Internet, czy internet? – dwugłos na temat kontrowersyjnej (!?) decyzji Associated Press

Artykuł 03.04.2016
Internet, czy internet? – dwugłos na temat kontrowersyjnej (!?) decyzji Associated Press

Od 1 czerwca Associated Press – jedna z największych agencji prasowych na świecie – będzie pisać słowo „internet” z małej litery.

Zmiana ma charakter jedynie symboliczny, bo i tak od dawna większość dziennikarzy agencji (jak i miliony innych osób mediów), pisząc o globalnej sieci informatycznej, korzysta z małej litery. Mimo to, zmiana budzi szereg kontrowersji.

Wewnątrz Spider’s Web również trwają spory na temat tego, czy powinniśmy pisać Internet, czy może internet. Przedstawiamy nasze dwa odmienne punkty widzenia i czekamy na Wasze opinie w komentarzach!

przemekspider przemek pająkPrzemysław Pająk: Wreszcie! Ileż można trwać w głupim absurdzie. Internet pisany wielką literą miał może sens na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy rzeczywiście była to innowacja, za którą stali konkretni ludzie i organizacje, i gdy z tej informatycznej sieci korzystała garstka osób.

Dziś, gdy internet jest dobrem powszechnym, przypisywanie mu cech „własności” jest nonsensem. Internet to z jednej strony medium na wzór prądu, wody i gazu – bezwzględnie konieczne do zasilania współczesnych domów i mieszkań, a z drugiej medium na wzór telewizji, radia i prasy. Nie należy do nikogo, jest technologią masową, dostępną tak łatwo, jak inne niezbędne do życia technologie.

Prąd, telewizja, prasa piszemy małą literą. Nie widzę żadnego uzasadniania, by słowo internet miało stanowić wyjątek.

Ba, pisanie „internet” wielką literą stwarza wręcz dziwne bariery emfatyczne, które sugerowałyby jakąś jego odmienność od innych podstawowych mediów.

Cieszę się, że AP, jak i inne organizacje, także te zajmujące się normalizacją języka, dostrzegają to. Język to żywy organizm, a nie to, co zapisywane jest w starych księgach. To użytkownicy języka tworzą język, a nie stare definicje.

kotkowskiŁukasz Kotkowski:

Przemku zgadzam się z Tobą w 100%, że Internet już od dawna powinien być pisany nie wielką, a małą literą (przynajmniej jeśli mówimy o sieci WWW, a nie o pierwotnym znaczeniu tego słowa – sieci połączonych ze sobą komputerów). ALE! Nasze myślenie życzeniowe nie może nagle stać się ważniejsze od panujących zasad gramatyki!

Brzydko mówiąc – szlag mnie trafia, jak widzę przetaczającą się od wczoraj przez Twittera falę dziennikarzy i blogerów, którzy retweetują Associated Press z komentarzem „no, wreszcie można pisać internet małą literą”. Ja przepraszam bardzo, ale… od kiedy to decyzja amerykańskiej agencji prasowej ma jakikolwiek wpływ na reguły pisowni w języku polskim?

Problem z pisownią słowa „Internet” leży w tym, że ma ono dziś wiele znaczeń i – jak słusznie zauważyłeś – zmieniło się drastycznie od lat 90′. Dziś Internet nie jest już tylko siecią połączonych komputerów ani dobrem ekskluzywnym, a posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że jest też czymś więcej niż WWW. Internet stał się medium, jak telewizja i radio, a te piszemy małą literą. Na razie jednak panuje językowy status Quo. Chociaż „Internet” jest nazwą teoretycznie potoczną, to – jak tłumaczy nam SJP – z powodu płynnej granicy w definicjach przyjęło się ją pisać wielką literą. Wyjątkiem jest oczywiście „internet LTE”, „internet kablowy”, etc. czyli określanie typu łączności internetowej. Ba! W Sieci (tak, pisanej, przynajmniej na razie, wielką literą, gdyż mowa tu o Internecie) można znaleźć argumentację ekspertów od naszego ojczystego języka, którzy wciąż uważają, iż Internet także jako WWW powinien zostać uznany za nazwę własną, ergo: pisany wielką literą.

Nie zrozumcie mnie źle – ja naprawdę jestem całym sercem za uproszczeniem tego całego limbo, za prostszymi zasadami języka, ale skoro mienimy się „dziennikarstwem 2.0”, to nie możemy sobie pozwalać na taką samowolkę. Dlatego też w moich tekstach będzie się pojawiał zarówno Internet jak i internet. Do czasu, aż Rada Języka Polskiego, przedstawiciele Narodowego Korpusu Języka Polskiego czy też autorytety takie jak prof. Bralczyk czy prof. Miodek nie zadecydują inaczej.

Jeśli chcemy, żeby internetowe medium, jakim jest blog, było traktowane tak samo „poważnie” jak np. prasa drukowana czy literatura, powinniśmy pilnować tych elementarnych zasad pisowni. Chociażby po to, żeby jak najrzadziej dawać pożywkę komentatorom i nazistom językowym, którzy w Sieci lubują się w wytykaniu wszelkich literówek, kwitując je zgryźliwym „moglibyście się wreszcie nauczyć pisać po polsku lub zatrudnić korektora!”.

Ale popadam w dygresję. Czy Internet powinien – niezależnie od znaczenia – stać się internetem?

Słowem – tak. Ale dopiero wtedy, gdy zostanie to uznane za oficjalną zasadę pisowni w języku polskim. A nie dlatego, że Associated Press tak sobie wymyśliła.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement