Perły z lamusa: Indiana Jones and the Fate of Atlantis

Artykuł/Gry 22.05.2015
Perły z lamusa: Indiana Jones and the Fate of Atlantis

Mało kto nie chciał się przynajmniej raz w życiu wcielić w rolę Indiany Jonesa. Inteligentny, dowcipny naukowiec, który nie spędza przy tym dłużących się godzin za biurkiem, a w poszukiwaniu antycznych artefaktów (czy przy okazji prób ratowania świata) przemierza zapomniane obszary naszego globu. Niestety szanse na to, żeby stać się nim w prawdziwym świecie były dość niewielkie, ale żeby postrzelać z bicza nie trzeba było wcale wychodzić z domu.

Tytułowa gra nie była wprawdzie ani pierwszą, ani tym bardziej jedyną opisującą przygody słynnego z wielkiego ekranu archeologa, ale jest z całą pewnością jedną z ciekawszych tego typu pozycji. Jednocześnie jest jedną z niewielu gier, w które uwielbiałem grać w młodości (i którą był w stanie uciągnąć mój komputer), nawet pomimo tego, że nie rozumiałem z niej zbyt wiele. Mój angielski był w tamtych czasach na niezbyt wysokim poziomie i dopiero niedawno, po odkurzeniu tego tytułu, mogłem się w pełni nacieszyć tym, co oferuje.

Najciekawsze jest jednak to, że pomimo faktu, iż grę udało mi się te (mniej więcej) kilkanaście lat temu ukończyć (z pomocą solucji i starszych użytkowników), tym razem wcale nie nudziłem się, odtwarzając po prostu akcje z poprzedniej, dawnej rozgrywki. Przeszedłem całą grę od nowa z przyjemnością, nawet jeśli lokacje były praktycznie takie same. I nie mówię tu o kilku różnych zakończeniach.

indiana 2

Nie chodzi tu też zdecydowanie o oprawę gry. Grafika tej odsłony przygód Indiany Jonesa w dzisiejszych czasach z pewnością już nie zachwyca, choć moda na podobnie przygotowane wizualnie produkcje może tu być sporą zaletą. W warstwie dźwiękowej również „szału nie ma”, choć wersja ze świetnymi mówionymi dialogami z całą pewnością bardzo pomogła w ożywieniu tego niemego do tej pory spektaklu. Zresztą komu potrzebne w takim tytule cokolwiek poza muzyką otwierającą każdy z filmów o archeologu? Prawdopodobnie już teraz gra ona w głowie każdego z Czytelników.

Skoro więc nie gra, nie grafika i też nie tylko sentyment przyczyniły się do tak udanego powrotu do tej gry, to co za to odpowiadało? Odpowiedź jest prosta – trzy schematy lub tryby, w których można prowadzić rozgrywkę. To właśnie one sprawiały, że za każdym razem (o ile nie było ich za dużo) mieliśmy do czynienia z niemal zupełnie nową grą, a przynajmniej grą, która za każdym razem wymagała od nas odrobinę innych umiejętności.

Wybraną przeze mnie przed laty drogą była oczywiście ta najłatwiejsza – tzw. Fists, czyli taka, gdzie zdecydowaną większość problemów rozwiązywało się głównie pięściami, a nie główkowaniem. Dawało to wprawdzie mniej satysfakcji, ale za to sprawiało najmniej kłopotów, o ile ktoś potrafił odpowiednio szybko i właściwie klikać. Traciło się tu jednak wiele momentów, za które miliony ludzi uwielbiają przygodówki point-and-click. Momentu, kiedy udaje nam się połączyć wszystkie niezbędne elementy i przejść zbliżyć się o krok do końca gry. Wprawdzie nie wszystko dało się rozwiązać przemocą, ale szkoda jest kończyć grę tylko w taki sposób i uznać za „ograną”.

indie 5

O wiele ciekawsze i bardziej wciągające są dwa pozostałe tryby – zespołowy, gdzie musieliśmy korzystać z możliwości dwóch bohaterów, w tym naszej pięknej (choć odrobinę rozpikselowanej) towarzyszki oraz tryb samodzielny, gdzie zdawaliśmy się prawie wyłącznie na Indianę, a ten z kolei nie polegał wyłącznie na pięściach. Zabawa momentami mogła być dużo trudniejsza i wymagała więcej główkowania, ale satysfakcja była tutaj nieporównywalna.

Poza tym, co zresztą potwierdzają dziesiątki, jeśli nie setki komentarzy w sieci, w tej grze jest absolutnie wszystko, co powinno być w dobrej grze przygodowej. Świetna, odpowiednia dla klimatu filmów fabuła, podróże, badanie egzotycznych lokacji, tajemnice, zagadki, momenty trzymające w napięciu i chwile, kiedy pękaliśmy ze śmiechu. Nawet słaba na dzisiejsze czasy grafika nie jest tu zbyt wielką przeszkodą dla każdego, kto jest obdarzony chociaż odrobiną wyobraźni. W końcu to, co widzimy na ekranie może być tylko szkicem tego, co wyobraża sobie gracz. Zresztą i tak tła lokacji są nadal w wielu przypadkach wystarczająco klimatyczne.

indie 3

Scenariusz gry zasługuje przy tym na całkowicie osobną wzmiankę. Początkowo bowiem gra miała powstać na bazie odrzuconego scenariusza do jednego z filmów o Indianie Jonesie, jednak twórca gry… odrzucił go i postanowił stworzyć własną, zupełnie nową historię. Kto wie, czy w dzisiejszych czasach przystano by na jego warunki, czy może zmuszono go do stworzenia gry na podstawie tego, co dostał, bez najmniejszych negocjacji.

Dobrze jednak, że tak nie stało się wtedy. Prawdopodobnie bowiem nie moglibyśmy dziś, sporo ponad 20 lat po premierze pierwszej wersji tego tytułu, wspominać go z takim sentymentem. Nie mówiąc już nawet o tym, że według wielu osób, to właśnie na podstawie tego scenariusza powinien powstać ostatni film z archeologiem w roli głównej. Tak czy inaczej, jednego możemy być pewni i w jednym zgodzić się z komentatorami – to prawdopodobnie najlepsza i jednocześnie ostatnia dobra gra o przygodach Indiany Jonesa.

I zdecydowanie nawet dziś warto wydać na nią te kilka czy kilkanaście złotych.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement