Przyjdą roboty i zabiorą nam pracę. Kto z rządzących w ogóle porusza temat?

Felieton/Technologie 20.10.2015
Przyjdą roboty i zabiorą nam pracę. Kto z rządzących w ogóle porusza temat?

Przyjdą roboty i zabiorą nam pracę – ostatnio często słyszę takie ostrzeżenia. Z tym, że “roboty” już od dawna zabierają nam pracę. Sam ten fakt nie jest straszny, to naturalna konsekwencja rozwoju technologii. Zamiast utyskiwać na te cholerne “roboty” powinniśmy być wściekli na… rządzących i nas samych.

Mieszkam w małej wiosce. Gdy byłam mała co druga rodzina miała chociaż małe gospodarstwo – jedni sadzili ziemniaki, inni hodowali kury czy trzymali krowy, na wsi był nawet koń. Jeden bo jeden, ale był. Krótko przed moim urodzeniem nawet moi dziadkowie na swoim kawałku pola jeszcze coś sadzili, mieli kurnik i pewnie nie wyobrażali sobie, jak można nie być choćby drobnym rolnikiem.

Dzisiaj na mojej wsi (tak, w moich stronach mówi się “na wsi”, nie “we wsi”) jest w zasadzie dwóch rolników. Ostatnio koleżanka szukała kogoś, kto może zaorać jej pole i pytała okolicznych rolników. Żaden z nich nie miał możliwości, bo sprzęt który mają jest wielofunkcyjny – od razu orzą i sieją i co tam jeszcze trzeba. Tak, reprezentuję stan dzisiejszej wsi – o rolnictwie mam nikłe pojęcie, choć ludziom z miasta wydaje się, że powinnam odróżnić pszenżyto od żyta w trymiga.

Zresztą popatrzcie na te niesamowicie fascynujące filmy:

Holy crap that’s quite the machine

Posted by Breed Of Speed on Monday, October 5, 2015

 

Jak to nie są “roboty które zabrały pracę” to co to jest?

Mieszkańcy mojej wioski musieli znaleźć sobie inne prace. Niektórym się udało, niektórym nie. Niektórzy przeszli na emeryturę, inni przejdą, ale nie wiedzą na jaką bo kiedyś płacili KRUS, teraz ZUS i muszą wybrać skąd chcą dostawać te kilkaset złotych – z obu na raz nie można. Niektórzy pracują za mniej niż najniższa krajowa – pół etatu plus reszta pod stołem, tu nikogo to już nie dziwi, niektórzy wyjechali.

Właściwie to większość moich rówieśników wyjechała albo regularnie wyjeżdża do pracy i wraca, wyjeżdża i wraca. Do Austrii, Holandii, Anglii, Niemiec. Niektórych niesie dalej i dalej. Niektórzy układają sobie tam życie, inni wciąż mają korzenie tu.

Kilkanaście lat temu na geografii uczono mnie, jak wygląda zdrowe zatrudnienie w poszczególnych sektorach gospodarki w nowoczesnym kraju. Pamiętam te wykresy – duże zatrudnienie w usługach, mniejsze w przemyśle i najmniejsze, wręcz niemal marginalne w rolnictwie.

Zrzut ekranu z 2015-10-13 15:45:16
źródło: worldbank – bit.ly/1GQKA4r

Wszystkie dane jakie znajduję potwierdzają te wykresy – im państwo bogatsze, tym w rolnictwie pracuje mniej osób. Nawet przemysł nieznacznie, ale trochę się zmniejsza, to pewnie te wszystkie prace które przeniosły się co Chin i w inne kraje z relatywnie tanią siłą roboczą.

Roboty-maszyny, otwarte rynki i sytuacja gospodarcza sprawiły, że prace w rolnictwie zniknęły, choć podniosła się wydajność.

Opowieści moich rodziców o tym, że kiedyś jeździło się na wykopki, że rodzina zjeżdżała się by pomóc przy żniwach wydają się nieprawdopodobne. Obrazki z filmów, w których winobranie to wielka operacja dla setek osób też są już nie na czasie – takie wiobrania będzie organizować się tylko dla turystów, resztę załatwi się maszyną.

Cały ten proces dokonywał się na przestrzeni dekad, więc łatwiej było się do niego przyzwyczaić, łatwiej zaplanować działania i przewidzieć skutki. Mimo to nie wszystko się udało i miało dobre skutki. Sama pamiętam debaty co zrobić z polską wsią w obliczu zmieniającego się rolnictwa, jak to rozplanować by ludzie jak najmniej ucierpieli.

Kto dziś mówi o robotach i autonomicznych urządzeniach, kto z rządzących w ogóle porusza temat zmieniającego się świata i gospodarki?

Rolnictwo zmieniało się przez dekady, ociężali politycy mieli więc czas na przyjęcie tego do wiadomości. Dziś stoimy na progu niesamowicie szybkiego wybuchu technologii, które zmienią globalny krajobraz gospodarczy i ekonomiczny na zawsze. Dekada – mniej więcej tyle powinno zająć upowszechnienie wszystkich tych nowych pomysłów i rozwiązań.

Samojezdne samochody chociażby. Ledwo co ogarniamy rewolucję uberyzacji wszystkiego, walki z Uberem i ekonomią on-demand wciąż trwają, a tymczasem za kilka lat prawdopodobnie do użycia wejdą samochody samojezdne. Ci kierowcy, którzy dzisiaj protestują przeciw Uberowi stracą pracę, kierowcy Ubera stracą zlecenia i tak dalej.

volvo-self-driving-autonomous-car-t-on-sale-in-2017

Rządzący nie mają czasu żeby zrozumieć to, co się dzieje – nie potrafią ogarnąć, że zmiany które kiedyś trwały pokolenia dziś następują coraz szybciej.

Usłyszą, że samojezdne auta to większe bezpieczeństwo, przyjmą kasę na kampanię od tych, którzy mają interes i zrobią jeszcze większy chaos w prawie.

Roboty, takie czy inne, za 10-15 lat będą robić rzeczy, o których nawet nam się nie śniło. Nie tylko prace fizyczne z sektora przemysłu, przecież to dzieje się od rewolucji przemysłowej – automaty już zaczynają przejmować pracę newsmanów i piszą notatki prasowe, już zostają kelnerami, urzędnikami i w ogóle zajmują się obsługą. Czyli automatyzacja na poważnie wkracza w sektor usług.

Google chwali się, że tworzy sztuczną inteligencję którą uczy abstrakcyjnego myślenia – o ile algorytm jest do takiego zdolny – i „śnienia„, łączenia konceptów i uczenia się samemu. Czasem widzę jak ludzie chętnie wrzucają to na swoje twittery i fejsy i za każdym razem, gdy widzę osobę z branży tzw. “kreatywnej” która zachwyca się snami maszyn (a jest takich dużo, oj dużo) to chce mi się płakać i śmiać jednocześnie.

Ta sztuczna inteligencja zdolna pojmować rzeczy podobnie jak człowiek ale lepiej, bo w końcu jest maszyną, tworzona jest między innymi po to, żeby ci kreatywni nie mieli za kilkanaście lat pracy.

Po cholerę zatrudniać junior managerów i innych hipsterów zapatrzonych w Steve’a Jobsa jako guru marketingu, skoro te same zadania, być może nawet lepiej, będzie mógł wykonać algorytm.

"Sny robotów"
„Sny robotów” – źródło: Going deeper into Neural Networks – bit.ly/1GQKyth

Często słyszę argument, że te czy tamte stanowiska pracy znikną na rzecz robotów, maszyn i algorytmów, ale pojawią się nowe, związane z obsługą tych robotów.

Załóżmy, że cyfrowe miejsca dla zdjęć, taki Flickr. W konću pozwala przechowywać zdjęcia, zarządzać nimi i dzielić się ze znajomymi etc. Myślicie, że we Flickrze pracuje tysiące osób? No właśnie.

Ponieważ rządy skupiają się na walkach pomiędzy sobą, obchodach rocznic wszelakich, szukaniu ropy i przede wszystkim utrzymywaniu raz zdobytej władzy to powiem wam, jak to dziś powinno wyglądać.

W roku 2015, czyli trwającym, zamiast skupiać się na święceniu nowych parkingów, powinniśmy być już w trakcie wdrożenia planu innowacji gospodarki. Już dawno powinniśmy inwestować więcej w naukę i technologie zapewniając sobie lepszy start w przyszłość. To państwa a nie firmy prywatne powinno kierować kierunkiem rozwoju i to państwa a nie firmy i osoby powinny czerpać zyski z “zastępowania” miejsc pracy “robotami’. I w końcu to państwa powinny redystrybuować część zysków z zastępowania miejsc pracy pomiędzy ludźmi.

Wiecie, taki świat, w którym faktycznie każdy dostaje co miesiąc pieniądze za nic. Niektóre kraje już tego próbują, ale z chęci pobudzania gospodarki i eksperymentu. Tymczasem jest to chyba jedyny scenariusz, który mógłby sprawić że nadchodzące niemal całkowite zastąpienie pracowników robotami nie spowoduje wzrostu biedy, głodu i nieszczęścia na świecie.

Ale w sumie co ja tam wiem. Też w końcu stracę pracę.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement