To był rok fotografii mobilnej. Które trendy zostaną na dobre, a które odejdą w niepamięć?

Artykuł/Foto 27.12.2016
To był rok fotografii mobilnej. Które trendy zostaną na dobre, a które odejdą w niepamięć?

Z roku na rok jakość aparatu staje się coraz ważniejszym argumentem przy zakupie smartfona. W 2016 roku zobaczyliśmy kilka nowych trendów. Które z nich są warte uwagi?

Aparat to narzędzie, z którego korzysta chyba każdy użytkownik smartfona. Z jednej strony Snapchat i nowości w Messengerze pokazują, że młode pokolenie przy komunikacji coraz cześciej zastępuje klawiaturę ekranową aparatem.

Z drugiej strony obserwuję, że dzięki smartfonom aparat przestaje być „czarną magią” nawet dla starszego pokolenia użytkowników. W 2016 roku przestało mnie dziwić, że rodzice czy teściowie pokazują mi zdjęcia zrobione smartfonem. To właśnie ten fakt najdobitniej pokazuje, że fotografia mobilna naprawdę się przyjęła.

W 2016 roku widzieliśmy wiele trendów dotyczących rozwoju aparatów mobilnych. Część z nich ma sporo sensu, inne mniej. Oto najważniejsze z nich.

Moduły to raczej ślepa uliczka.

lg-g5-8

W 2016 roku widzieliśmy kilka prób stworzenia modułowego smartfona. Wyścig rozpoczęło LG, które wraz ze sztandarowym G5 zaproponowało kilka modułów, w tym całkiem rozsądny moduł fotograficzny. Później mieliśmy Motorolę i jej Moto Mods, w tym fotograficzny moduł Hasselblad True Zoom z zoomem optycznym.

Historia LG pokazała, że moduły to raczej ślepa uliczka. W przypadku tej firmy spasowanie elementów pozostawiało wiele do życzenia, a do tego smartfon nie był wodoodporny. Dostępność modułów była ograniczona, sprzedaż była bardzo niska, a w końcu LG zrezygnowało z rozwijania tego pomysłu. LG G6 nie będzie smartfonem modułowym.

lg-g5-11

Motorola nie zraziła się tą historią i sama forsuje pomysł na moduły. Moto Mods wyglądają rozsądniej od modułów LG, chociażby dlatego, że dołączenie takiego akcesorium nie wymaga wyłączania smartfona. Do tego moduł fotograficzny Hasselblad True Zoom ma znacznie więcej możliwości, bowiem wprowadza to, czego smartfon nie ma – zoom optyczny.

Jestem zdania, że moduły na dłuższą metę się nie sprawdzą. Co prawda Motorola zapewnia, że będzie wspierać swoje produkty przez 3 lata, ale nie zapowiada się, by inni producenci poszli tą drogą. Siłą smartfona jest to, że jest to urządzenie „wszystko w jednym”, a dodatkowe moduły kłócą się z tą ideą. Do tego są dość drogie.

Dwa obiektywy to z kolei najważniejszy trend i jednocześnie przyszłość fotografii mobilnej.

Huawei Mate 9

Bardzo ważnym trendem w 2016 roku był podwójny obiektyw aparatu. Na to rozwiązanie postawiło kilku producentów smartfonów z Androidem (głównie Huawei i LG), ale do wyścigu dołączyło też Apple. iPhone 7 Plus to pierwszy smartfon tej firmy, który ma podwójny obiektyw aparatu.

Dlaczego ten trend jest tak istotny? Ponieważ pozwala w sprytny sposób ominąć ograniczenia smartfonów. Jakość zdjęć mobilnych stale rośnie, ale nie ma co oczekiwać kolejnych spektakularnych skoków jakości. Przeskok z generacji na generację będzie coraz mniej zauważalny. Tak naprawdę widać to już dziś. Dochodzimy do limitów tego, co można wycisnąć z małej matrycy CMOS i miniaturowej optyki.

To właśnie dlatego producenci widzą przyszłość w podwójnym module aparatu. To rozwiązanie pozwala realnie poprawić jakość zdjęć bez powiększania rozmiarów modułu aparatu, a co za tym idzie, całego smartfona. Dwa moduły aparatu to dwa razy więcej informacji o obrazie, co ma ogromne znaczenie przy zdjęciach nocnych. Aparat może np. sprawniej odszumiać zdjęcia.

iphone-7-plus-apple-8

Producenci nie poprzestają jednak na zwykłej poprawie jakości. Każda firma ma swój pomysł na dodatek, jaki może wprowadzać drugi obiektyw. LG rozszerza możliwości aparatu o szeroki kąt, a Apple wręcz przeciwnie – o „teleobiektyw” do portretów. Z kolei Huawei cały czas rozwija pomysł z czarno-białą matrycą.

Podwójny aparat to trend, który z nami zostanie. Ba! Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy zobaczyli potrójne moduły aparatów.

Szybkość działania i prostota obsługi.

LG G5 14

Ten trend jest rozwijany od lat, lecz w 2016 roku dotarł także na średnią półkę smartfonów. Aparaty stają się nie tylko coraz lepsze, ale również coraz szybsze.

Szybszy jest nie tylko autofocus i przetwarzanie zdjęć, ale także samo uruchomienie aparatu. Większość smartfonów nie wymaga nawet odblokowania ekranu do włączenia aparatu. Wielu producentów stosuje też skróty uruchamiające aparat, które można aktywować z każdego miejsca w systemie.

Użytkownicy oczekują od smartfonów szybkości. To m.in. dlatego na rynku nie przyjęło się rozwiązanie z Nokii Lumii 1020, gdzie matryca miała aż 41 megapikseli. Co z tego, że jakość zdjęć była naprawdę dobra, skoro szybkość aparatu już w momencie premiery pozostawiała wiele do życzenia?

Dzisiaj szybkość aparatu jest równie istotna, co jakość zdjęć.

Na szczęście rynek zapomniał o „bezkorpusowcach”, czyli hybrydach kompaktów i smartfonów.

Sony-QX1-14-of-14

Czy pamiętacie serię aparatów Sony QX? Były to fotograficzne moduły podłączane do smartfona. Moduł zawierał matrycę, obiektyw, własną baterię i wszystkie niezbędne podzespoły aparatu, natomiast smartfon stawał się ekranem do podglądu i zmiany ustawień.

Ten pomysł od początku był dziwny. Rozwiązanie było niepraktyczne, nieergonomiczne, a do tego wolne. Co więcej, przy połączeniu akumulator smartfona rozładowywał się w zbyt szybkim tempie, a do tego trzeba było pamiętać również o akumulatorze samego modułu. Koszmar.

Prawdziwym kuriozum był moduł QX1, który był nie tyle kompaktem, co bezlusterkowcem. Moduł miał własny bagnet Sony E, do którego można było podpinać obiektywy tego systemu.

Do pomysły Sony mieli dołączyć się także producenci systemów Mikro Cztery Trzecie, ale na szczęście rynek zweryfikował pomysł na „bezkorpusowce”. W 2016 roku nie zobaczyliśmy kontynuacji tych urządzeń i nie zapowiada się na to, by ktoś próbował reanimować ten pomysł. Całe szczęście!

Kolejny krok: coraz lepsze wideo.

Przez ostatnie lata dużo mówiło się o jakości zdjęć w smartfonach, podczas gdy wideo było traktowane trochę po macoszemu. W 2016 roku widać było, że sytuacja uległa znacznej poprawie.

Sztandarowe smartfony nagrywają wideo w 4K, mają tryby slow-motion, zapewniają wydajną stabilizację obrazu, a co więcej, nareszcie zaczynają oferować manualne tryby filmowania.

Nadal jest spore pole do poprawy, bowiem na kilku frontach ciągle musimy wybierać. 60 kl/s czy 4K? Stabilizacja, czy wyższa rozdzielczość? To tylko przykładowe dylematy.

Kolejne generacje smartfonów powinny eliminować problemy tego typu. Producenci coraz mocniej przykładają się do wideo i to naprawdę widać. Jakość filmów staje się coraz lepsza i nareszcie przekroczyła próg prawdziwej użyteczności.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement