Picasa znika z portfolio Google. Nie będę po niej płakał

Artykuł/Foto 13.02.2016
Picasa znika z portfolio Google. Nie będę po niej płakał

Gigant z Mountain View nareszcie robi porządek w swoich usługach służących do zarządzania zdjęciami. Tym razem to już definitywny koniec Picasy. Jeżeli są jeszcze osoby, które korzystają z tego rozwiązania w 2016 roku, najwyższy czas zrobić krok naprzód.

Czasem wydaje mi się, że Google nie panuje nad swoimi usługami. Niedawno Mateusz pisał o bałaganie w aplikach mobilnych służących do komunikacji. Osoby korzystające z Androida mają do wyboru trzy alternatywne aplikacje od Google’a, które robią praktycznie to samo.

Podoba sytuacja jeszcze do niedawna miała miejsce wśród aplikacjo do zarządzania zdjęciami. Mieliśmy Picasę, Galerie w Google+ i najnowszą usługę Google Zdjęcia. Galerie zniknęły już definitywnie z Google+, a teraz ten sam los czeka Picasę.

Picasa to projekt rozwijany przez Google od 2004 roku. Pomysł opierał się na przeglądarce zdjęć przeznaczonej na systemy Windows, OS X i Linux. Program umożliwiał proste katalogowanie i przeglądanie zdjęć, podstawową obróbkę, a także udostępnianie wybranych katalogów w galerii online. Swego czasu było to bardzo popularne rozwiązanie, ale wraz z rozkwitem fotografii mobilnej Picasa przestała nadążać za potrzebami użytkowników.

Koniec Google Picasa

Na przestrzeni ubiegłego roku kilka razy natrafiłem w Sieci na fotografów, którzy nadal publikowali swoje zdjęcia na Picasie. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, bo sam uznałem ten projekt za martwy już kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt miesięcy wcześniej. Interfejs usługi Picasa Web Albums wygląda po prostu archaicznie, a aplikacje desktopowa ostatnią aktualizację miała półtora roku temu. Z kolei blog Picasy (nie licząc ostatniego wpisu) był aktualizowany w… 2011 roku. Na stronie nie zmieniono nawet logo Google na nowe.

Wielu fotografów związanych w jakimś stopniu z usługami Google przesiadło się w międzyczasie na Galerie Google+, a później na Google Zdjęcia, które są obecnie najlepszym, najbardziej dopracowanym i najbardziej perspektywicznym rozwiązaniem.

Osoby, które nadal korzystają z Picasy, mają miesiąc na przesiadkę

Jak czytamy na blogu Picasy, począwszy od 15 marca 2016, Google całkowicie przestanie wspierać desktopowy program Picasa. Program oczywiście nie zniknie z dysku komputera, ale Google oficjalnie zapowiada, że do programu nie trafią żadne aktualizacje (co brzmi dość zabawnie w kontekście daty ostatniej aktualizacji, która miała miejsce w połowie 2014 roku). Program najprawdopodobniej straci możliwość udostępniania albumów online.

Z kolei istniejące albumy w ramach usługi Picasa Web Albums będzie można obejrzeć tylko do 1 maja 2016 roku. Zdjęcia jednak nie znikną. Wszystkie fotografie zostaną automatycznie przeniesione do usługi Google Zdjęcia. Wystarczy po raz pierwszy się do niej zalogować, by zobaczyć wszystkie swoje albumy z Picasy.

zdjecia-google-photos

Google zachęca do przesiadki na usługę Zdjęcia, ale gdyby ktoś z różnych względów nie chciał tego robić, również nie straci dostępu do swoich zdjęć z Picasy. Co prawda usługa Picasa Web Albums znika, ale Google zapowiada, że wdroży nowe narzędzie, które pozwoli przeglądać archiwalne zasoby wraz z pełnymi danymi z Picasy, czyli m.in. tagami, opisami i komentarzami. To nowe narzędzie pozwoli tylko wyświetlić zdjęcia, bez możliwości tworzenia nowych albumów i zarządzania nimi.

Porządki dobiegły końca. Zostają z nami tylko Zdjęcia Google

Zamknięcie Picasy uważam za dobrą decyzję, choć rozumiem, że są fotografowie, którzy nie lubią eksperymentować z nowymi usługami i latami trzymają się tego, co znają. Czas jednak pójść do przodu. Internet jest zbyt dynamicznym miejscem, by w 2016 roku korzystać z rozwiązania zaprojektowanego w 2004 roku.

Szczególnie, że Zdjęcia Google są genialną usługą, z której korzystam codziennie. Usługa daje nieprawdopodobną wygodę synchronizacji i kopii zapasowej zdjęć na wszystkich urządzeniach, do tego z nielimitowaną przestrzenią na fotografie. Niestety, odbywa się to kosztem kompresji zdjęć oraz – jak to u Google – prywatności.

Czytaj również:

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement