To nie jest telefon jak każdy inny. LG X Power – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 14.09.2016
To nie jest telefon jak każdy inny. LG X Power – recenzja Spider’s Web

Ech, powerbanki. Wielu z nas przyzwyczaiło się już do tego, że nie ma po co wychodzić z domu na dłużej bez takiego dodatku do telefonu. A gdyby tak… to nie był dodatek? Gdyby nasz telefon był powerbankiem?

Tak, w większości przypadków brzmi to absurdalnie. W końcu w pogoni za coraz lżejszymi i cieńszymi telefonami producenci zapomnieli o tym, że nie każdy chce co wieczór albo nawet częściej podłączać telefon do ładowarki. Ale są i takie modele jak LG X Power, które w świecie coraz nudniejszych i jednakowych smartfonów potrafią zaskoczyć…

Co to jest?

LG X Power to rozsądnie wyceniony smartfon z Androide… chrrr… Stop! Pobudka! Ten smartfon ma naprawdę coś ciekawego do zaoferowania!

To co tu ciekawego?

Akumulator! Potężny, monstrualny, gargantuiczny (jak na obecne czasy) akumulator o pojemności 4100 mAh.

lg-x-power-6

Akumulator tak wielki, że w zestawie producent dorzuca przejściówkę, dzięki której możemy podłączyć do LG X Power dowolny inny sprzęt na USB, żeby go… naładować.

Poważnie!

Ale pewnie ładuje się pół dnia…

Nie! Wprost przeciwnie – czas ładowania tak dużego akumulatora jest wręcz szokująco niski. Godzina z dużym hakiem albo maksymalnie dwie godziny dla pewności i już – mamy 100 proc. na ekranie.

lg-x-power-1

Jedyna wada? Telefon zauważalnie nagrzewa się podczas ładowania, nawet gdy w ogóle go nie dotykamy i nie jest nawet połączony z siecią operatora (połączenie tylko przez WiFi).

Ale nie wybucha?

Boże, nie. Po prostu robi się wyczuwalnie ciepły.

Robi się ciekawie. To ile ten sprzęt kosztuje?

I tu zrobi się jeszcze ciekawiej. To nie jest sprzęt kosztujący tyle, że trzeba na niego odkładać kilka pensji.

lg-x-power-8

Sugerowana cena sklepowa to zaledwie 999 zł.

To pewnie w środku jakaś bieda?

Cóż, nie oczekujcie w tej cenie i z takim akumulatorowym bonusem najnowszego iPhone’a czy Galaxy Note’a. To pod względem podzespołów telefon ze średniej półki – 16 GB pamięci wbudowanej (plus karty microSD), 2 GB RAM, Mediatek MT6735 (1,3 GHz, 4 rdzenie), układ graficzny Mali T720 MP2.

Czyli co, zamula czy nie?

Odpowiedź prosta brzmi: nie. Odpowiedź bardziej rozbudowana brzmi: nie, ale nie spodziewajmy się, że to będzie niepokonany demon szybkości.

lg-x-power-7

W większości przypadków żadnych problemów z wydajnością mieć nie będziemy – system działa płynnie nawet po instalacji masy aplikacji, z grami większego problemu mieć nie będziemy, a 2 GB wystarczą też do tego, żeby poskakać tu i tam pomiędzy aplikacjami bez wielkiego opóźnienia.

Aczkolwiek opóźnienia momentami tu i tam potrafią się pojawić. A to jedna aplikacja uruchomi się trochę wolniej, a to będziemy ekran ładowania oglądać trochę dłużej, a to trochę dłużej będziemy musieli popatrzeć na białą planszę programu przed zapełnieniem jej odpowiednimi treściami, menu, etc. Naprawdę potężne programy i gry też potrafią negatywnie wpłynąć na wydajność telefonu, ale… czy nie tego się spodziewaliśmy? Spójrzmy na cenę – nie jest wcale źle. Wręcz przeciwnie – jest dobrze.

Działa szybko, ma wielki akumulator… Pewnie ekran taki sobie?

Hmm… jedno co jest pewne to to, że jest duży. 5,3” to jednak dziś powszechnie akceptowany rozmiar, choć trzeba pamiętać, że otaczają go spore ramki, więc i tak duży w założeniu telefon jest jeszcze większy.

Jeśli natomiast chodzi o rozdzielczość panelu, to.. cóż. 1280×720 na 5,3” nie wygląda imponująco, nie nada się do VR, ale na pewno – zwłaszcza w tej cenie – wygląda jak najbardziej ok.

No i mam. Po napisaniu tej recenzji po raz kolejny będę się budził w nocy spocony, krzycząc: Taaaaak, siedemset-dwadzieścia-pe jest wystarczająąąąąąące!!!

lg-x-power

Co do pozostałych parametrów, w większości jest bardzo dobrze. Kąty widzenia ekranu IPS są jak zwykle bardzo w porządku, czułości i precyzji nie można nic zarzucić, a kolory ani nie przekłamują niesamowicie rzeczywistości w żadną stronę.

Gorzej jest natomiast z jasnością. W takie słonecznie dni jak ostatnio przydałby się jeszcze opcjonalny LG X Parasol. Serio, tak bardzo wszystko odbija się w tym ekranie.

A obudowa jak? Plastik-fantastik?

Niestety na obudowę ze szczotkowanego aluminium pokrytego karbonem, a potem zatopioną w tytanie można liczyć za niecałe 1000 zł. Ale…

… no właśnie, ale. Przyznam, że już dawno nie było tak, żebym wyciągnął testowy telefon z pudełka, wziął go do ręki i uznał, że jest… sympatyczny. Tak, sympatyczny.

Zacznijmy od tego, że ten telefon nie krzyczy, że jest tani. Nie krzyczy, że jest młodzieżowy. Generalnie, to… nie krzyczy w ogóle. Jest prosty, skromny, nie próbowano go zaprojektować w jakiś wybitny i intrygujący sposób. I może za to go polubiłem, ale nie tylko.

lg-x-power-2

Polubiłem go też za to, jaki jest lekki – nawet pomimo dużego akumulatora – a także za to, jak dobrze leży w ręce pomimo sporych wymiarów. Tak, nie lubię dużych telefonów, ale ten aż kleił się do ręki. I nie chodzi mi wcale dosłownie o matowe tworzywo sztuczne z tyłu, które dość chętnie zbiera tłuste odciski palców.

Z tego telefonu po prostu przyjemnie się korzysta i przyjemnie trzyma się go w ręce. Do tego nic nie trzeszczy i nawet spora powierzchnia pokrywy niewymiennego akumulatora nie chce się zbytnio uginać.

Czyli można zrobić bardzo solidny telefon z tworzywa sztucznego. Tylko trzeba chcieć.

Weź dla odmiany napisz o tym telefonie coś złego.

Ok, głośnik umieszczony z tyłu, z całkiem ciekawą, podzieloną na cztery części maskownicą, jest raczej taki sobie. Ani nie jest przesadnie głośny, ani nie stał zbyt blisko obok dobrego sprzętu audio, nawet z segmentu mobilnego. Jest, żeby być.

lg-x-power-9

Szału nie robi też jakość rozmów. Jest w najlepszym przypadku dobra, a może nawet po prostu akceptowalna. Na szczęście nie jest źle do tego stopnia, żeby powodowało to jakieś problemy. Po prostu mogłoby być odrobinę głośniej.

To wracamy do rzeczy ważnych. Jaki system?

Android 6.0.1.

Czysty?

A skąd. Z nakładka LG, która wygląda przyjemnie dla oka, wprowadza kilka dodatkowych funkcji, a przy tym nie obciąża przesadnie telefonu.

Jest tylko kilka miejsc, gdzie wygląda ona źle – chociażby efekt przesuwania ekranu głównego tam, gdzie nie ma już kolejnych ekranów powoduje rozciągnięcie ikon i – po ich puszczeniu – odbicie, jakby były z gumy. Pomysł fajny, ale rozciągane ikony wyglądają tak okrutnie brzydko, że po kilku godzinach zacząłem się pilnować, żeby przypadkiem nie dotrzeć do nieprzesuwalnej krawędzi ekranu.

lg-x-power-5

Poza tym jednak większych, istotnych (jakby ta powyższa była istotna…) uwag do nakładki mieć nie mogę. Działa szybko, animowana jest ładnie i oferuje sporo opcji personalizacji (np. zmianę na ekran główny z szufladką aplikacji). Ba, można zmienić nawet nie tylko kolejność przycisków systemowych na dolnym pasku, ale i dodać do niego nowe – np. dodać przycisk do szybkiego wykonywania zrzutu ekranu. Albo do paska powiadomień. Fajne!

Wspierane są też etui Quick Cover, aczkolwiek nie znajdziemy ich w zestawie i musimy je dokupić do naszego telefonu.

A aplikacje i dodatki?

Są i to całkiem sporo. Mamy aplikację do oszczędzania energii. Do tego aplikacja do kopii zapasowych. Aplikacja do „Zdalnych usług serwisowych”. Aplikacje biurowe. Quick Memo. Polecane aplikacje. Odinstalowane aplikacje (?!) – czyli swego rodzaju kosz, z którego możemy w ciągu 24 godzin od usunięcia przywrócić skasowane programy.

I tak dalej, i tak dalej. Zbiera się tego trochę, nie da się tego skasować, a użytkownikowi do dyspozycji zostaje niecałe 8 GB pamięci. Warto dokupić od razu odpowiedniego rozmiaru kartę.

Aparat?

Jest, nawet dwa. Przedni o rozdzielczości 5 MPX i tylny o rozdzielczości 13 MPX, z diodą doświetlającą, jasnością f/2.2 i rejestracją wideo w rozdzielczości Full HD.

I, jak można oczekiwać po smartfonie z ostatnich miesięcy, do jakości zdjęć wykonywanych w większości przypadków nie można się przyczepić. Szczegółów jest sporo, kolory są przyjemne dla oka, a ostrość jest – przeważnie, bo zdarzają się drobne wpadki – poprawnie regulowana automatycznie, chociaż nie zawsze przesadnie szybko. Drobniejsze wady? Aparat ma tendencję do potężnego prześwietlania niektórych ujęć, jeśli fotografowany obiekt znajduje się w mocno oświetlonym obszarze.

Wieczorem i w ciemniejszych pomieszczeniach, cóż, nie ma już takiego dramatu, jak było z aparatami ze średniej półki jeszcze jakiś czas temu – a to już dobrze. Nawet przy lekkiej i trochę poważniejszej szarzyźnie uda nam się pewnie uchwycić dobry kadr. Później już brak stabilizacji i niezbyt jasny obiektyw na tle współczesnych liderów rynku daje jednak o sobie znać. O dobre zdjęcie jest wtedy trudno, a całość utrudnia fakt, że obraz na ekranie przesuwa się z mocnym opóźnieniem, natomiast AF zaczyna się po prostu gubić.

* Zdjęcia w zmniejszonej rozdzielczości. 

Wszystko wygląda dobrze. Co z tym super-hiper akumulatorem?

Jest super-hiper, poważnie. Jeden dzień? Phi, wolne żarty.

W dniach, kiedy LG X Power był moim głównym telefonem, urządzenie rano odpięte od ładowania i użytkowane dość intensywnie (sporo rozmów telefonicznych, sporo przeglądarki, kilkadziesiąt minut prostych gier, muzyka i filmy z Sieci, komunikatory), wytrzymywało bez większego trudu do… kolejnego wieczora.

Ba, nawet przy takich długodystansowych próbach udawało mi się jeszcze przy okazji naładować z X Powera zegarek, słuchawki albo opaskę. Tak, ich akumulatory nie są przesadnie wielkie, ale przecież do ładowania takich gadżetów ma głównie służyć ten smartfon – nie do ładowania Tesli…

lg-x-power-12

Aczkolwiek można próbować jeszcze ciekawszych eksperymentów. Jednego dnia naładowałem z LG X Power rozładowanego iPhone’a 5s i… smartfonowi LG starczyło jeszcze energii do końca dnia.

Przy trochę lżejszym użytkowaniu LG X Power wytrzymywał bez problemu nawet i… 3 dni. Tak, 3 dni. Smartfon. 3 dni. Bez ładowania. Ciekawe, prawda?

Czegoś zabrakło?

Prawdę mówiąc… nie wiem. Jest LTE, jest NFC, jest wszystko co wymienione wcześniej. Brakuje może najwyżej wejścia na dwie karty SIM. Może trochę lepiej byłoby, gdyby zamiast trochę wiekowego (aczkolwiek bez przesady) Mediateka na pokładzie był jakiś świeższy Snapdragon.

Tylko czy wtedy cena byłaby taka sama?

To brać czy nie?

W zasadzie dylemat jest niewielki. Jeśli ktoś szuka telefonu, który może np. zabrać na dwa dni pod namiotem w góry i nie taszczyć ze sobą zapasu powerbanków, to wybór – ograniczając się do producentów, o których ktokolwiek w Polsce słyszał – jest prawie zerowy.

lg-x-power-11

Tym bardziej, że LG X Power, pomimo skromnego wyglądu i niezbyt wysokiej ceny, trudno zarzucić jakiekolwiek poważne braki. Ekran mógłby być lepszy, ale cóż, jest duży i o rozsądnej jakości. Dźwięk z głośników mógłby być lepszy, ale… cóż, po prostu jest. Wydajność mogłaby być wyższa, ale i na tę zastaną nie jestem w stanie narzekać. Android 7.0? Zanim ten system dotrze chociażby do wszystkich Nexusów, wy już dawno będziecie mieć kolejny telefon.

A jeśli wasz znajomy ma Nexusa, cóż, będziecie mogli mu w połowie dnia podać pomocny telefon-powerbank, żeby mógł się w końcu pochwalić tym swoim czystym, idealnym Androidem…

Zalety:

  • Ma złącze miniJack
  • Nie wybucha podczas ładowania
  • Nie wybucha nawet podczas ładowania innych sprzętów!
  • Przyjemny dla oka wygląd i solidne wykonanie
  • Fenomenalny akumulator z możliwością pełnienia funkcji powerbanka
  • Wszystko pozostałe na dobrym poziomie
  • Niezbyt wygórowana cena

Wady:

  • Ma złącze miniJack, więc mało kto o nim mówi
  • Nie wybucha, więc mało kto o nim mówi
  • Brak dual SIM?
Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement