Przerażają mnie polskie startupy. Do tego stopnia, że gdy o nich słyszę, to mnie rozsadza

Felieton/Biznes 24.06.2016
Przerażają mnie polskie startupy. Do tego stopnia, że gdy o nich słyszę, to mnie rozsadza

Dla prezesa Comarchu startup to często młody człowiek, który ma marzenia, ale nikłe pojęcie o biznesie. I chociaż środowiska startupowców są tymi słowami śmiertelnie oburzone, to przykro mi – Janusz Filipiak ma rację.

Masz pomysł, chciałbyś zarabiać pieniądze. Twoim idolem jest Mark Zuckeberg, ale po ostatniej wymianie zdań na linii prezes Comarchu – startupowcy, sam nie wiesz, czy stworzenie startupu to na pewno dobra droga dla ciebie.

Cóż… gdy kilka lat temu ktoś opowiadał o tym, że założył firmę i prowadzi własny biznes zdobywał szacunek. Gdy siedzieliśmy z kumplami rozmawiając o życiu zawsze padało pytanie – co teraz robisz, gdzie pracujesz? Jeden odpowiadał, że pracuje w pizzerii, drugi “robi w kredytach”, a trzeci prowadzi własną firmę. Ten ostatni zawsze miał największe poważanie. Był kimś w rodzaju bohatera.

Teraz? Praktycznie co drugi student ma startup i szczerze mówiąc, gdy słyszę to słowo, to mnie autentycznie rozsadza. Prawie za każdym razem, gdy siadam w kawiarni, słyszę ludzi rozmawiających o tym, jakie świetne pomysły na startup przeszły im przez głowę. Później patrzę na wyceny rożnych “startupów” i jestem przerażony. Następnie biorę do ręki gazetę i czytam wywiad z człowiekiem, który prowadzi biznes. W momencie gdy pada pytania o to, ile jego firma zarabia, z reguły pada odpowiedź: na to jeszcze za wcześnie, jesteśmy w początkowej fazie rozwoju.

Pomijam już fakt, z jakim trudem startupowcom w Polsce przychodzi operowanie polszczyzną, ale czy biznes polega na tym, by generować wirtualne pieniądze, czy zarabiać te prawdziwe? Czy w Polsce nie możemy po prostu mówić na startupy “młode firmy”?

Przeraża mnie to. Przeraża mnie, że nie mówi się o budowaniu kompetencji, zarabianiu pieniędzy, prowadzeniu biznesu, zatrudnianiu ludzi. Mówi się o tworzeniu i prowadzeniu startupu, budowaniu wartości, dofinansowaniach i wycenach spółek, które przez lata swojej działalności nie zarobiły nawet dolara.

Czym jest budowanie wartości firmy, jeżeli nie zwykłą bańką? Uber, Snapchat, Twitter – te firmy wyceniane są na miliardy, ale czy coś z tych miliardów wynika? Żadna z tych usług nie jest innowacyjna, żadna też nie zmienia świata na lepsze. Żadna nie zarabia pieniędzy…

Wtem w jednym z wywiadów prezes Comarchu, czyli największej w Polsce firmy informatycznej wypowiada takie oto słowa:

Startup to często młody człowiek, który ma marzenia. To jest oczywiście bardzo szlachetne, ale wszystko opiera się na kartce papieru i pomyśle, a tak naprawdę ciężka praca jeszcze przed nim.

Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu, przed wejściem Facebooka na giełdę narzekano, że ten biznes nie ma prawa istnieć. Prawdopodobnie Janusz Filipiak nie zainwestowałby w tego Facebooka, bo z resztą czemu się dziwić. Markowi Zuckerbergowi oraz jego firmie przewidywano rychły upadek. Facebook z największego na świecie portalu społecznościowego miał stać się kolejnym internetowym cmentarzem. Wróżono mu (chyba z fusów) los analogiczny do tego, co spotkało MySpace’a, Yahoo, Naszą Klasę czy Gadu Gadu.

Dzisiaj sytuacja się zmieniła. Facebook z kwartału na kwartał bije rekordy, ciągle zwiększając sprzedaż, ale czy to znaczy, że pan Filipiak nie ma racji?

Według mnie człowiek, który zbudował tak potężny biznes, ma rację. Startupy w tym kraju to w większości wydmuszki, a my – zamiast się skupiać na otoczce wokół tego, co dobrze albo źle wpływa na ich wizerunek – powinniśmy skupić się na tym, dlaczego w Polsce przedsiębiorczość to temat wciąż leżący w powijakach.

Problemem nie jest to, że startupy, tfu! młode firmy nie mają pieniędzy. Problemem jest to, że nikt właścicieli tych firm nie przygotowuje do prowadzenia biznesu.

Jeżeli ktoś ma dobre zaplecze finansowe w postaci zamożnych rodziców, albo przejmuje pałeczkę w firmie ojca, to wtedy z pewnością jest mu łatwiej. Ale czy zawsze? Znam przypadki firm, w których zmiana pokoleniowa doprowadziła do zamknięcia dobrze prosperującego biznesu.

Gdy słyszę, że ktoś robi innowacyjny startup na globalną skalę to nóż w kieszeni się otwiera. Bo czym jest innowacyjność? Czy ktoś jest w stanie określić jasną i klarowną definicję dla tego terminu? Prawdopodobnie każdy inwestor szuka innowacyjnego pomysłu, w który mógłby zainwestować. Problem w tym, że u nas w kraju inwestorzy nie wkładają pieniędzy w projekty, które nie generują pewnych zysków. Zdarzają się wyjątki, ale nie jest tak, że w pomysły trzeba inwestować już na samym początku.

Sam pomysł jest bezwartościowy. Nawet zespół, który stoi za jakimś pomysłem jest bezwartościowy. Liczy się biznes, czyli klienci i przychody.

W Polsce coraz częściej zamiast mówić o tym, ile firma zarabia, mówi się o tym, ile firma jest warta. I mówią o tym ludzie, którzy jeszcze do niedawna chwalili się głównie pozyskanymi klientami i wzrostem przychodów.

W tym momencie powinna się zapalać czerwoną lampka ostrzegawcza. Bo wartość firmy to iluzja. Firma jest warta tyle, ile w ostatecznym rozrachunku ktoś za nią zapłacił. Przypadki Groupona, Zyngi, Twittera, Kodaka, Nokii i wielu innych firm powinny być przestrogą przed tego typu myśleniem.

Kolejna sprawa. Dlaczego mamy budować drugą Dolinę Krzemową? Co przeszkadza w tym, by pójść własną ścieżką? Gdy czytam, że każdy młody internetowy biznes musi myśleć globalnie, to łapię się za głowę. W 40 milionowym narodzie nie można stworzyć internetowego biznesu, który będzie rentowny? Przykłady Wykopu, Allegro, Szerlok.pl przemianowanego na Tablica.pl, a później na OLX… ba, nawet Spider’s Weba, którego właśnie czytacie, pokazują, że jednak się da!

Oczywiście, rozwijać się na rynkach zagranicznych jest łatwiej (w dużym uproszczeniu). Baza klientów jest dużo większa, pieniędzy jest więcej, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność.

Zanim zaczniemy krytykować prezesa Comarchu, zastanówmy się, czy aby na pewno ten człowiek nie ma racji. Tym bardziej, że podstawy przedsiębiorczości w tym kraju buduje się na bezwartościowych inkubatorach, które zaburzają młodym ludziom pogląd na to, jak wygląda rozwój biznesu w Polsce.

Mały i średni biznes nie polega na tym, że płaci się małe składki ZUS przez całe życie, podatki traktuje się po macoszemu, a zarządzanie finansami opiera się na teorii, że jakoś to będzie. Prawdziwy biznes to nie tylko biurko wynajmowane w przestrzeni coworkingowej i przyjmowanie zleceń za psie pieniądze. Prawdziwy biznes to faktury, biurokracja, umowy, setki rozmów, maili i ciężka praca.

Po czasie to wszystko można zautomatyzować, ale nim do tego dojdzie, potrzeba trudu i ciężkiej pracy. Wydaje mi się, że głównej mierze właśnie to chciał przekazać Janusz Filipiak w swojej wypowiedzi.

Zresztą, najlepszy przykład tego, jak mocno zaburzoną mamy percepcję biznesu było widać po tym, jak Wirtualne Media opublikowały informację na temat sprzedaży pakietów Euro 2016 przez Polsat. Kibice odtrąbili sukces, a media zaczęły wyliczać, ile pieniędzy Polsat zarobi z samej sprzedaży na Ipla.pl.

Niestety, sukces z tego żaden. Bo nawet jeżeli Polsat sprzedał 400 tysięcy razy tę samą usługę – czy to znaczy, że osiągnęli sukces biznesowy? Nie. Sukces będzie dopiero wtedy, gdy po przeliczeniu wszystkich kosztów cały projekt okaże się rentowny. Trzeba pamiętać, że koszty przy tego rodzaju imprezach są olbrzymie, plus dochodzą do tego problemy z niezadowolonymi klientami.

Gdy wydawało się, że pompowanie balonika wreszcie się skończyło, to teraz znów zapanowało wielkie oburzenie, że prezes największej firmy informatycznej w Polsce neguje robienie startupów.

Kontrargument? Comarch kilka miesięcy po Estimote wprowadził beacony. Rzecz w tym, że Comarch zarabia, a startup z Krakowa o zarabianiu może na razie pomarzyć…

Nie wiem w jakiej rzeczywistości żyją ludzie, którzy tak mocno nie zgadzają się z prezesem Filipiakiem, ale na ich miejscu zamiast się gotować, skupiłbym się na własnej robocie. Jeżeli faktycznie robienie startupów jest dobrą ścieżką rozwoju, to za kilka lat prezes Filipiak pewnie odszczeka swoje słowa (i ja również). Póki co, żyjemy w bańce.

Oczywiście, istnieją projekty, do których należy mieć szacunek. Wśród nich jest np. Brand24, Livechat Inc, PIxers, UX Pin, ale czy takie Estimote to faktycznie sukces?

Wiele pojawiało się projektów startupowych w ostatnich latach, ale mnóstwo projektów, o których jeszcze kilka lat temu było głośno w mediach branżowych, teraz leży gdzieś w otchłani internetu, martwych.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement