Wściekłe Ptaki w służbie NSA

News/Technologie 30.01.2014
Wściekłe Ptaki w służbie NSA

Wiemy już o szpiegowaniu nas przez takich internetowych gigantów, jak Microsoft, Google czy Dropbox. Zapomnieliśmy jednak o innej potężnej marce, która ma duży potencjał dla amerykańskiej i brytyjskiej agentury. Mowa o… Angry Birds.

Kiedy już by się mogło wydawać, że wiemy o internetowej inwigilacji wszystko, Edward Snowden wyciąga kolejne dokumenty ze swojej teczki bez dna, przekazuje je New York Timesowi i ProPublice i znów włos jeży się na głowie. Jak się okazuje, NSA oraz GCHQ (jej brytyjski odpowiednik) nie tylko podsłuchują ruch internetowy na serwerach największych amerykańskich firm internetowych, ale również wykorzystuje mobilne aplikacje do masowej inwigilacji „podejrzanych”.

Agenci, wykorzystując niedoskonałości Androida i iOS-a, mogą za pomocą popularnych aplikacji mobilnych wyciągać przeróżne dane na nasz temat.

Począwszy od modelu telefonu aż po nasz wiek, płeć, geolokalizację  a nawet… orientację seksualną i sypialniane preferencje. „Mobilne podsłuchy” kosztowały amerykańskiego podatnika ponad miliard dolarów.

Dane są zbierane z innych mobilnych aplikacji. Wystarczy podejrzeć profil użytkownika na portalu społecznościowym z poziomu aplikacji, i już można uzyskać na jego podstawie bezcenne dane, mimo iż nie są udostępniane reszcie internautów dzięki odpowiednim ustawieniom prywatności. Adres mailowy, lista kontaktów, geolokalizacja, historia podróży, poglądy polityczno-religijne no i tony, tony zdjęć, ułatwiającym agentom ewentualne dochodzenie. Gdzie znajduje się aktualnie użytkownik? Sprawdźmy. Przecież wystarczy do tego aplikacja Google Maps…

Angry Birds uprzejmie donoszą…

Jedną z najpopularniejszych mobilnych aplikacji, dostępnych na praktycznie wszystkie platformy mobilne, jest Angry Birds. Gra, którą pobrało już 1,7 miliarda osób (aczkolwiek te dane są nieco zawyżone, jeżeli masz iPada i iPhone’a i na obu masz Angry Birds, to jesteś „dwoma użytkownikami”). To prawdziwy fenomen jeżeli chodzi o mobilną rozrywkę.

Firma Rovio, odpowiedzialna za gry Angry Birds, kategorycznie zaprzeczyła doniesieniom, jakoby współpracowała z jakąkolwiek agenturą. W swoim oświadczeniu, w oburzonym tonie dementuje plotki. I, prawdę powiedziawszy, wierzę jej. To nie jest amerykańska firma, więc amerykańska czy brytyjska agentura nie ma nad nią jurysdykcji.

Rovio przyznaje jednak, że jego gra mogła posłużyć NSA jako narzędzie bez wiedzy dewelopera i sprawie przyjrzy się bliżej. Konkretniej, chodzi o darmową wersję Angry Birds.

angry birds 2

Ta, by móc na siebie zarobić, serwuje użytkownikom bannery reklamowe. Rovio nie wyklucza, że NSA mogła nawiązać współpracę z jedną z firm reklamowych, która umieszcza banery w aplikacjach mobilnych. Owe banery mogły wykorzystać luki w zabezpieczeniach Androida, Windows Phone’a, iOS-a i BlackBerry i w ten sposób zamienić nasz smartfon w narzędzie inwigilacji.

Paranoja i strach

Rzecz jasna, nie wszyscy uwierzyli Rovio. Witryna internetowa firmy została zdemolowana przez hakerów i w momencie pisania tego tekstu nie działała. Wcześniej jej strona główna została podmieniona. Jak się domyślam, pocztą pantoflową już idzie informacja „Angry Birds nas szpiegują, usuwajcie grę z telefonów, nie instalujcie jej nigdy więcej”. Jeżeli Rovio jest niewinny (a zakładam, że tak), to ciekaw jestem kto odpowie za wywołane przez działania agentury straty w postaci naruszenia dobrego wizerunku tej czy innej firmy.

Przypadek ten dowodzi jednak jednego: dopóki jesteśmy połączeni z Siecią, to albo musimy stosować paranoidalne zabezpieczenia i monitorować ruch każdego pakietu internetowego, albo się poddać i dać za wygraną.

Przed masową inwigilacją nie ma ucieczki. Nieważnym jest to, czy korzystasz z Windowsa, Androida czy iSprzętu czy jeszcze czegoś innego.

Nawet jeżeli twoje rozwiązanie jest niszowe i mało popularne, to okaże się, że podsłuch siedzi w middleware czy w jeszcze innym miejscu. Nie mamy jak się przed tym bronić, poza internetową ascezą. Czas się więc pogodzić z aktualnym stanem rzeczy, nie próbować walczyć z podsłuchami, bo nie ma to sensu. A czy warto walczyć z tymi, kto owe podsłuchy zakładają? A to już zupełnie inna bajka.

Nie mam zamiaru uprawiać na Spider’s Web antyrządowej propagandy, to nie czas i miejsce na to. Niech każdy sam oceni co powinien zrobić w sprawie takiej władzy, która pobiera wynagrodzenie z naszych podatków. Amerykanie, póki co, nie wykazują chęci wyjścia na ulice. Szkoda…

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement