„Operacja się udała, pacjent zmarł”, czyli co poszło nie tak przy lądowaniu rakiety Falcon 9

News/Nauka 18.01.2016
„Operacja się udała, pacjent zmarł”, czyli co poszło nie tak przy lądowaniu rakiety Falcon 9

Firmie SpaceX udało się z powodzeniem doprowadzić do lądowania Falcon 9, rakiety wielokrotnego użytku, z którą wiązane są wielkie nadzieje na przyszłość. Jednak tuż po widmie sukcesu i zakończenia misji, pojazd eksplodował. Co na to Elon Musk, szef Tesli i wyżej wymienionego SpaceX?

Falcon 9 to dwustopniowa rakieta nośna, zaprojektowana i wyprodukowana przez amerykańską firmę SpaceX, przeznaczona do wynoszenia ładunków na orbitę, misji bezzałogowych i załogowych do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Napędzana mieszaniną ciekłego tlenu i nafty jest przystosowana do odzyskiwania i wielokrotnego użytku poszczególnych stopni.

Ostatnia misja Falcona 9 prawie że zakończyła się powodzeniem. Rakieta wylądowała na wyznaczonym miejscu na pływającej po ocenia barce po tym, jak wyniosła na orbitę satelitę naukowego. Prawie że? Niestety, owo „prawie” robi wielką różnicę. Falcon 9 eksplodował tuż po lądowaniu, stawiając SpaceX w bardzo niekorzystnej sytuacji.

Można bowiem stwierdzić, że Falcon 9 jest sztandarowym „produktem” prywatnego kosmicznego przedsiębiorstwa Elona Muska. Rakieta wielokrotnego użytku to obietnica znaczącej redukcji kosztów misji kosmicznych. SpaceX mógłby świadczyć usługi dużo taniej, od konkurencji, ciężko jednak zaufać firmie, która rozbija jedną rakietę za drugą. I choć z całą pewnością inżynierowie z podziwem patrzą na postęp prac SpaceX, tak omawiana katastrofa to dla firmy kilka kroków w tył.

Co się wydarzyło?

Najbardziej frustrującym elementem całej katastrofy jest jej przyczyna. Jak twierdzi Elon Musk, niepoprawnie zadziałała blokada jednej z nóg podwozia, przez co rakieta straciła stabilność i się przewróciła. Przyczyną awarii najprawdopodobniej było oblodzenie wywołane obecną podczas startu mgłą.

Falcon 9 nie odniósł właściwie żadnego większego sukcesu, jeżeli chodzi o główne założenie, a więc możliwość wielokrotnego użytku.

Obie próby lądowania na barce na Atlantyku zakończyły się porażką. Jedyne udane lądowanie miało miejsce na przylądku Canaveral, po wyniesieniu satelity na orbitę.

Ostatnia misja związana była z satelitą Jason-3, która została wyniesiona na wysokość około 1400 kilometrów. Ta zajmie się analizą zmian w poziomie morza, co ma pomóc przewidywać siłę tropikalnych cyklonów nękających amerykańskie wybrzeża. Misja została zlecona przez Amerykańską Narodową Służbę Oceaniczną i Meteorologiczną (NOAA).

Za pomocą Jasona-3 naukowcy będą w stanie skuteczniej wykryć warunki sprzyjające powstaniu El Nino i La Nina. Przydać ma się również do przewidywania siły huraganów, na co szczególnie liczą firmy spedycyjne przewożące towary drogą morską. Jason-3 docelowo zastąpi orbitującego od 2008 roku Jasona-2, tak jak ten zastąpił Jasona-1 (2001-2013) i satelitę Topex-Poseidon (1992-2006).

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement