Temat tygodnia: E-sport i IEM w Katowicach – czy to prawdziwy sport i mistrzostwa, czy wciąż tylko hobby garstki zapaleńców?

Artykuł/Gry 16.03.2014
Temat tygodnia: E-sport i IEM w Katowicach – czy to prawdziwy sport i mistrzostwa, czy wciąż tylko hobby garstki zapaleńców?

Nie mogło być innego tematu tygodnia na Spider’s Web! Intel Extreme Masters 2014 to wielkie wydarzenie nie tylko branży growej, ale całej sceny technologicznej w Polsce. Nasi blogerzy próbują się zmierzyć z fenomenem e-sportu: czy to już prawdziwy sport, a IEM to rzeczywiście prawdziwe igrzyska?

jaroszewski damianDamian Jaroszewski: E-sport to dla mnie temat dość nowy. Kilka miesięcy temu oglądałem pobieżnie zmagania najlepszych graczy FIFA 14 w Polsce, bo sam chciałem wziąć udział w eliminacjach, ale zabrakło mi jaj, żeby to zrobić. Niemniej turniej w Katowicach, a przede wszystkim zmagania Virtus.pro śledziłem dokładnie i strasznie się nimi emocjonowałem. Byłem wręcz zdziwiony, jak bardzo podobało mi się oglądanie tego, jak inny ludzie grają i to w Counter Strike’a, w którego grałem ostatni raz jakieś… pewnie 10 lat temu. Po IEM jestem jednego pewien – zmagania e-sportowców są zdecydowanie ciekawsze niż mi się do tej pory wydawało.

Czy można to nazwać sportem? Myślę, że jak najbardziej. Profesjonalne granie spełnia wszystkie wymagania ku temu, aby uznać to właśnie za sport. Trzeba trenować, trzeba mieć talent, są turnieje, są sponsorzy, są wielkie nagrody i są kibice, a pewnie nawet niewielka sława (jestem pewien, że dużo więcej Polaków wie dzisiaj kim są Taz, Pasha czy też Neo – ja jestem wśród nich). Czemu nie uznawać by tego za sport? To trochę jak z szachami, nie biega się, nie skacze, nie ma wysiłku stricte fizycznego, chociaż podejrzewam, że taki pojedynek jest wyczerpujący, ale jest rywalizacja.

Niestety pytanie o przyszłość e-sportu jest dla mnie zbyt trudne. Nie znam realiów, czy też przeszłości profesjonalnego grania. Po tym, co zobaczyłem na streamie z Katowic, wydaje się, że przed e-sportowcami stoją wielka przyszłość, pieniądze, sława i kobiety. Chciałbym, żeby tak było. Jaka będzie rzeczywistość? Trudno na to odpowiedzieć. Jeśli pojawią się sponsorzy, to będzie też rozwój.

kosinskiDawid Kosiński: e-sport jest dla mnie kolejną, bardziej nowoczesną formą rywalizacji. Skoro mamy gry komputerowe, to rywalizacja najlepszych graczy w ligach i turniejach jest z całą pewnością gratką dla fanów danych tytułów. Słowa te piszę podczas Intel Extreme Masters, pierwszej takiej growej imprezie, w której biorę udział. Dwa dni spędzone w Katowicach sprawiłem, że zacząłem inaczej patrzeć na gaming. O ile wcześniej absolutnie nie rozumiałem, po co mam oglądać czyjąś grę, to teraz na pewno będę to od czasu do czasu robił. Dlaczego? Bo jest to cholernie ciekawe, a w przeciwieństwie do piłki nożnej, wszystkie rozgrywki są na wyciągnięcie ręki w Internecie i mogę oglądać je bez wykupowania kosztownej subskrypcji pakietów telewizyjnych.

Czy jest to sport? Jak dla mnie nie, bo choć łapie się do definicji sportu, to osobiście uważam sport za coś, przy czym pracuje ciało, a nie umysł. Zapewne część osób w komentarzach zechce mi podać przykład szachów, jako dyscypliny sportowej. Wyjdę na maksymalnego ignoranta, ale dla mnie to też nie jest sport. Zarówno przestawianie figur na szachownicy, jak też bawienie się w wirtualnego terrorystę to dla mnie po prostu gra. Z tego powodu do pomysłów takich jak Counter Strike na olimpiadzie podchodzę z ogromnym sceptyzmem. W ogóle wydaje się, że nazwa e-sport to udany chwyt marketingowy, którego celem było wepchnięcie gier do mainstreamu.

Jaka będzie przyszłość e-sportu? Bardzo dobra, nie przyjmuję do wiadomości innej opcji. Gry wideo są rozrywką o popularności porównywalnej z filmami, a za popularnością idą pieniądze. Różnego rodzaju lig, pucharów i wydarzeń związanych z grami komputerowymi będzie coraz więcej, bo to świetny biznes, na którym można zarobić ciężkie pieniądze. Gracze chcą rywalizować, widzowie chcą to oglądać, firmy chcą się na eSporcie i eSportowacach promować. I w ogóle mi to nie przeszkadza, bo choć LOLa czy Counter Strike’a nie mogę nazwać sportem, to jeszcze raz podkreślam, że cyfrową rywalizację ogląda się równie przyjemnie jak siatkówkę, piłkę nożną czy wyścigi samochodowe.

grabiec nowePiotr Grabiec: O swoim podejściu do e-sportu pisałem już w pierwszej części swojej relacji z Intel Extreme Masters 2014 i nie ma sensu, żebym się powtarzał. W skrócie wygląda to tak, że do tej pory uznawałem to za dość niszową rozrywkę bandy rozemocjonowanych geeków. Obecność na imprezie tego kalibru zmieniła mi optykę i ja już patrzę na to jak na zwykły sport, który spokojnie można ustawić obok piłki nożnej, golfa albo… szachów.

Intel zresztą zaprosił na IEM2014 wielu dziennikarzy i blogerów, którzy nie mieli związku z tą dziedziną do tej pory. Jestem przekonany, że większość, jeśli nie wszyscy goście, którzy do tej pory się tym nie interesowali, zmienili podejście do e-sportu z nieco lekceważąco-pobłażliwego na jak najbardziej poważne. Trudno zresztą o inną reakcję, jak widzi się na miejscu takie zbiorowe podniecenie.

E-sport to naprawdę poważna sprawa, a nie tylko fascynacja garstki rozentuzjazmowanych geeków, czy jak pozwolilem sobie wczoraj przerysować, “pryszczatych nerdów”. Owszem, sporo osób na widowni, z całym moim do nich szacunkiem, przypominała stereotypowego gracza, który nie widuje światła słonecznego, a ze światem komunikuje się przez Facebooka i chat Steama – ale było też sporo nieutożsamianych zwykle z “poważnym gamingiem” dziewczyn i ludzi starszych.

Rzecz jednak w tym, że tysiące ludzi, głównie młodych, zjawiło się w Spodku, żeby oglądać zawody razem, chociaż mogli robić to równie dobrze na monitorze komputera lub wyświetlaczu tabletu w samotności, w owolnym innym miejscu. Emocjonują się osiągnięciami swoim ulubionych drużyn i oglądanie zmagań mistrzów świata po prostu sprawia im frajdę. Miałem okazję zresztą zamienić kilka słów z osobami, które aktywnie grają w LoL-a i poprosiłem o przybliżenie mi tematu – uderzyło mnie, z jaką pasją potrafią o tym opowiadać.

Nadal nie wszystko rozumiem, i nie zainstaluję nowego Counter Strike’a po powrocie. Nie zacznę śledzić tabel, nie będę jeździł na kolejne edycje tego typu wydarzeń rozsiane po całym świecie. Grając na komputerze wolę zupełnie inny typ wirtualnej rozrywki, ale nie przeszkadza mi to w uznaniu e-sportu za coś poważnego. Nie widzę też powodu, dlaczego nie miałby on się nie rozwijać, tak jak każdy inny “prawdziwy” sport.

Gry komputerowe to nie tylko przyczyna morderstw i ogólnej degeneracji, ale też naprawdę dobry sposób na spędzanie wolnego czasu. Owszem, tyłek przyrasta do fotela, mięśnie zanikają, a wzrok się psuje… Tylko czy tego samego nie można powiedzieć o wspomnianych przeze mnie na początku szachach lub brydżu?

przemek pająkPrzemysław Pająk: a jestem totalnie zaskoczony. Zarówno skalą zjawiska e-sportu, jak i organizacji Intel Extreme Masters.

Dotychczas, a w zasadzie do 2013 r., wydawało mi się, że zjawisko e-sportu to nie jest jakiś wybitnie istotny fenomen społeczno-technologiczny, lecz jedynie stosunkowo niewielka garstka zapaleńców, którzy świata nie widzą poza graniem.

Oczy otworzył mi IEM w poprzednim roku, a ugruntowało tegoroczne wydanie e-sportowych igrzysk organizowane przez Intela w Katowicach. Wystarczy powiedzieć, że zakorkowane odwiedzającymi katowicki Spodek były w ten weekend nie tylko same Katowice, lecz także miasta ościenne, w tym mój Sosnowiec. Takie tłumy ostatni raz widziano tu, gdy polska reprezentacja w piłkę nożną grała super ważne mecze na Stadionie Śląskim. Nawet kochana w naszym kraju siatkówka, która często gości w Spodku, nie gromadziła tylu przyjezdnych gości.

O ile ciągle wstrzymywałbym się przed nazywaniem e-sportu jedną z kategorii tego „normalnego” sportu, o tyle zjawisko to na pewno zasługuje na swoją własną identyfikację medialną.

Wielkie brawa także dla Intela. Po pierwsze za naprawdę kapitalną robotą PR wokół samego IEM, a po drugie za znalezienie dla siebie nowej naprawdę ważnej niszy komunikacyjnej.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement