka z fałszywymi newsami trwa dopiero od kilku miesięcy i czym one w ogóle są?

Internet bywa wspaniały z wielu względów. Propaganda jest jednym z nich. Nigdy wcześniej nie mieliśmy dostępu do takiej ilości informacji, ale nigdy wcześniej nie byliśmy tak bombardowani przekazami z każdej strony. Nic dziwnego, że organizacje, firmy czy politycy próbują wykorzystywać te możliwości do ugrania czegoś dla siebie.

Fake news – lukratywna propaganda, bańka informacyjna?

Propaganda, słowo z nieprzyjemnymi konotacjami, jest powszechna.

Propaganda (od łac. propagare – rozszerzać, rozciągać, krzewić) – celowe działanie zmierzające do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki, polegające na manipulacji intelektualnej i emocjonalnej (czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów). Gdy propaganda zmierza do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, wtedy stanowi jeden z elementów indoktrynacji.

Reklamy są przecież powszechną, codzienną formą propagandy. Ładny, szczęśliwy obrazek rodziny połączony z jakimś produktem ma skłonić nas do utworzenia pozytywnej emocji i finalnie kupienia produktu, wszystkie bzdurne statystyki podawane na końcach reklam służą niczemu innemu niż przekonaniu nas, że produkt jest najlepszy. Do tego, że reklamy pokazują wykrzywioną albo nawet zakłamaną rzeczywistość już się przyzwyczailiśmy. Do tego że jesteśmy pod ich wpływem też.

Tymczasem fałszywe newsy wciąż budzą kontrowersje. Problem w tym, że fałszywy news fałszywemu newsowi nierówny.

“Fake news” dotychczas uważany był za informację całkowicie nieprawdziwą, wprowadzoną do obiegu medialnego w celu dezinformacji czy żartu. Potem przyszedł internet i okazało się, że niemal każdy może założyć sobie serwis informacyjny z newsami. A opakowane ładnie nie muszą być nawet prawdziwe by sprzedawać się dobrze.

Dziś “fake news” to przeinaczenia, nieprawdziwości czy nadinterpretacje, większość polityczna. Prawa strona ma swoje fałszywe newsy, lewa swoje, centrum przeinacza raz to raz tamto, a na tej podstawie wrosła cała branża portali dezinformacyjnych.

Zamknięci w naszych bańkach informacyjnych odbieramy w większości to, co pasuje do posiadanego przez nas światopoglądu. Radykalizujemy się i zaczynamy wierzyć w to, co chcemy wierzyć. Popyt rodzi podaż, dostarczane są nam coraz to nowsze informacje które z prawdą mają mniej lub więcej punktów wspólnych.

Błędne koło się napędza, bo radykalizowanie ludzi jest lukratywne. Problem w tym, że granica między fałszywym a prawdziwym newsem się zatarła. Powodów jest sporo – ludzie od lat tracą zaufanie do obierających strony mediów, media bawią się w subtelną interpretację faktów i uprawiają politykę, biznes wydawniczy zmienia się i by był rentowny wymaga metamorfoz. Trwa wojna na szybkość, ekskluzywność, internet obniżył standardy publikacji, wszyscy przepisują od wszystkich i tłumaczą słowo w słowo. Newsy odarte z wiarygodności i nieprzywiązane do faktów stały się świetnym narzędziem w rękach małych i dużych ideologów.

Co dalej?

Dziś trafiłam na artykuł w Rzeczpospolitej. Opisano w nim sprawę raportu na temat haków które posiada Rosja na Trumpa – niezweryfikowanego, niewiadomego pochodzenia i prawdziwości dokumentu. Stwierdzono, że jest to internetowy dowcip z 4chana. Tymczasem nie wiadomo. Tak po prostu jeszcze nie wiadomo, skąd pochodzi ten dziwny dokument, a teorie o jego pochodzeniu są tylko teoriami.

Za każdym razem, gdy widzę bzdury przepisane z anglojęzycznych stron, które uprawiają swoją propagandę trochę podnosi mi się ciśnienie, ale zadaję sobie też pytanie czy to już podpada pod kategorię nieprawdziwych newsów? Jak bardzo mylne muszą być informacje by prowadzić z nimi walkę?

News o tym, że zmarł jakiś celebryta, choć celebryta wciąż żyje, jest fałszywym newsem, to oczywiste. Tak samo jak newsy podające stare materiały jako nowe, inne wydarzenia. Jednak co z treściami, które nie są tak oczywiste, w których przeinacza się tylko część informacji, pomija niektóre części lub lekko je nagina?

Robi tak przecież wiele mediów.

Kto decyduje o tym, co jest fałszywym newsem? Czy treści podawane w obszerny, niepunktowy sposób z założenia są nieprawdziwe?

To ważne pytania, bo zapędy Facebooka, Niemiec czy Czech w tworzeniu państwowych i prywatnych struktur mających zwalczać “fake news” zaczynają niebezpiecznie oscylować wokół cenzury.

W przypadku rządowych działań w ograniczaniu fałszywych newsów sprawa jest dość oczywista. Rządy przerażone zmieniającymi się na bardziej nacjonalistyczne nastrojami i wynikiem wyborów prezydenckich w Stanach twierdzą, że nieprawdziwe newsy dezinformują wyborców i wpływają na wyniki wyborów.

Podanie Stanów Zjednoczonych za przykład jest akurat kontrowersyjne, bo owszem, w trakcie kampanii pojawiło się dużo informacji opartych na plotkach. Jednak to wyciek emaili od szefa kampanii wyborczej Hillary Clinton rozpętał debatę o “fake news”. Dlaczego? Nie wiem. Emaile były przecież prawdziwe, więc informacje były prawdziwe. To, kto je wykradł jest osobną kwestią.

Aluzje do fałszywych newsów w internecie dla kampanii Clinton były zręcznym odwróceniem uwagi od niewygodnych treści emaili.

Temat szybko podłapał prezydent Trump, który fałszywymi newsami nazywa wszystko, co jest wobec niego krytyczne. Na pierwszej prezydenckiej konferencji prasowej przegonił przedstawicieli nielubianych dla siebie mediów, w tym CNN. Powód? FAKE NEWS!

Owszem, CNN zdarza się wybiórczo naginać rzeczywistość, ale stacja raczej nie jest typowym medium rozpowszechniającym fałszywe newsy.

Istnieją więc dwie wersje fałszywych newsów – całkowita, w której podaje się nieprawdziwe, sprzeczne z faktami informacje i ta, w której fałszywość zależy od punktu widzenia i interpretacji.

Każdy rządowy zakus, by walczyć z fałszywymi newsami ma więc znamiona cenzury. Dlaczego mamy ufać wybranym reprezentantom, że nie użyją mechanizmów walki z “fake news” do zagwarantowania sobie wygranej w kolejnych wyborach?

Zwalczanie kompletnych kłamstw, jak próbują robić to Czechy, wygląda na niewinne. Ot, powstanie komórka zajmująca się prostowaniem nieprawdziwych informacji. Informacji, których fałszywość można udowodnić.

Jednak co dalej? Zakazy? Kary?

Zresztą nawet dopiero co zapowiedziane działania Facebooka w tym samym temacie są wątpliwe i mogą okazać się szkodliwe. Kto w Facebooku będzie oceniał prawdziwość informacji? Czy będzie potrafił odróżnić żart od poważnego postu? Które media będzie faworyzowała platforma Zuckerberga?

Owszem, rozprzestrzenianie się “fake news” w sieci jest problemem. Jednak walka z tym zjawiskiem musi odbyć się całkiem gdzie indziej: na poziomie edukacji i nauki krytycznego myślenia.

Obecne pokolenia mogą być już stracone.

Poza tym… Od kiedy propaganda jest nielegalna? Uprawia ją niemal każdy rząd w mniej i bardziej delikatny sposób, uprawiają ją politycy, uprawiają ją korporacje.

Mam też przeczucie, że mechanizmy użyte do duszenia propagandy wypływającej z bardziej prawej strony uczynią tę stronę tylko silniejszą. Ludzie bardzo nie lubią, gdy walczy się siłą z ich światopoglądem.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement