Premier League robi to źle

Artykuł/Social media 16.08.2014
Premier League robi to źle

Dziś rusza nowy sezon Premier League. Wprawdzie Anglicy grają w piłkę niewiele lepiej od Polaków, za to ligę mają najlepszą na świecie (choć goni ich Bundesliga). Premier League to przy okazji niezwykły produkt: biznesowy, marketingowy, społeczenościowy. Niestety coraz częściej nieprzystosowany do współczesnego świata.

Piłka to gigantyczny biznes medialny. Coraz większy, zważywszy na to, że wydarzenia sportowe to jeden z ostatnich bastionów telewizji. Wciąż przyciągają setki milionów widzów przed ekrany, wciąż nie mają realnej konkurencji ze strony internetu.

Za prawa do transmisji telewizyjnych meczów angielskiej Premier League zapłacono w samej Wielkiej Brytanii 3 mld funtów (ok 3,6 mld euro) w 2013 r. Zapewne drugie tyle warte są transmisje sprzedawane poza UK.

Dodajmy do tego pozostałe pakiety: skróty meczów, prezentacje goli w dziennikach telewizyjnych i internecie. News Corp., który w UK jest właścicielem m.in. The Sun i Timesa, zapłacił za możliwość prezentowania goli w Sieci ponad 20 mln funtów w 2013 r.

Dużo, bardzo dużo.

W związku z tym, tym co kupili, średnio podobają się widzowie, którzy za pośrednictwem dobrodziejstw współczesnej technologii oraz najpopularniejszych fenomenów internetowych udostępniają swoje sportowe emocje innym.

Manchester United

Kilka dni temu Manchester United zabronił odwiedzającym Old Trafford widzom wnoszenia na stadion urządzeń z dużymi ekranami, czyli tabletów oraz notebooków. Powodu nie podał, ale chodzi zapewne o to, że władze notowanego na giełdzie piłkarskiego klubu nie życzą sobie, by widzowie nagrywali za ich pośrednictwem fragmenty meczów i potem udostępniali je online. Pewnie gdyby nie graniczyłoby to z totalnym absurdem, zabroniono by jeszcze wnoszenia smartfonów.

Władze English Premier League (EPL) poszły nieco dalej.

Chcą walczyć z widzami, którzy na Facebooku, Twitterze i Vine wrzucają krótkie, kilkusekundowe klipy z meczów. Najczęściej oczywiście goli lub najważniejszych momentów z boiska.

– To naruszenie praw autorskich i będziemy się starali zniechęcić fanów do takiego zachowania. Rozwijamy technologie, tj. crawlery GIF-ów, Vine’a, współpracujemy też bezpośrednio z Twitterem, by ukrócić tego typu praktyki – mówi BBC szef komunikacji EPL.

To gigantyczny błąd.

Na wielu płaszczyznach. Po pierwsze, nie raz nie dwa w przeszłości udowodniono, że media społecznościowe pomagają, a nie przeszkadzają biznesom medialnym poszerzając świadomość istnienia produktu, zachęcając ludzi do szukania informacji na jego temat, co skutkuje wyższą liczbą klientów.

Po drugie, jeśli nie na Facebooku, czy Vine, to widzowie szukający goli znajdą je w Google’u, czy w dziesiątkach aplikacji mobilnych, które specjalizują się w ich wynajdywaniu.

Po trzecie, nic bardziej negatywnie nie wpływa na wizerunek jak bezsensowna walka z klientami, których traktuje się jak złodziei i idiotów.

Po czwarte, negowanie naturalnych fenomenów społecznościowych, a takim jest dziś internet społecznościowy, jest z góry skazane na porażkę.

Taką postawą władze angielskiej Premier League więcej stracą, niż zyskają. I to znacznie szybciej, niż komukolwiek mogłoby się wydawać.

 

Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement