Richard Stallman – geniusz czy oszołom? Kim jest jedna z szarych eminencji Internetu

Richard Stallman – geniusz czy oszołom? Kim jest jedna z szarych eminencji Internetu

Nie cieszę się że umarł, ale cieszę się że już go nie ma – powiedział Richard Stallman po śmierci Steve’a Jobsa. Tak szokująca wypowiedź wpisuje się w całe jego publiczne zachowanie – wciąż precyzyjnie lawiruje pomiędzy byciem inspirującym zwolennikiem wolnego oprogramowania po bycie zwykłym oszołomem.

Nie każdy o nim słyszał, jednak jego poglądy i działalność wpływają na życie każdej osoby korzystającej z internetu o komputerów. Gdyby nie on, nie byłoby Free Software Foundation oraz projektu GNU, dostarczającego otwarte i darmowe wersje powszechnie używanych aplikacji w środowiskach Unix. To właśnie dzięki Stallmanowi, jego uporowi i jego fundacji każdy używający Linuksa, OS X czy Windows może używać kompilatora gcc czy edytora tekstu emacs. Z drugiej strony, jego trollowaty tryb bycia powoduje, że na ruch promujący wolne oprogramowanie wiele osób patrzy z przymrużeniem oka.

Kim jesteś, rms?

Richard Stallman urodził się w 1953 roku. Z komputerami zetknął się na początku lat 70-tych, będąc w szkole średniej. Jego wakacyjna praca to było napisanie programu do analizy numerycznej w IBM New York Scientific Center. Udało mu się to w kilka tygodni, i choć znienawidził wtedy język programowania FORTRAN, zakochał się w komputerach. Zawsze ustawiał sobie login lub nazwę użytkownika na trzy literki: rms – Richard Matthew Stallman.

Przez całe swoje dorosłe życie był związany ze środowiskami akademickimi. Początkowo z Uniwersytetem Harvarda, następnie z MIT. Na uczelniach dał się poznać jako buntownik i hacker. Buntował się przed czymkolwiek co ograniczało jego dostęp do informacji i komputerów. Między innymi zachęcał do ustawiania swoich haseł na puste – tak aby umożliwić anonimowy dostęp do terminali.

Powstaje ruch GNU

W latach 1970-1980 pracujący w MIT Stallman zauważył, że coś się zmienia w dystrybucji oprogramowania. Do tej pory programy były dostarczane z kodem źródłowym, jednak od pewnego czasu zaczął powstawać rynek na software niezależny od sprzętu. Programy zaczęły być dostarczane w formie skompilowanej, i coraz częściej zawierały najróżniejsze zabezpieczenie. Stallmanowi w szczególności zapadł w pamięć przypadek aplikacji Scribe (służącej do formatowania tekstu), która zawierała ograniczenie czasowe. Wspominał to w wywiadach jako „zbrodnię”.

Jednak kroplą, która przelała czarę goryczy stało się inne wydarzenie. 1980 roku w biurze Stallmana w AI Lab wymieniono drukarkę.

Heckert_GNU_white.svg
Symbol GNU

Richard, hacker z zamiłowania, w poprzedniej drukarce zmodyfikował oprogramowanie tak, że wysyłała ona informację do użytkownika, że jego wydruk jest już gotowy. Dodatkowo, informowała wszystkich czekających na wydruk użytkowników, jeśli zaciął się w niej papier. Nowa drukarka, laserowy Xerox 9700, nie miał otwartego oprogramowania. Nie można było go zmodyfikować, a Stallman czuł, że skoro zapłacono za drukarkę z oprogramowaniem, to powinien mieć możliwość dokonania dowolnych zmian. Postanowił stworzyć pełny zestaw oprogramowania (system operacyjny, kompilator, aplikacje, sterowniki do drukarek etc) jako całkowicie darmowy i otwarty kod źródłowy.

Tak narodziła się koncepcja projektu GNU. Jest to akronim rekurencyjny, przykład dziwnego poczucia humoru hackerów: GNU’s Not Unix. Nowe oprogramowanie miało być konkurencją dla Uniksa, a równocześnie być z nim kompatybilne na poziomie usług systemowych.

Podejście do prywatności

Stallman spędza większość swojego czasu podróżując po świecie i dając wykłady na temat otwartego oprogramowania. Jego twarde podejście do kwestii wolnego oprogramowania powoduje że bardzo łatwo mu podpaść – podpadli mu już praktycznie wszyscy liczący się w IT, od Linusa Torvaldsa, twórcy Linuksa to nieżyjącego Steve’a Jobsa, o którym wypowiadał się tak ostro jak to przytoczyłem na wstępie.

Lynx_vs._Firefox_rendering
Strona Wikipedii oglądana w lynx

Myślicie, że autor i współautor najczęściej używanych aplikacji spędza czas w Internecie podobnie jak wy? Nie do końca. W swojej niedawnej wypowiedzi Richard Stallman opisał, w jak dziwny i paranoiczny sposób korzysta on z zasobów Internetu.

Zazwyczaj nie łączę się ze stronami bezpośrednio z mojego komputera, oprócz tych z którymi jestem związany (Stallman ma tu na myśli przede wszystkim zakodowane w czystym HTML bez użycia żadnego systemu zarządzania treścią strony swojego portalu stallman.org – HT). Zwykle wysyłam emaila z adresem strony która mnie interesuje, do specjalnego programu, który następnie pobiera ją dla mnie i wysyła z powrotem. Oglądam taką stronę za pomocą przeglądarki lokalnie, chyba że można łatwo przeczytać tekst bezpośrednio w HTML. Jeśli nie, próbuję najpierw przy pomocy lynx (powstały 22 lata temu i wciąż rozwijany klient WWW pracujący w trybie tekstowym – HT), potem za pomocą przeglądarki konqueror, bo nie pobiera dodatkowych plików z innych stron.

Nigdy nie płaci za nic używając sieci, choć jak twierdzi, zapłaciłby za ebooka lub album muzyczny, gdyby udało się to zrobić w „etyczny i anonimowy sposób, bez DRM i licencji typu EULA”.

Internetowa gwiazda

Fascynujące jest czytanie zestawienia jego wymagań, które musicie spełnić, jeśli chcecie aby Stallman przyjechał na waszą konferencję czy spotkanie i opowiedział o ruchu wolnego oprogramowania. Przede wszystkim, nie próbuj się z nim umówić jeśli użyjesz pojęcia open source lub źle wymówisz skrót GNU (Gnu’s Not Unix). Zdarzało się że przerywał wywiad lub zrywał dyskusję o prelekcji jeśli ktoś nazwał np. emacsa programem open source zamiast „free software”. Wśród innych wymagań znajdują się następujące.

Odmawiam robienia przerw w mojej prelekcji. Gdy zacznę, muszę skończyć.

[Na czas prelekcji] przydałby się zapas herbaty z cukrem i mlekiem. Jeśli herbata mi smakuje, mogę ją pić bez cukru i mleka. Z cukrem i mlekiem, każda herbata jest dobra. Zawsze mam ze sobą torebki herbaty która mi smakuje, więc jeśli użyjecie moich torebek, wypiję ją bez cukru i mleka.

Jeśli Stallman poczuje się senny, chciałby dostać dwie puszki Pepsi, koniecznie nie dietetycznej. Coca-Coli nie pije, bo dołączył do międzynarodowego bojkotu firmy Coca-Cola.

Jeśli chodzi o wyżywienie, równie trudno mu dogodzić:

Nie jem śniadań. Nie pytajcie mnie co zjem na śniadanie. W ogóle o tym nie wspominajcie.

Choć niektóre wymogi dotyczące jedzenia są całkiem sensowne:

Jedyne co potrafię powiedzieć o posiłku to czy był dobry lub niedobry. Inne rzeczy typu widok z okna czy wystrój restauracji, są drugorzędne. Wybierajcie restaurację bazując na jedzeniu jakie serwują.

Stallman nie jest jednak gwiazdą, jest człowiekiem skromnym i mało wymagającym jeśli chodzi o spanie. Prosi na przykład aby rezerwowanie mu hotelu było jedynie ostatecznością. Preferuje spać u kogoś „na kanapie”.

Ale nie można spodziewać się po nim uprzejmości:

Nie bądźcie zaskoczeni, jeśli w trakcie kolacji wyciągnę komputer i zacznę pracować. Słabo słyszę w hałasie, i zamiast być znudzonym (bo nikogo nie rozumiem), wolę poczytać maile.

Dodatkowo mamy tu sporo wymagań technicznych związanych z celami fundacji Stallmana. Na przykład zamawiając mu bilety lub hotel należy unikać podawania jego nazwiska i płacić w gotówce. Nagrywając jego prelekcję, należy unikać opatentowanych formatów takich jak MP3, WMA lub RealAudio!

rms-bw

Wymagań dotyczących organizacji prelekcji Stallmana jest wiele. Można to zrozumieć, szczególnie że spędza dużo czasu podróżując, i chciałby uniknąć problemów organizacyjnych, jednak lektura wielostronicowego dokumentu (dostępnego na przykład tu) sprawia wrażenie obsesji i nerwicy natręctw.

Praca to główne zajęcie Stallmana, kieruje fundacją Free Software Foundation, nie pobierając pensji. Ma małe potrzeby, i stara się żyć bez zależności od pieniędzy, które jak twierdzi, tylko by go ograniczały.

A czym zawinił mu Steve Jobs, że tak ostro o nim się wypowiadał?

W 1993 roku, gdy Jobs pracował w swojej firmie NeXT, zwrócił się do Stallmana z pytaniem, czy może dystrybuować należący do projektu GNU kompilator gcc (gnu c compiler) w dwóch częściach, pod dwiema licencjami. Jedna pod akceptowaną przez projekt GNU GPL (Gnu General Public License), a druga pod bardziej restrykcyjną licencją napisaną przez prawników NeXT. Stallman uznał to za zagrożenie. Od tego czasu bacznie obserwował działalność Jobsa, i często komentował, że tworzy on „grodzone osiedla” (ang. walled garden) z których trudno wydostać się użytkownikom. I rzeczywiście, przez pewien czas była to prawda: na przykład kupując piosenki w sklepie iTunes, otrzymywało się wtedy zablokowany i zaszyfrowany plik, który trudno było przenieść na urządzenie nie pochodzące od Apple. Nie zmienia to jednak faktu, że wypowiedź była w złym guście. Do tego jednak Richard Stallman zdążył nas już przyzwyczaić – nie liczy się z opinią nikogo, i jest w sprawach wolnego oprogramowania idealistą.

Kim więc jest Richard Stallman? Idealistą, geniuszem, oszołomem? Może wszystkim po trochu. Wielu ludziom uświadomił istnienie ograniczeń własności intelektualnej (nie wolno przy nim używać tych słów), dzięki jego pakietowi i fundacji istnieje duży kawałek oprogramowania Linux, Windows, OS X i Android. Z drugiej strony chyba nie zauważył że nieumiejętnością pójścia na kompromis i czarno-białym myśleniem sam zrobił z otwartych programów opartych na licencji GPL grodzone osiedle.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement