„Uniwersalne” aplikacje Microsoftu okazują się być… nie do końca uniwersalne

Felieton/Gry 12.09.2016
„Uniwersalne” aplikacje Microsoftu okazują się być… nie do końca uniwersalne

Koncepcja aplikacji uniwersalnych (Universal Windows Platform) wydaje się być świetna, i od razu spodobała się programistom. Obiecywała bowiem coś, co dotąd nie było takie łatwe: pisanie aplikacji w formie jednego projektu, zawierającego maksimum uwspólnionego kodu dla wielu platform.

To bardzo dobrze, bo nie oszukujmy się – każda inicjatywa zachęcająca do pisania aplikacji sklepowych Windows jest pusta. Sklep jak na razie nie obfituje w aplikacje, a te znane i dobre pewnie można by policzyć na palcach obu rąk.

Piszemy raz, publikujemy na wszystkie platformy. Tak mają działać aplikacje uniwersalne.

Dzięki aplikacjom uniwersalnym można nie tylko tworzyć programy na Windows 10 (desktop), oraz Windows Phone, ale również na Xbox One i Windows Holographic. Poszczególne typy urządzeń były wprowadzane stopniowo. Od niedawna przyjmowane są aplikacje, które mają ukazać się na Xbox One.

Z aplikacjami dla Xbox One zarówno użytkownicy jak i programiści wiązali pewne nadzieje. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na sklep z aplikacjami na Xbox. Brakuje tam wielu aplikacji, które mogłyby się przydać użytkownikom (np. programów do wielu usług audio lub VOD). Dla firm produkujących oprogramowanie jest to więc szansa wejścia na nowy rynek, a dla użytkowników możliwość korzystania z ulubionych usług na podłączonym na stałe do telewizora urządzeniu.

Coś jednak poszło nie tak

Niestety, po wystartowaniu usługi na Xbox One, mimo że programiści przekazali wiele aplikacji do certyfikacji, nie były one widoczne w sklepie. Wejście na widok „Najnowsze aplikacje” również nic nie pomagało. Szybko okazało się, że interesującą nas aplikację należy… ręcznie wyszukiwać po nazwie. Zaczęły nawet powstawać strony ze spisami nowych aplikacji, gdzie można było sobie zajrzeć, a następnie wpisać na padzie odpowiednie wyszukiwanie.

Jeśli tak ma to wyglądać, to chyba coś poszło mocno nie tak. Nie jest to doświadczenie użytkownika godne konsoli najnowszej generacji w 2016 roku.

Microsoft wycofuje się z publikowania niektórych aplikacji.

Po kilku dniach ukazywania się nowych aplikacji na konsoli Xbox One, niektóre z nich zaczęły znikać ze sklepu. Ich programiści otrzymali maila, mówiącego, że aplikacja została zaakceptowana (przeszła przecież sprawdzanie już wcześniej), ale „została wycofana z publikacji na jednej lub więcej platformach”.

Taki los spotkał między innymi aplikację NesBox umożliwiającą uruchamianie gier z Nintendo Entertainment System, oraz Win64E, czyli emulator Nintendo 64.

Emulatory w USA są legalne, o ile nie są dystrybuowane z pirackimi kopiami gier. Microsoft uzasadnia usunięcie aplikacji ze sklepu tym, że zawierają gry – a gry muszą przechodzić inną ścieżkę publikacji. Jednak to nieprawda – sam emulator nie jest grą, lecz programem użytkowym.

Oczywiście problem z emulatorami może być związany ze zobowiązaniami prawnymi Microsoftu jako wydawcy gier. Wiem też, że część naszych czytelników uważa je za samo zło. Mimo to jednak premiera aplikacji uniwersalnych na Xbox One nie odbywa się tak, jak się tego spodziewaliśmy, co smuci mnie jako użytkownika tej platformy.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement