Trzy słowa do Redaktora Prowadzącego: Motorola z klapką

Felieton 30.12.2016
Trzy słowa do Redaktora Prowadzącego: Motorola z klapką

Jeśli Mateusz Nowak, redaktor prowadzący Spider’s Web, będzie chociaż w połowie kochał swoje dziecko tak, jak kocha swoją Motorolę, to nie mam wątpliwości, że będzie to najbardziej kochane dziecko na świecie. 

Mateusz nie jest jedynym fanem Motoroli w redakcji, ale w mojej ocenie łączą go z tą marką bardziej emocjonalne relacje, niż ma to miejsce w przypadku Łukasza. Byłem świadkiem tego jak Mateusz układał swoją Motorolę do snu i miział ją po brzuszku, nie była to zresztą relacja jednostronna, gdyż ona odpowiadała mu diodą powiadomień i drapała go po brodzie.

I ja tę metafizyczną relację z telefonem rozumiem, sam byłem uczestnikiem takiej w latach 2006-2008, kiedy to miałem zaszczyt korzystać z mojego ulubionego telefonu w dotychczasowym życiu. Nie, nie mówię tu o Motoroli v3, ale jesteście blisko.

Motorola to taka swoista wańka-wstańka branży telefonów komórkowych.

Przynajmniej kilka razy w historii wydawało mi się, że ta firma jest już spisana na straty, podzieli los Siemensów, zmarginalizuje się jak jakieś Alcatele, a oni potem wracali ze swoimi seriami Moto X, Droid czy jeszcze wcześniej fantastyczną generacją telefonów z klapką. Już wydawało się, że przegapili. Że jednego z liderów rynków telekomunikacyjnych świata jednak wyprze silna w Europie Nokia czy też może półdebiutant, w tamtym czasie rzucający wszystkim rękawice, Sony Ericsson. Że rewolucja kolorowych wyświetlaczy jest Motoroli obca i powoli czas zwijać manatki.

Po czym dorzucili takie urządzenia, że w latach 2005-2007 w zasadzie zaczęli stanowić synonim ikon stylu absolutnego. To były czasy, kiedy za specjalnie nie patrzyło się na bebechy telefonów – wszystkie były porównywalne. Konsument bardziej zastanawiał się czy telefon w ogóle ma aparat, a nie jak dobry on jest. Uważam, że w tamtym czasie rynek, szczególnie wśród młodzieży, napędzała rywalizacja Sony Ericssona z Motorolą. Nokia była poważnym graczem i może nawet prezentowała najodważniejsze rozwiązania technologiczne, ale nie budziła aż takich emocji.

Myślę, że taki Sony Ericsson k800i czy k850i to nawet były lepsze wówczas modele telefonów, pamiętam, że zachwycaliśmy się z kolegami, że „grafika w grach jest jak na komputerze”, a „aparat robi zdjęcia jak lustrzanka”. Po latach jednak tamte Soniacze to telefony jakich wiele, za to dalej mam w sercu miejsce dla Motoroli. A najbardziej podobała mi się ówczesna ikona stylu – Motorola Razr V3. Jakoś tak się złożyło, być może nie było jej w ofercie operatora, a może cena była zaporowa, że ostatecznie do domu wróciłem z zakupów wyposażony w Motorolę v360.

Oczywiście byłem zachwycony, przesiadka z Siemensa C60 na nowy, wielki wyświetlacz, z klapką, to była prawdziwa rewolucja technologiczna.

image-motorola-v360-106

Jak tak sobie teraz patrzę na powyższy obrazek, to wprawdzie ten ogrom wyświetlacza jakoś przesadnie mnie nie uderza, ale wierzcie mi – na początku 2006 roku jego jakość kolorów i pikseli robiła na mnie wielkie wrażenie. Telefon nie był przesadnie bogaty w opcje. Prawdę powiedziawszy nie wyróżniał się niczym ciekawym na tle swoich konkurentów, chociaż ja pamiętam go jako okres mojej zdecydowanie najbardziej intensywnej przygody z grami mobilnymi. Na arcywygodnej fizycznej klawiaturze godzinami zagrywałem się w Real Football od Gameloftu, zresztą dorabiałem sobie wtedy w wakacje tłumacząc gry komórkowe znanego producenta na polski i z większością nowości byłem na bieżąco.

Dla mnie to był złoty okres grania na komórce. Mizernych rozmiarów wyświetlacz i tak wydawał się wtedy duży, niczym nowoczesny plazmowy telewizor, zaś wygodna klawiatura umożliwiała uzyskanie precyzji sterowania, której niestety zwykle nie udaje mi się dziś powtórzyć na ekranie dotykowym. Jestem przekonany, że spędziłem w świecie gier mobilnych więcej czasu na tamtej Motoroli, niż przez 7 lat z Androidem.

Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze – klapka.

O ile Europa przez długi czas pozostawała pod silną dominacją duetu Nokia-Siemens, tak dla Amerykanów klapka w telefonie była często warunkiem niemalże koniecznym (jak nie wierzycie, to odpalcie sobie filmy z lat 90. XX wieku, będziecie mi zresztą wdzięczni, bo to najlepsza epoka w historii kina). Ja wtedy zrozumiałem co oni w tym wszystkim widzą, wreszcie można było komuś, podczas rozmowy na telefonie komórkowym, rzucić słuchawką. Telefon nigdy nie wykręcał przypadkowych numerów w kieszeni, był dzięki temu stosunkowo niewielkich rozmiarów, a na dodatek taka klapka… to było po prostu strasznie fajne uczucie.

I powtarzałem sobie, że od tamtego czasu, to tylko telefony z klapką, niestety nie mogłem przewidzieć, że zstąpi Steve Jobs i rozpopularyzuje ekrany z dotykowym wyświetlaczem. Potem jeszcze miałem mój kolejny telefon (któryś Samsung Omnia – gniot jakich mało) w naprawie i kolega pożyczył mi upragnioną Razr V3, wtedy zdałem sobie sprawę, że miałem szczęście w nieszczęściu, bo choć wygląd tego telefonu jest efektowny do dziś, to nie był już tak przyjemny w użyciu i wspaniale wyprofilowany jak V360.

Motorolę Milestone (za oceanem znaną jako Droid) kupiłem tylko z tego powodu, że tak bardzo ceniłem kilka lat wcześniej urządzenie tej właśnie firmy. Nie miała wprawdzie klapki, za to dość oryginalny slider, ale było to już urządzenie zupełnie innego formatu, zaś za sprawą prymitywnego i niestabilnego wówczas jeszcze systemu operacyjnego korzystanie z niej było wątpliwą przyjemnością – choć we wczesnym 2010 tak właśnie wyglądał rynek smartfonów, nie jest to do końca wina Motoroli.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement