Michał Szafrański zarobił na blogu 178 tys. w 3 miesiące. Pytamy go, czy nie boi się, że Polacy mu tego nie wybaczą

Artykuł/Technologie 11.08.2014
Michał Szafrański zarobił na blogu 178 tys. w 3 miesiące. Pytamy go, czy nie boi się, że Polacy mu tego nie wybaczą

Blog Michała Szafrańskiego Jak oszczędzać pieniądze szturmem wdarł się w ścisłą czołówkę najbardziej rozpoznawalnych polskich blogów. Nie może to jednak dziwić zważywszy na to, Michał zdecydował się na pełną transparentność finansową swojej blogowej działalności. I o ile, gdy zarabiał po tysiąc, czy dwa miesięcznie, to traktowano go z przymrużeniem oka, to jednak gdy zarobił 69 tys. zł w tydzień jego popularność wystrzeliła niczym z procy!

Wizyty w telewizjach śniadaniowych, okładki w gazetach i jedynki na portalach, zaproszenia na konferencje – to wszystko spadło na Michała w czerwcu tego roku, gdy ogłosił wyniki niesłychanie udanej akcji z jednym z banków.

Dziś ogłosił, że w trzy miesiące, pomiędzy kwietniem a czerwcem 2014 r. zarobił łącznie 177 868,09 zł i zapewne czeka go zderzenie z kolejną falą popularności. My zadajemy mu fundamentalne pytanie: czy nie boi się, że Polacy mu tego sukcesu nie wybaczą.

Blog Michała Szafrańskiego
Blog Michała Szafrańskiego

Przemysław Pająk, Spider’s Web: Michał, w 3 miesiące na blogowaniu zarobiłeś prawie 178 tys. zł, czyli tyle ile „normalny” Polak w 3 lata. Nie wstyd Ci?

Michał Szafrański, Jak oszczędzać pieniądze: Nie jest mi wstyd, bo cały czas ciężko na to pracuję (zaraz podniosą się głosy, co to znaczy “ciężko”). Cały czas zastanawiam się jednak, czy nie wyrządzam komuś krzywdy taką transparentnością. Ale naiwnie wierzę, że jest to inspirujące. Staram się pokazywać nie tylko kwoty, ale również drogę, jaką do nich dochodzę.

A na poważnie, Kuba Wojewódzki życzył ostatnio Lewandowskim, żeby Polacy wybaczyli im sukces. Nie boisz się, że Tobie nie wybaczą?

Pewnie, że się boję. Ale naprawdę irytuje mnie to, że temat pieniędzy jest wielkim tabu. Narosło sporo mitów i animozji wokół zarówno wokół tematu oszczędzania, jak i zarabiania. Jeśli tego nie akceptuję, to próbuję zmieniać. Chcę być konsekwentny chociaż swoje obawy mam.

Nie wierzę, że nie miałeś nigdy przykrej sytuacji związanej z tym, że ujawniasz ile zarabiasz na blogu.

To zależy jak definiujemy „przykrą sytuacją”. Negatywnych komentarzy w Internecie nie uznaję za “przykre”, bo rozmijają się z moją rzeczywistością. Na szczęście, jak na razie, “przykre sytuacje” nie wykraczają poza komentarze. Myślę, że jestem dosyć wiarygodny w tym co robię i transparentność raczej pomaga niż przeszkadza. Wierzę w to i chcę w to wierzyć nadal.

Rozumiesz jednak, że robisz coś wyjątkowego, niestandardowego w Polsce?

Tak, mam tego pełną świadomość. Mam nadzieję nie polec w tej “walce”, tak jak to z pionierami czasami bywa. Robię to jednak z rozmysłem. Kiedyś napisałem o tym na blogu: mi samemu bardzo trudno byłoby uwierzyć we wskazówki czy przemyślenia finansowe kogoś kogo nie znam. Jawność moich finansów – to było podstawowe założenie mojego bloga. Chciałem żeby każdy mógł zobaczyć i sam podjąć decyzję, czy warto słuchać (albo czytać) to co mam do powiedzenia. Moje raporty finansowe przecinają jakiekolwiek podejrzenia o to, że jestem studentem bez grosza przy duszy, który wymądrza się na temat oszczędzania, a sam nie ma nawet 2000 zł “zaskórniaków”.

Wywiady w telewizji, jedynki w największych polskich mediach, zaproszenia na konferencje w roli prelegenta, kolejne propozycje finansowe – odbiła Ci już sodówka, czy nie?

Po czynach Cię ocenią. Ja uważam, że nie. Oczywiście oceniając mnie z zewnątrz można odnieść wrażenie, że wszędzie mnie pełno. Tylko nie mylmy jednego z drugim. Oczywiście zależy mi na tym, żeby zwiększać zasięg mojego bloga i by odwiedzało go jak najwięcej osób, które być może skorzystają finansowo na tym co piszę. Każdą fajną okazję do jego promocji (lub własnej osoby) staram się mądrze wykorzystywać – swoją drogą bardzo dziękuję za zaproszenie do rozmowy :) Ale z drugiej strony jestem zwykłym gościem, który cieszy się z tego, że udaje mu się wiązać koniec z końcem. Staram się trzymać koszty na w miarę stałym poziomie i cieszę się z tego co mam. Potrzeby mam w zasadzie dużo mniejsze niż 10 lat temu. Z wiekiem układa mi się w głowie.

Michał Szafrański

Jak reagują na Twoje sukcesy rodzina i znajomi? 

Ja jestem typem odludka. Dobrych znajomych mam niewielu. Rodzina z jednej strony cieszy się, że nie musimy dokładać do tego “blogowego interesu”, ale z drugiej – ciągle ma mnie za mało. Jestem pracoholikiem. Angażuję się maksymalnie w to co robię. Z zewnątrz zarabiane kwoty bardzo fajnie wyglądają, ale przypomnę, że rok temu rzuciłem pracę na etacie, a kredyty same się nie spłacą. Cieszymy się jednak, że tak szybko udało się przestać “palić oszczędności”.

Opowiedz nam pokrótce swoją historię. Rzuciłeś korpo i powiedziałeś, że zostajesz blogerem – tak to było?

Nie pracowałem w korpo :) Pracowałem w fajnej, średniej wielkości firmie informatycznej zatrudniającej około 50 osób. Robiliśmy fajne rzeczy: projekty dla operatorów telekomunikacyjnych, banków, mediów. Ja byłem panem dyrektorem odpowiadającym za rozwój biznesu. 10 lat pracy i spowszedniało mi to co robiłem. Jednocześnie czułem, że chcę dawać coś więcej innym niż produkty informatyczne. Trochę mi się w głowie poprzestawiało po wypadku, przez który przeszedłem w 2007 roku.

To skąd nagle porady odnośnie oszczędzania pieniędzy?

Zawsze dobrze radziłem sobie ze swoimi finansami. Nie było w tym nic specjalnego, ale okazało się, że znajomi – nawet lepiej zarabiający – radzą sobie gorzej. Ja byłem tym gościem, który zawsze miał “pożyczyć do pierwszego”. To dojrzewało stopniowo, przez lata. Ktoś doradził mi “podziel się swoimi patentami z innymi”. Zignorowałem to. A potem przyszedł impuls – może rzeczywiście coś w tym jest. Szukałem sposobu na to. Nie czytałem blogów. Uważałem je za “pamiętniki nastolatek” pełne zdjęć jedzenia. Zacząłem szukać wzorców. W Polsce nie znalazłem niczego godnego naśladowania. Wpisałem “how to start a blog” w Google i trafiłem na blog Pata Flynna. Zobaczyłem, że jest uczciwy, rzetelny, transparentny, dzieli się wiedzą i przy tym świetnie zarabia. Pierwsze punkty z tej listy bardzo mi pasowały. Ostatni – czyli utrzymywanie się z bloga – był w kategorii niedoścignionych marzeń.

Założyłeś bloga i odszedłeś z pracy? Tak po prostu?

Wystartowałem w lipcu 2012 i dałem sobie czas do końca 2012 r. Chciałem sprawdzić, czy potrafię blogować regularnie, czy potrafię kogoś zainteresować tym, co mam do powiedzenia. Udało się. Pomimo, że na blogu miałem zarobione dopiero kilkadziesiąt złotych, to czułem, że inwestując dużo więcej czasu, będę w stanie zarabiać na blogu. W styczniu 2013 roku powiedziałem szefowi, że odchodzę z pracy. Po pół roku mogłem 100% energii zainwestować w blog.

I ot tak zacząłeś po prostu zarabiać na blogu?

Dla jasności: miałem grubą „poduszkę finansową”. Oszczędności, które pozwoliłyby mi przeżyć ponad rok bez żadnych przychodów. I właśnie ten rok-dwa dawałem sobie na “rozbujanie” bloga. Moja firma była dochodowa już na koniec 2013 roku. Rezultat był dużo lepszy od mojego “najczarniejszego scenariusza”. A ten rok jest po prostu niesamowity. Staram się mieć do tego dystans.

To teraz powtórzę pytanie: nie wstyd Ci mówić o sobie per „bloger”? Pytam, bo ja się trochę wstydzę… Ostatnio jeden z członków dalszej rodziny, po tym jak powiedziałem mu czym się zajmuję, to zapytał mnie jak do tego podchodzi urząd skarbowy…

Dlaczego miałbyś się tego wstydzić? Moja ambicją jest odczarowywanie tego “zawodu” :) Moi Czytelnicy doskonale rozumieją, że blogerzy są różni. Ja staram się pokazywać, że można uprawiać wartościowe blogowanie, przydatne dla innych. Podnoszę poprzeczkę dla siebie i mam nadzieję, że dla innych także, w pozytywnym znaczeniu. Bardzo zależy mi na tym, by czytać świetne polskie blogi poradnikowe – w różnych obszarach – i nie oglądać się na blogosferę amerykańską.

Ok, to co dalej? Będziesz dalej publikował swoje zarobki?  

Taki mam plan. Mam nadzieję, że nic tego nie zaburzy.

Jak dojdziesz do miliona miesięcznie, to też?

Nie sądzę bym tyle zarabiał miesięcznie, ale jeśli już fantazjujemy, to bardzo bym chciał żeby do tego momentu takie publikacje wzbudzały przede wszystkim pytania o to, jak to zrobiłem, a nie oszczerstwa. Dzisiaj dużo energii wkładam w to, by Czytelnicy rozumieli skąd biorą się te przychody i by potrafili zastosować moje sposoby dla własnej korzyści. Niczego nie ukrywam i wierzę, że takie podejście spowoduje również akceptację tego, że ja zarabiam dużo pieniędzy. Może jestem w tym zbyt naiwny, ale taki już jestem. Wierzę w to, że dobro wygrywa.

Patrząc na strukturę Twoich przychodów widać, że jest ona uzależniona bardzo od jednej akcji. Nie boisz się, że kolejne kwartały mogą być znacznie gorsze?

W tym roku mamy tą jedną akcję – “Elementarz Inwestora” prowadzony wspólnie ze Zbyszkiem z bloga App Funds. W przyszłym roku będą to inne akcje. Ja staram się sukcesywnie budować moje “blogowe imperium” stając na wielu nogach: współprace komercyjne na blogu, afiliacja, własne produkty – jeden kurs online już udostępniłem, piszę książkę, występuję na konferencjach (odpłatnie i nieodpłatnie). Uwzględniając jeszcze niepublikowane przychody za lipiec i sierpień – plan finansowy na ten rok już zrealizowałem z nawiązką. Kolejne kwartały mogą być dużo słabsze.

Planujesz przychody, czy raczej lecisz na żywioł?

Planuję. Nie tyle przychody, co aktywności i działania, które generują przychody. Ale tak jak powiedziałem wcześniej: mam ten luksus, że mam oszczędności, więc nie muszę zarabiać tu i teraz. Mogę spokojnie koncentrować się na realizacji tych pomysłów i projektów, które dadzą mi zarobić, np. w styczniu/lutym 2015. Grunt to niczego po drodze nie skopać i zbytnio się nie rozdrabniać.

Obserwuję Cię od dawna. Ty zawsze jesteś uśmiechnięty, miły, niezwykle uczynny i kulturalny. Taka postawa zawsze wydaje mi się nieco podejrzana. Ściemniasz, nie?

Hahaha, skoro mnie takim widzisz, to gdzie tu ściema? Miałem cztery bardzo ciężkie lata w swoim życiu (po wypadku). Pisałem o tym tutaj: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/z-wozka-inwalidzkiego-do-maratonu Wtedy robiłem dobrą minę do złej gry. Czułem, że nie żyję moim życiem. Po czymś takim miałem dosyć. Staram się dawać innym to, co sam chcę od nich otrzymywać. I wiesz co? Udaje się. Sam jestem zaskoczony czasami… Oczywiście mam swoje gorsze momenty, ale staram się z nimi nie afiszować. Najważniejsze, to nie szkodzić innym. A jeśli mogę pomagać i dużo mnie to nie kosztuje – to czemu nie?

Z centralnego - ze świeżo upieczonym autorem Andrzejem Tucholskim z jestkultura.pl
Z centralnego – ze świeżo upieczonym autorem Andrzejem Tucholskim z jestkultura.pl

Dałeś kiedyś komuś w mordę?

Tak. I do dzisiaj to powraca jak bumerang. Święty nie jestem.

No dobra, to co dalej? Wiesz, że za niedługo blog może być dla Ciebie za mały. Własna agencja, czy może kariera w telewizji?

Niepotrzebne mi to. Odchodząc z firmy marzyłem o tym, by stworzyć sobie taki odmiejscowiony biznes, w którym nie sprzedaję swojego czasu za drobne, nie zależę od lokalizacji i od innych osób. Pierwsze da się zrealizować, drugie też. Trzeciego – nie. Nie warto wszystkiego robić samemu. Cieszę się, że zarabiam tyle, by móc płacić innym za wsparcie. Dzisiaj zadaniowo współpracuję z kilkoma osobami i chciałbym by tak zostało. Blog w tej formule może być za ciasny, by pomieścić wszystkie moje plany, ale ja wiem, że jest przede mną jeszcze ogrom „pracy u podstaw” do wykonania. Według różnych danych od 2/3 do 3/4 Polaków nie ma żadnych oszczędności. Ja już wiem, że mam szansę to zmieniać. Osoba po osobie. I to chcę robić.

Czego możemy Ci więc życzyć w ujęciu kwartalnym i rocznym?

Życz mi ogólnie żeby nie brakowało wokół mnie dobrych ludzi, żebym potrafił dobrze trafiać w potrzeby Czytelników, żebym miał wystarczająco dużo sił, by kontynuować to co zacząłem, żeby mi sodówa nie odbiła i by ludzie wierzyli, że uczciwość i pieniądze nie muszą stać w sprzeczności. Oby takiej normalności było jak najwięcej – dla dobra nas wszystkich.

To tego właśnie Ci życzę, Michale!

Dziękuję!

_

fot. credit (zdjęcie główne) Zoe Nameche

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement