Jaka piękna katastrofa! Trump to tylko symptom

Felieton/Media 09.11.2016
Jaka piękna katastrofa! Trump to tylko symptom

Jaka piękna katastrofa. Prezydentem-elektem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej został biznesmen, który powie wszystko, czego chce tłum. Katastrofa, bo na dobrą sprawę nikt nie spodziewał się scenariusza tak bardzo przypominającego Idiokrację, a piękna, bo kulminuje wszystko to, co dzieje się na naszym starym Zachodzie od co najmniej kilku lat.

Nie lubię określenia establishment, bo przez jedną stronę polityczną jest nadużywane, jednak fakty są faktami – establishment Stanów Zjednoczonych ze swoją słabą, korporacyjną kandydatką przegrał z kretesem i stracił prezydenturę. Nie ma też większości w żadnej z izb, więc republikanie wiedzeni przez Trumpa mają wolną rękę i mogą robić co chcą. Przypomina to pewną sytuację w bliższym nam kraju, prawda?

Brexit był kubłem zimnej wody w Zjednoczonym Królestwie.

Sondaże wskazywały, że głosujący będą chcieli zostać w Unii Europejskiej. Po głosowaniu spora część z nich nie wierzyła, że głos oddany na wyjście z UE zrobił różnicę, że nie był tylko symbolicznym pokazaniem środkowego palca Cameronowi i całej spółce establishmentowych polityków.

Te głosy niepewnych Brexitowców, głosy oddane na Trumpa, nawet część głosów z zeszłego roku, które trafiły do Andrzeja Dudy, PiS-u i cały elektorat Kukiza i jego spółki – to wszystko efekt tego samego zjawiska, które ciężko mierzyć w sondażach.

Ludzie są wkurweni. Ludzie są zmęczeni. Ludzie mają dosyć.

Mają dosyć polityków, którzy w erze globalizacji zapomnieli o swojej misji i działają dla swoich własnych profitów, nawet jeśli oznacza to podatki regresywne i ulgi dla korporacji, niepewność zatrudnienia i tego, czy będzie można dostać się do lekarza specjalisty. Mają dosyć polityków, którzy latami studiowali politykowanie i przez to są mistrzami w niemówieniu prawdy i uśmiechaniu się do kamery. Mają dosyć tych z przeciwnego bieguna, którzy nawet nie starają się ukryć tego, że nie zależy im na dobru obywateli.

Mają dosyć tego, że wydajność ich pracy rośnie ale nijak ma się to do wzrostu ich zarobków, podczas gdy zarobki prezesów rosną astronomicznie. Mają dosyć tego, że zamiast stabilności dostają niepewność jutra i codziennego zmagania się z rzeczywistością, wiązania końca z końcem. Życie w nieustannym napięciu zbiera żniwa.

Ludzie na całym naszym Zachodzie mają dosyć tego, że mają coraz mniejszy wpływ na polityków i zasady gry. Że obietnice wyborcze są niespełniane a jeśli nawet, to inaczej niż myśleli.

Problem w tym, że ludzie nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Polityczna propaganda, która przecież nie istnieje od dziś, potrafi skutecznie przekuwać złość elektoratu w nienawiść do innych części elektoratu, w nacjonalizm, w zasłonę dymną, która ukrywa fakt, że Brexit, Trump i kukizowcy to część tej samej gry, od lat pozostawiającej wyborców w tyle.

Głosy wkurwienia, głosy, które są takim kamieniem rzuconym w rządzących, trafiają do tej samej machiny stworzonej przez establishment. Nie ma innej opcji – to establishment tworzy zasady gry i ludzie, którzy nie potrafią ich zmienić, kręcą się w kółko.

Nie wiem jaka część wyborców Trumpa szczerze wierzy, że ten człowiek wprowadzi jakieś pozytywne dla nich zmiany. Wiem natomiast, że stare media zawiodły, social media z rozprzestrzenianiem fałszywych informacji zawiodły niemal w takim samym stopniu.

Cała ta gadka o politycznej poprawności, usprawiedliwianie napuszczania ludzi na ludzi, nienawistnej retoryki i wskazywanie źródeł problemów, które wcale nie są problemami zemści się na nas wszystkich.
Fakty są takie – nie ma powrotu od globalizacji.

W momencie, w którym informacje zaczęły rozprzestrzeniać się w sekundy po całym świecie i kiedy podróże stały się relatywnie tanie oraz gdy interwencjonizm – nowoczesna, bardziej wyrafinowana forma imperializmu – jest codziennością i gdy powstała globalna gospodarka outsorcingująca i znikające miejsca pracy, gdy zaakceptowaliśmy to, że świat ma być napędzany przez ropę a nie odnawialne źródła energii, nieświadomie zgodziliśmy się na przyjęcie wszystkich konsekwencji.

Należą do nich automatyzacja miejsc pracy (w masowej świadomości “roboty zabierające pracę”), ocieplenie klimatu, susze, powodzie, huragany, masowe migracje, wojny itd.

W momencie, w którym zgodziliśmy się na mydlenie oczu nacjonalistyczną i neoliberalną propagandą głoszącą to, że każdy powinien sam sobie i że lepiej obwiniać tych, którzy mają gorzej, a nie tych, którzy profitują z tego naszego kopania się nawzajem, przegraliśmy jako zwykli ludzie.

Stawiałam na to, że Trump wygra w Stanach już wiele miesięcy temu, bo wiem, że Brexit czy nawet grecka lewicowa Syriza nie są zjawiskami przypadkowymi, pojawiającymi się w próżni. To symptomy tej samej frustracji, rozczarowania światem, który w reklamach składa kolorowe obietnice szczęścia. Szczęścia niemożliwego do osiągnięcia, do którego nie da się dojść, bo z zamysłu służącego do napędzania sprzedaży a nie usatysfakcjonowania ludzi. Lubię mieć rację, ale w tym przypadku wolałabym się mylić. Oznaczałoby to może, że przestaliśmy wierzyć w bajki i będziemy potrafili stanąć ramię w ramię w walce o wspólną przyszłość, w której czyha mnóstwo nowych, niespotykanych dotychczas w historii ludzkości wyzwań związanych głównie z błyskawicznym postępem technologicznym.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement