Kataryna brała udział w szkoleniu hejterów, którzy teraz ją pogryźli. Wielka mi afera

Felieton 03.06.2016
Kataryna brała udział w szkoleniu hejterów, którzy teraz ją pogryźli. Wielka mi afera

Jestem zmęczona. Jestem zmęczona internetem i tym, że średnio co tydzień ktoś z wielkim hukiem odkrywa, że internet jest zły, istnieją hejterzy, trolle, a dyskusja w sieci jest niemal niemożliwa i szybko przeradza się w bagno. Czasem to wręcz śmieszne.

Trochę z doskoku, przez ostatni tydzień śledziłam cyrk po opublikowaniu wywiadu Rafała Wosia z Kataryną. Ta blogerka od dawna stojąca po stronie jednego z dwóch dzikich obozów polskiej polityki odważyła wystawić jednego palca z szeregu. Skończyło się tym, że zniknęła z Twittera, bo ci co zwykle byli z nią, nagle zaczęli gryźć i atakować.

Miałam kiedyś wątpliwą przyjemność dostać retweeta od zamkniętego konta Kataryny, prawdopodobnie ze zjadliwym komentarzem, bo zwykle nasze poglądy się nie pokrywają.

W ciągu kwadransa dostałam dziesiątki wzmianek, zostałam wyszydzona, wyzwana od najgorszych, wyśmiana i przeklęta przez armię katarynowych fanów.

W przeciwieństwie do Kataryny jednak mało co w necie już mnie rusza. Nigdy nie chroniłam swoich kont zapewniając sobie tym samym immunitet i brak wystawienia na publiczne forum krytyki i szamba. Jednak przez lata przyjmowałam na klatę komentarze o tym, że powinnam wracać do kuchni, że potrzebuję, żeby mnie ktoś dobrze przeleciał. Zyskałam odporność, której Kataryna najwidoczniej nie posiada. Zresztą Kataryna nie pojęła jednego: przebywając wśród jednej z najbardziej zajadłych i nienawistnych grup internautów, ryzyko, że grupa ta czując krew zaatakuje swojego, jest wielkie. W końcu tak to działa – zwierzęta w stadzie przepełnionym agresją mają tendencję do zagryzania swoich jeśli poczują, że są zagrożeniem dla stada.

Nie wiem tylko dlaczego to wszystko jest newsem i dlaczego kogoś to dziwi. Nie rozumiem, jak można operować w internecie i nie zdawać sobie sprawy, że internet jest amplifikatorem tego, co dzieje się w realnym świecie.

Polska scena polityczna od lat ma zabarwienie ścieku i na forum publicznym dopuszcza się komentarze odbierające innym prawo do istnienia, kwestionujące człowieczeństwo, wykluczające całe grupy społeczne. Są tak chamskie i bezczelne, że nie ma nawet na nie dobrej reakcji.

Dyskurs publiczny jest niski, oparty na hasłach wzbudzających plemienne instynkty. Jesteśmy rozgrywani nienawiścią, strachem przed drugą stroną, sam pomysł porozumienia ponad podziałami w imię większego dobra wzbudza w nas odruch niesmaku i na dodatek rozmawiamy w dwóch totalnie różnych językach, w których te same pojęcia mają różne znaczenia i są różnie rozumiane. Kultura to rzecz wręcz wstydliwa.

Dlaczego kogokolwiek dziwi, że w internecie dyskusja okołopolityczna toczy się na poziomie rynsztoka?

Za każdym razem gdy kolejne gwiazdy i gwiazdki mediów odkrywają, że w internecie grasują hejterzy i ludzie sfrustrowani, którym puszczają hamulce i postanawiają stać się twarzami kampanii przeciwko hejtowi, parskam śmiechem. Głównie dlatego, że naiwnie wierzą, iż edukacja i uwrażliwianie na drugiego człowieka przyniesie jakieś pozytywne skutki.

Lepsze skutki miałaby nauka odporności na hejterów i gnój w sieci. Nauka ignorowania, używania przycisków wycisz czy blokuj. Ktoś wyzywa cię od kurew i mówi, żebyś lepiej się zabiła? Blokuj i rób swoje.

Bo dla takiego człowieka nie ma większej kary, niż brak uwagi i nieprzejmowanie się jego komentarzami.

A Kataryna? Cóż. Miała swoją rękę w szkoleniu tych hejterów więc jakoś specjalnie mi jej nie żal.

Aktualizacja: Kataryna zdecydował się jednak ponownie aktywować swoje konto na Twitterze. W pierwszym wpisie po powrocie stwierdziła, że „zdezaktywowała swoje konto, żeby nie musieć czytać wyzwisk pod swoim adresem”.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement