W Polsce o pokerzystach myśli się jak o postaciach w stylu Wielkiego Szu, tymczasem prawda jest zupełnie inna

Relacja/Technologie 21.08.2014
W Polsce o pokerzystach myśli się jak o postaciach w stylu Wielkiego Szu, tymczasem prawda jest zupełnie inna

Podczas gdy w Polsce wciąż panuje przekonanie, że poker to gra hazardowa, a ci co w nią grają zawodowo to postaci w stylu Wielkiego Szu lub Jamesa Bonda, tu w Barcelonie, gdzie odbywa się setny turniej z cyklu European Poker Tour mogłem przekonać się, jak bardzo jest inaczej.

Tysiące graczy z całego świata, w pełni profesjonalna obsługa medialna, włącznie z realizacją transmisji telewizyjnych na żywo w Sieci i dla Eurosportu, fantastyczna organizacja, której nie powstydziliby się organizatorzy największych branżowych konferencji – przyznaję, otworzyło mi to oczy, a także sprowokowało do myśli, jak absurdalnie archaiczni w traktowaniu tego sportu jesteśmy w Polsce.

ep 11 barcelona 2014

Tak, sportu. Poker na tym poziomie nie jest grą hazardową. Jest sportem, w którym liczą się umiejętności. Trochę takie jak w szachach, trochę takie jak w brydżu, trochę jak w tenisie, gdzie obok własnej dobrej formy, trzeba mieć rozeznanie strategii i stylu gry przeciwnika.

Grałem w meczu pokazowym z innymi przedstawicielami mediów zaproszonych przez PokerStars.com do Barcelony. W partii wzięło też udział dwóch zawodowców, a w zasadzie jeden profi pełną gębą Marcin Horecki, a drugi rzecznik prasowy stowarzyszenia Wolny Poker Mateusz Litewski. I kto wygrał? Oczywiście obaj zostali przy stole jako ostatni, między sobą rozstrzygając kwestię zwycięstwa.

Karta szła im dobrze? Nie, po prostu taki musiał być wynik partii pokera, w którym spotykają się ci, co grają w niego zawodowo i totalni amatorzy. Bo poker to nie hazard, to sport.

Chwilę po naszej partii miał miejsce finał jednego z większych turniejów pobocznych Super High Roller, obok tego głównego. Wpisowe – jedyne 50 tys. euro. Na stole w finale do wygrania było… 1 mln euro, a w zasadzie to 900 tys. euro, bo regulamin dopuszcza dogadanie się zawodników odnośnie tego, w jaki sposób będą dzielić wygraną. Dwaj finaliści zdecydowali, że biorą po 800 tys. euro, a ten, kto wygra finał weźmie dodatkowe 100 tys.

Wygrał Olivier Busquet, który nie był typowany do zwycięstwa. Zresztą prywatnie bliski kolega Daniela Colmana, którego pokonał w finale. Obaj finaliści mieszkają w jednym pokojowym hotelu w Barcelonie.

ept - high roller final

Busquet to jedna z legend tego sportu. Ten amerykański 32-latek w turniejach zarobił już ponad 4,5 mln dol. Jego finałowy przeciwnik, 23-letni Colman to jedno z największych objawień ostatnich dwóch lat. Zarobił ponad 17,5 mln dol., co plasuje go na szóstym miejscu najlepiej zarabiających pokerzystów na świecie.

Grają i wygrywają nie tylko Amerykanie. Mnóstwo tu Polaków, w tym gwiazda ostatnich miesięcy w Polsce Dominik Pańka – polski pokerzysta, który wygrał niedawno 1,5 mln dol. w turnieju na Karaibach.

Polscy gracze chętnie tu przyjeżdżają, bo jak tłumaczy mi Mateusz Litewski, Polska honoruje prawo o braku podwójnego opodatkowania. To co zarobią, będzie ich po odjęciu podatku dochodowego. W Polsce legalnie na pokerze zarobić jest trudno. Opiszę ten polski absurd w oddzielnym tekście.

Tu w Barcelonie fascynuje co innego – przekrój pokerzystów.

Jest niesamowity: młodzi hipsterzy i zaawansowani wiekiem dżentelmeni pod krawatem, zwykli kolesie w koszulce i dżinsach, a obok odtłuszczeni i łysiejący tatusiowie, panowie o twarzach przypominających cinkciarzy pod późno-PRL-owskimi Peweksami, którzy przy jednym stole grają z poważnymi biznesmenami.

Przy Kasynie Barcelona, gdzie odbywa się turniej przekrój najnowszych i najbardziej ekstrawaganckich samochodów, ale przy stolikach siedzą też zwykli kolesie, którzy przyjechali tu z 20 euro w kieszeni, by spróbować swoich sił. Zdarzało się w przeszłości, że i tacy wygrywają, choć głównie to domena zawodowców.

ept - pokerzysci

Zawodowiec trenuje po kilka, kilkanaście godzin dziennie. W sieci, gdzie rozgrywa setki tysięcy rozdań w ciągu roku i na szeregu turniejów, gdzie potyczkuje się z innymi profi. Po każdym turnieju analizuje każde rozdanie, każdy ruch znanego mu przeciwnika, każdą decyzję odnośnie bidowania, czy pasowania.

Gdy przechadzam się po wielkiej hali z ponad 70 stolikami, przy którym przy każdym siedzi przynajmniej 7, 8 graczy, jedyny dźwięk, który słyszę to szelest żetonów.

Niesamowity to dźwięk. Fascynujący i oszałamiający. Łatwo ulec jego czarowi.

Dołącz do dyskusji

Advertisement