Pół roku z HTC 10 – wersją beta Pixela. Nadal telefon roku?

Felieton/Sprzęt 13.12.2016
Pół roku z HTC 10 – wersją beta Pixela. Nadal telefon roku?

Recenzując w maju HTC 10 pokusiłem się o opinię, że model od Tajwańczyków będzie w tym roku tak samo ważny, będzie takim samym rywalem Samsunga, jak LG G4 w walce o miano androidowego smartfona 2015. Podtrzymuję tę opinię, chociaż już raczej bez złudzeń. 

Piszę o HTC 10 ponownie z kilku powodów. Po pierwsze – to taka wersja beta Pixela. Oczywiście należy tego typu określenia przyjmować z przymrużeniem oka, wystarczy spojrzeć jak mają się bardzo dobre LG G2 czy LG G4 do raczej rozczarowujących LG G3 i LG G5. Pixel i Dziesiątka są zresztą do siebie bardzo podobne. Pamiętacie? Już w swojej recenzji pisałem:

Idę o zakład, że następnego Nexusa zrobi HTC. On już po prostu wisi w powietrzu i to widać w niemal każdym aspekcie funkcjonowania dziesiątki.

I nie pomyliłem się, chociaż szczerze mówiąc mogły być już w tamtym okresie jakieś plotki na ten temat, więc nie dzwońcie do mnie z pytaniami o numery Totolotka. Rzeczywiście z perspektywy czasu wygląda to tak, jakby HTC od początku na HTC 10 trochę sobie eksperymentowało, choć następne wywłaszczenie HTC z tradycyjnego zaszczytu stworzenia Nexusa, zepchnięcie go do rangi anonimowych tajwańskich rączek i przemianowanie tego wszystkiego na „Pixel od Google” na pewno nie dodało Azjatom godności.

Po drugie – chcę napisać o HTC 10, bo choć przez ostatnie miesiące przez moje ręce przewinęło się kilka telefonów, to jednak z tego korzystałem najczęściej i najchętniej.

A nie da się napisać o telefonie wszystkiego nawet po miesiącu najlepszych testów, tak jak nie da się napisać wszystkiego o samochodzie, nawet jeśli przez miesiąc objechalibyście nim cały równik.

HTC 10 mat nie dzwoń już

A HTC 10 jest telefonem znakomitym. W szkolnej skali – na mocną piątkę. Nie zawodzi wyświetlacz, dotyk, czytnik linii papilarnych, gama oferowanych możliwości czy przede wszystkim – fenomenalna jakość dźwięku. Podtrzymuję opinię, pod tym względem wśród flagowców nie ma żadnej konkurencji. Jestem stosunkowo zadowolony z pracy akumulatora, nawet po pół roku. Jest naprawdę trudno zamęczyć to urządzenie w jeden dzień standardowej pracy.

HTC 10 nadal zachował w sobie właściwości małej torpedy.

System chodzi jak na zawołanie. Natomiast pół roku spędzone razem nauczyło mnie, że to wcale nie jest HTC Sense – jak mogłoby się wydawać – nałożony na iOS.

Nic bardziej mylnego – w środku stoi stary, poczciwy Android. Kiedy więc w okolicy września telefon nagle zaczął się sam wyłączać i przestały mu działać wibracje w płytce dotykowej, konieczny był reset do ustawień fabrycznych.

HTC 10 Android

Pomogło, ale tak oczyszczony system… stracił nieco na płynności, nienawidził się m.in. z aplikacją facebookowego Messengera. Dopiero ponowne przywrócenie do ustawień fabrycznych sprawiło, że wszystko znowu działa tak, jak na początku naszej przygody – ekspresowo.

O ile dobrze kojarzę zapowiedzi twórców, ekspresowe miały być tez aktualizacje do nowszych wersji Androida. Te deklaracje szybko zweryfikowała rzeczywistość – bujda na resorach, a Nougata jak nie było, tak nie ma.

Tak, będę głównie narzekał w tym artykule, ale wybaczcie – tak powinny wyglądać aneksy do recenzji.

Oczywiście chętnie napisałbym, że w sierpniu odkryłem, że HTC 10 wynosi śmieci i zmywa naczynia, ale tak niestety się nie stało. Zalety widać od razu, a czasem już w informacji prasowej dołączonej do opakowania, negatywne aspekty ujawniają się wraz z upływem czasu.

Prócz jednego kryzysu formy urządzenia i braku aktualizacji do nowszej wersji systemu, ubolewam też nieco nad zmianami w jego estetyce. Ja nie jestem typem gościa, który uprawia sporty ekstremalne, przez większą część dnia noszę urządzenie w wewnętrznej kieszeni marynarki lub po prostu leży ono na biurku.

HTC 10 tył

A mimo to zaczęły się pojawiać niewielkie odpryski na bokach obudowy. Ciemnej obudowy, więc prawdopodobnie słusznie, intuicyjnie (choć wtedy decydowały względy czysto estetyczne) skłaniałem się swego czasu do wersji silver/gold. Tam prawdopodobnie tak się nie dzieje, lub nie jest to zauważalne.

Szkło Gorilla Glass 4 jest niby odporne na zarysowania, ale – nomen omen – w Cudzie nad Wisłą zdarzył się cud i jednak delikatnie udało mi się je zarysować. Mogę mu to jednak wybaczyć, ponieważ chyba żaden smartfon nie lubi tarzać się w piachu. Od tego czasu nakleiłem na niego szkło hartowane, na widok którego redakcyjny kolega Piotr Grabiec najpierw zwymiotował, a potem przez 2 godziny zapewniał swojego iPhone’a 7, że nigdy mu czegoś tak szpetnego nie zrobi.

Nakładkę Sense po raz ostatni widziałem w maju, od tego czasu pozostaję lojalnym użytkownikiem Nova Launcher.

clipboard01

Problemy jakie wystąpiły w ostatnich miesiącach, związane były też z działaniem GPS, któremu zdarzało się na krótkie chwile gubić sygnał. Wspólnie z twitterową bracią ustaliliśmy, że winowajcą jest… LTE sieci Play. Nie wiem kogo konkretnie powinienem za to winić, producenta czy operatora, ale kogoś obwinić powinienem na pewno.

Ostatnim z moich rozczarowań jest aparat.

Przewrotność zmusza mnie do wygarnięcia mu, ponieważ z jednej strony jest to jeden z najlepszych aparatów w telefonach komórkowych obecnych na rynku – tutaj nie mam zamiaru się spierać, bo to prawda – a z drugiej… strasznie irytują mnie zachwyty recenzentów. Otóż ten aparat nie jest aż tak dobry.

sklep HTC

W rękach takiego amatora, jakim jestem ja (i 98% nabywców smartfonów, dlatego nie mam zamiaru zgrywać guru) o wiele lepsze zdjęcia wychodzą, gdy pstrykamy je nie tylko Galaxy S7, ale nawet Galaxy S6 czy LG G4. Przykro mi, ale taka jest prawda. I ja rozumiem galerie pełne zachwytów robione przez profesjonalnych fotografów, ale im do zrobienia dobrego zdjęcia pewnie wystarczyłaby Nokia 3510i. Samsungi to dzisiaj pod tym względem samograj, przy HTC trzeba się trochę napracować dla uzyskania pożądanego efektu. I nie zawsze wychodzi.

W dyskusji pod jednym z artykułów pewien czytelnik wysłał mi, że mylę się twierdząc, iż Samsung ma lepszy aparat od Huawei. Na dowód podesłał liczne wykresy jasności, kontrastu, mapy kolorów. Ale ja jednym i drugim zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć w porównywalnych warunkach i sam najlepiej wiem, co mi się lepiej lajkowało na fejsie! Podobnie jest z HTC 10. To świetny aparat „na papierze” czy w ustach naszych redakcyjnych ekspertów od fotografii, ale zupełnie mnie to nie przekonuje, gdy przychodzi do fotografowania obiadu czy dekadenckiego krzaczka na Instagrama.

HTC 10 nie zostanie telefonem roku.

Nie dlatego, że na to nie zasługuje – po tym jak Note 7 się spalił w przedbiegach, to mój mocny kandydat przynajmniej do podium, a może nawet i zgarnięcia najważniejszej statuetki za świetny design, moc bebechów oraz warunki multimedialne.

Ale nie ja decyduję. A tymczasem u Tajwańczyków tradycyjnie zawiódł marketing, urządzenie sprzedawali w jakimś przedziwnym systemie „tylko dla abonamentowców”, na dodatek w absurdalnie wysokiej cenie, na którą może sobie pozwolić Apple będące czymś więcej niż producentem, a nie marka walcząca o przetrwanie.

HTC 10 jest wyposażony w procesor Qualcomm Snapdragon 820.

Minęło pół roku, ale nadal, co kilka dni, dłubiąc w telefonie zdarza mi się pomyśleć o HTC 10 „ale ty jesteś fajny, cieszę się, że cię mam!”.

To chyba dobra rekomendacja, ponieważ zwykle o swoich telefonach na tym etapie w przeszłości zdarzało mi się już myśleć „jakbyś mi się tak teraz zepsuł to miałbym wymówkę…”

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement