Facebook oskarżony o bardzo poważne naruszenie prywatności

News/Social media 03.01.2014
Facebook oskarżony o bardzo poważne naruszenie prywatności

Swego czasu bulwersowaliśmy się nad praktykami Google’a, który analizuje naszą prywatną korespondencję. W tym roku wyrażaliśmy gniew na amerykański rząd i praktyki NSA. Być może styczeń upłynie pod znakiem jak najbardziej zasłużonego „hejtu” w stronę Facebooka.

Już chyba dawno do większości z nas dotarło, że Internet nie jest darmową usługą, i nie mam na myśli tu tylko opłaty dla jego dostawcy. W Internecie płacimy za wszystko, tyle że niekoniecznie gotówką. Czasem jesteśmy zmuszani do oglądania reklam w zamian za treści i usługi, a czasem wręcz musimy się zgodzić na przetwarzanie naszych prywatnych danych.

Jeżeli chodzi o to przetwarzanie, to również bywa z tym całkiem różnorodnie.

Niektórzy ograniczają się tylko do śledzenia naszych poczynań. Inni w swoich regulaminach roszczą sobie prawa do analizowania naszych plików w chmurze, maili i czatów.

Nauczyłem się to tolerować, pod warunkiem, że jestem o tym procederze gdzieś informowany. Mam przecież wybór. Nie mam obowiązku korzystania z danego konta pocztowego, wyszukiwarki czy innej usługi. Mogę sam zdecydować, czy chcę płacić swoją prywatnością, czy też udać się do konkurencji. Problem zaczyna się jednak, gdy coś ktoś robi z moją własnością nie informując mnie o tym.

Bardzo możliwe, że już wkrótce będę musiał rozważyć moją przyszłość na Facebooku. Bardzo nie lubię, jak ktoś pogrywa ze mną nie fair.

Z tego powodu ograniczyłem swoją bytność na wielu usługach, być może Facebook do nich dołączy.

Ale o co właściwie chodzi?

Zanim wyjaśnię, muszę zaznaczyć jedno: jak donosi ZDNet, Facebook jest oskarżony o pewne praktyki. Jednak niczego mu nie udowodniono. Możliwe, że ten najpopularniejszy portal społecznościowy na świecie padł ofiarą pomówienia. Zastanówcie się nad tym, zanim zareagujecie impulsywnie. A teraz: do rzeczy.

mark zuckerberg

Otóż przeciwko Facebookowi został wystosowany pozew o charakterze zbiorowym. Portal ten, rzekomo, wbrew swojemu regulaminowi i publicznym deklaracjom, udostępnia treści prywatnych wiadomości reklamodawcom, dzięki czemu ci mogą skuteczniej dobierać reklamy do danego użytkownika.

Jest to nie tylko sprzeczne z samym regulaminem, ale stanowi również naruszenie kalifornijskiego prawa dotyczącego ochrony prywatności.

Facebook, rzecz jasna, twierdzi, że to nieprawda. Przyznał przy okazji innego konfliktu, że rejestrowane są wklejane przez użytkowników hiperłącza, tylko w celach analizy ruchu internetowego z i do tego portalu społecznościowego i że żadne inne dane z systemu prywatnych wiadomości nie są w żaden sposób przetwarzane.

Strona pozywająca domaga się kary w wysokości stu dolarów za każdy dzień naruszania prywatności lub 10 tysięcy dolarów dla każdego obywatela Stanów Zjednoczonych, który stwierdzi, że został przez Facebooka w ten sposób poszkodowany.

Wątpliwym jest, by te żądania zostały spełnione, nawet jeśli sąd uzna, że Facebook faktycznie dopuścił się tego typu praktyk.

Jeżeli jednak zostanie uznany winnym, to będzie to duża skaza na i tak już mocno splamionym wizerunku tej sieci. Nie łudźmy się, że to oznacza koniec Facebooka, i że teraz wszyscy uciekną na Google+ lub coś jeszcze innego. Facebook jest na to za duży, a na dodatek większość jego użytkowników zapewne nawet się nie dowie o całej awanturze. Nie zmienia to jednak faktu, że wizerunek giganta nie jest zbyt korzystny, a nawet takiemu molochowi sąd jest w stanie przyznać dotkliwą karę finansową. Ciężko też się spodziewać zadowolenia akcjonariuszy.

Co więc należy robić? To powinna być decyzja indywidualna, każdego z nas. Jeżeli okaże się, że Facebook faktycznie jest winny (a przypominam, tego jeszcze nie stwierdzono), to warto się zastanowić nad tym, czy dalej korzystać z usługodawcy, który w tak obrzydliwy sposób łamie warunki umowy. Nie będzie to łatwa decyzja dla aktywnych Facebookowiczów, takich jak ja, bo ów serwis to wspaniała platforma do komunikacji na przeróżne sposoby z najbliższymi i znajomymi. Ale czy ta wygoda jest tego warta?

Zdjęcia Facebook is trialling a pay-to-message feature oraz Facebook CEO Mark Zuckerberg  pochodzą z serwisu Shutterstock. 

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement