Technologiczne piekło jest bliżej niż myślisz

Felieton/Technologie 05.09.2016
Technologiczne piekło jest bliżej niż myślisz

Czarodziejskie skrzynki naszpikowane technologią, inteligentne domy i samochody mają w przyszłości ułatwić nam życie. Jaka jest druga strona medalu?

Poranek zapowiadał się wspaniale. Rolety zsynchronizowane z aplikacją kontrolującą sen podniosły się. W sypialni rozlało się światło. Czuł się rześki i wypoczęty. Gdy poszedł do kuchni nastąpił pierwszy zgrzyt. – Ok, Google, zrób kawę! – Rafał, brak kawy w podajniku. Uzupełnij pojemnik numer jeden.

Później było już tylko gorzej. – Sprawdź pocztę – powiedział do plastikowej, ale gustownej skrzyneczki. – Masz 223 nieprzeczytane wiadomości. Czy mam przeczytać? – Nie, daj spokój zerknę do nich później. – Przepraszam, nie rozumiem. – Nieważne, włącz jakąś muzykę. Z głośników popłynął ostatnio dodany do ulubionych utwór. Wspaniały nastrój wyparował w ciągu kilku sekund. Nie miał zupełnie ochoty słuchać tej konkretnie piosenki. – Ok, Google – podniósł głos, by przekrzyczeć muzykę – wyłącz tych szarpidrutów. – Przepraszam, nie rozumiem. – Wyłącz muzykę – ryknął. W domu zapanowała cisza.

Sięgnął do lodówki, by przygotować coś do jedzenia. – Rafał, kończą się mleko, ser i jajka! Czy dodać je do listy zakupów? Zrezygnowany chciał odpowiedzieć przekleństwem, ale wiedział, że jego mądra lodówka tego nie zrozumie. Posmarował chleb margaryną, położył na kromkę pomidora i posolił go delikatnie. Spodziewał się usłyszeć pogadankę o szkodliwości soli. Nic takiego jednak nie nastąpiło. – Tak inteligentne jeszcze nie jesteście – szepnął triumfalnie. Prawie połykając śniadanie ruszył pod prysznic. Gdy uderzył w niego strumień na przemian gorącej i zimnej wody wyskoczył z kabiny. Wyłączył program kąpielowy i sam ustawił temperaturę kąpieli. Chwilę później mył już zęby, robił to bezmyślnie. Po odłożeniu szczoteczki ponownie odezwało się piekielne ustrojstwo. – Rafał, myłeś zęby zbyt krótko. Minimalny czas to 2 minuty. Poczuł się skarcony, ale nic nie odpowiedział.

Wyszedł z łazienki. Znów został zaatakowany. – Rafał, przypominam, że masz do zapłacenia trzy rachunki. Czy zlecić przelewy? – Nie – burknął na tyle głośno, by asystent usłyszał i przyjął do wiadomości. Ubrał się, szybko zdjął płaszcz z wieszaka i wyszedł z domu, by uniknąć kolejnych głupich pytań i przypomnień. Już miał poprosić pudełko, by wyłączyło światło w łazience, ale podszedł do drzwi i zrobił to w tradycyjny sposób.

Wsiadł do samochodu i miarowo oddychał. Policzył do dziesięciu. Pomogło! Uruchomił silnik. Odezwał się znajomy głos. – Rafał, na drodze do pracy nastąpiło nieprzewidziane zdarzenie. Proponuję objazd ulicami Sikorskiego i Krasińskiego. Wyłączył silnik i opuścił auto. Postanowił pójść pieszo. Minął raptem dwie ulice, gdy poczuł wibrację na nadgarstku. Zerknął odruchowo. „Pozostało ci 8 kilometrów do zrealizowania dziennego celu” – przeczytał na niewielkim ekranie. Do pracy dotarł mocno spóźniony i uświadomiony, że do zrealizowania celu brakuje mu już tylko 1,7 kilometra.

Nawał obowiązków nie pozwalał mu rozczulać się nad sobą. W podłym nastroju realizował codzienne zadania. Wracając do domu znów poczuł wibrację na ręku. „Brawo, zrealizowałeś cel” – informował go zegarek. „Czy chcesz zwiększyć dzienny limit?” Ściągnął gadżet z nadgarstka i włożył do kieszeni marynarki. Dotarcie do mieszkania zajęło mu ponad 2 godziny. Szedł spacerowym tempem, próbował się uspokoić.

W domu powitał go znajomy głos. – Rafał, jutro mija termin zapłacenia rachunków. Czy zlecić przelewy? – Podszedł do pudełka i wyłączył je. W tej samej chwili usłyszał dźwięk powiadomienia w smartfonie. „Połączenie z asystentem głosowym zostało przerwane” – alarmował telefon. Przytrzymał wyłącznik. Do lodówki się nie zbliżał. Nie pamiętał jak wyciszyć jej inteligentne funkcje. Rolety zaciągnął samodzielnie. Położył się  i szybko zapadł w niezoptymalizowany sen.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement