Pół roku z Chromebookiem skutecznie przekonało mnie do ekosystemu Google

Pół roku z Chromebookiem skutecznie przekonało mnie do ekosystemu Google

Już od ponad pół roku jestem użytkownikiem Chromebooka i doskonale rozumiem, po co te komputery powstały. Google nie chce i nie będzie chciał na nich zarabiać, bo ich jedynym zadaniem jest wciągnięcie nas w ekosystem usług tej firmy.

Chromebooki mogą kusić. Małe, mobilne i wygodne komputery kosztujące około 1000 zł to coś, co wiele osób chciałoby mieć. Jednak ceną za wyżej wymienione cechy są bardzo ograniczone możliwości komputera, które ograniczają się do przeglądarki Google Chrome oraz możliwości korzystania z wybranych sieciowych programów Google w trybie offline.

To właśnie to człowiek dostrzega po zakupieniu Chromebooka. Jeszcze w grudniu poprzedniego roku używając swojego komputera stacjonarnego, najchętniej korzystałam z pakietu biurowego Microsoft Office, notatki i zrzuty ekranu robiłem za pomocą OneNote’a, a wszystkie swoje dokumenty zapisywałem na dysku w chmurze OneDrive.

Gdy zacząłem korzystać z Chromebooka, bardzo szybko okazał się najczęściej używanym przeze mnie komputerem.

Stało się tak z kilku powodów. Zdecydowanie najważniejszy z nich to fakt, że po 5 latach studiowania nie musiałem już wykonywać projektów inżynierskich i mogłem skupić się na swojej pracy i realizowaniu pasji, czyli pisaniu o nowych technologiach. Co tu dużo mówić, nie jest to zbyt wymagające zajęcie pod względem niezbędnego sprzętu i oprogramowania.

Co więcej, nie różni się od tego, co robi 90% ludzi używając komputera. W końcu ja tylko przeglądam strony internetowe, delikatne modyfikuję zrobione wcześniej zdjęcia, udostępniam pliki oraz spisuję swoje myśli na wirtualny papier. Okazuje się, że Chromebook w tych zastosowaniach sprawdził się doskonale. Oczywiście dopiero w momencie, w którym przestałem próbować zaklinać rzeczywistość i próbować korzystać z ekosystemu usług Microsoftu.

google chrome

Co prawda nie miałem zarzutów do sieciowych wersji usług firmy z Redmond, ale w dłuższej perspektywie okazało się, że brak jakiejkolwiek integracji z systemem operacyjnym i możliwości korzystania z nich w trybie offline sprawiają, że wygodne korzystanie z nich na Chromebooku jest praktycznie niemożliwe.

Jako że podczas pisania często nie mam dostępu do Internetu, szybko przekonałem się do pakietu biurowego Google Docs. Z kolei ze względu na doskonałą integrację w systemie Chrome OS i Android swoje wszystkie pliki zacząłem wrzucać na Dysk Google. Z tego samego powodu zacząłem robić wszelkie notatki w aplikacji Google Keep. Jedynym elementem ekosystemu Google, którego szczerze nie znoszę, jest komunikator Hangouts. Szybko zastąpiłem go androidową wersją Skype’a.

Google to firma zarabiająca przede wszystkim na dotyczących nas informacjach, nie na sprzęcie.

To odróżnia ją od Microsoftu, który żyje w świecie oprogramowania oraz Apple, który chce dostarczać gotowe rozwiązania sprzętowo-programowe. Firma z Mountain View potrzebowała tylko narzędzi, dzięki którym przekona ludzi, że to właśnie jej powinniśmy powierzać swoje dane. Jednym z nich był system mobilny Android, jednak (przynajmniej w moim przypadku) było to za mało, by odzwyczaić mnie od Microsoftu.

Dopiero korzystanie ze smartfonu z Androidem i Chromebooka sprawiło, że zacząłem na dobre korzystać z ekosystemu Google i prawdopodobnie zostanę z nim na dłużej. Jestem świadom, że jego niektóre wady, jak brak obsługi androidowych programów i gier, są bardzo dotkliwe. Jednak skoro już mam ten komputer, staram się wykorzystać pełnię jego możliwości. Obecnie można to zrobić wyłącznie korzystając z usług Google.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement