Smutny hashtag Miejskich Zakładów Autobusowych

Felieton/Social media 24.01.2014
Smutny hashtag Miejskich Zakładów Autobusowych

Miejskie Zakłady Autobusowe w Warszawie chcą, żebym zalajkowała je na fejsie. I użyła hashtagu #mzawarszawa. Dlaczego miałabym lajkować MZA i pisać pod ich hashtagiem?

Wczoraj napisałam. O brudnej szybie. Wpadło mi do głowy, że mogłabym używać hashtaga do zabijania nudów, gdy autobus się spóźnia. A stronę na fejsie mogłabym lajknąć, bo przecież kocham MZA. I tak zachęcają!

Dzisiaj wszystko musi być na fejsie i mieć własny hashtag. Lokalna firma budowlana, budka z warzywami i urząd w Pcimiu Dolnym. Pozdrawiam Pcim.

Szkoda, że jest to takie tworzenie profili dla samej sztuki tworzenia profili i próby tworzenia czegoś bez pomysłu.

Pamiętacie akcję McDonald na Twitterze, która polegała na dodawaniu hashtaga do historii o McDonaldzie? Miało być miło i przyjemnie, zrobiło się okropnie gdy hashtag został wykorzystany do wrzucania historii o paznokciach znalezionych w jedzeniu, zatruciach i innych negatywach.

Jednak McDonald wzbudził chociaż jakieś zainteresowanie. MZA nie potrafi nawet tego.

Pusta informacja zachęcająca do aktywności w kanałach społecznościowych wyświetla się smutno w Warszawskich autobusach. Na Twitterze pod tagiem straszy całe 8 wpisów, pierwszy już z listopada, z czego 3 wpisy mają wydźwięk mocno krytyczny. Na Facebooku cały, szalony jeden wpis. Sprawdziłam też Instagram – 11 zdjęć.

W sumie więc hashtag #mzawarszawa został użyty całe szalone 20 razy, z czego połowę by skomentować samą akcję promocyjną. A raczej skrytykować. Profil MZA na fejsie polubiło nieco ponad 900 osób.

A przecież takie pomysły mają ogromny potencjał. Przecież można byłoby pokierować wpisy w stronę dzielenia się ciekawostkami czy historiami, może nawet zorganizować jakiś konkurs. Co ja tam jednak wiem.

Wszyscy słyszeli, że social media są modne. Że wszyscy siedzą na Facebooku i tam trzeba być. Problem w tym, że nie zawsze przekłada się to na realne korzyści dla odbiorców – sam aspekt informacyjny to często za mało. Przeciętny podróżny jeździ autobusem, ale nie pasjonuje się nim. Przeciętny podróżny ze smartfonem i dostępem do internetu skorzysta ze strony ZTM by dowiedzieć się dlaczego autobusy nie dojeżdżają, sprawdzi serwisy lokalne, może nawet profil MZA na fejsie, ale… po co ma go lajkować?

Lajk oznacza sympatię, którą na dodatek okazuje się publicznie wszystkim znajomym. Oznacza też kolejną stronę, z której wpisy będą pojawiały się lub nie w strumieniu.

Użycie wciąż niepopularnego w Polsce hashtaga musi mieć jakiś cel. Samo dorzucanie taga do wszystkich wpisów wysłanych z autobusu – np. o tym, że siostra urodziła dziecko czy newsów – też mija się z celem.

No ale trzeba być w soszyl midia!

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement