Tu miały być pierwsze wrażenia z Windowsa 8.1. Ale ich nie będzie

Tu miały być pierwsze wrażenia z Windowsa 8.1. Ale ich nie będzie

Wczoraj nareszcie został udostępniony Windows 8.1! Oczywiście jako geek, i tym bardziej jako kafelkowy sceptyk, miałem ogromną chęć przetestować nową wersję systemu na swoim Ultrabooku. Może w końcu poprawiony interfejs Modern UI mnie do siebie przekona? Niestety, nie było mi dane tego sprawdzić w dniu premiery. I tylko teraz się zastanawiam, kto pokpił sprawę: Samsung czy Microsoft?

System Windows 8 został zaprezentowany już rok temu. Jak ten czas leci! Chociaż nie byłem od początku przekonany do kafelków, a sam system mnie do nich w rezultacie nie zachęcił, to aktualizację i tak wgrałem od razu. Przez cały rok używałem nowej wersji z powodzeniem, kafelki omijałem szerokim łukiem, a z nowości w trybie pulpitu jestem bardzo zadowolony. Niestety już podczas procesu uaktualnienia systemu w moim laptopie do ósemki powstały zgrzyty związane z niezgodnością programów. Po roku okazało się, że uniemożliwiają one wgranie najnowszego systemu Windows 8.1.

1[1]

Problematyczna aktualizacja

Moim komputerem jest recenzowany już kiedyś na łamach Spider’s Web laptop Samsunga, konkretnie Ultrabooka Series 9 w podstawowej konfiguracji. Koreańska firma sprzedając go z Windowsem 7 zapewniała, że jest to sprzęt przygotowany na nadchodzącą ósemkę – ale niestety. Może i pod względem podzespołów wszystko gra, ale oprogramowanie od producenta już tak jakoś niezbyt chciało z nowymi okienkami współpracować. Udało mi się w jakiś sposób cudem przebrnąć przez proces aktualizacji, ale w systemie pozostały jakieś śmieci.

Z komputera korzystam od roku. Wspomniane śmieci, jak się okazuje, ujawniły się dopiero po roku i to w bardzo nieprzyjemny sposób. Wczoraj w ciągu dnia kliknąłem w Sklepie Windows kafelek odpowiedzialny za aktualizację do Windowsa 8.1 i miałem nadzieję że proces przebiegnie bezproblemowo. W końcu mam komputer z wyższej półki nie od firmy krzak, a aktualizację od siódemki robię jak Steve Ballmer przykazał. I co? I… nic, że tak to lekko ujmę. Po pobraniu aktualizacji okazało się, że instalacja nie ruszy dalej, póki nie usunę z komputera dwóch programów. Super, usuwamy i lecimy dalej? No nie do końca.

original[1]

Problemy z kompatybilnością

Winowajcy to Microsoft (sic!) Security Essentials oraz Samsung Easy Settings. Obie aplikacje będące przyczyną problemów to pozostałość po Windows 7 – w ósemce ten pierwszy zastąpiony został przez Microsoft Defender, a zamiast drugiego producent przygotował nowy i nazwany podobnie program Samsung Settings (jak widać ustawienia komputera przestały być, przynajmniej z nazwy, Easy). Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że próba ich usunięcia z systemu zakończyła się fiaskiem. Totalnym.

Faktem wystąpienia tak głupich problemów mnie niezmiernie zirytował, no ale przecież jestem geekiem, a komputera nie używam od wczoraj, więc poszukałem na szybko rozwiązania. Pierwszym krokiem była próba odnalezienia pliku uninstaller.exe w katalogu z Easy Settings i uruchomienia takiego pliku w trybie zgodności, ale się nie powiodła, bo takiego pliku nie było. Niestety, zwykle niezwykle pomocny Wujek Google też nie chciał wskazać mi rozwiązania akurat tego problemu, a przeróżne programy do czyszczenia pamięci na czele z CCleaner sobie nie poradziły. I tak w kółko, Windows 8.1 krzyczy „usuń”, Windows 8 mówi „nie ma potrzeby instalować(?)”, a ja mówię „what da f*ck?”.

Windows 8.1 Security Essentials

Narzędzie, na którym nie można polegać

W rezultacie po godzinie spędzonej przy wyszukiwarce aktualizacja nadal stała tam, gdzie została brutalnie zatrzymana przez niekompatybilny software, a mi skończyły się pomysły. Piszę do Was z ósemki, aktualizację do Windowsa 8.1 w końcu przerwałem, a screenshoty podprowadziłem z recenzji Windows 8.1 autorstwa Maćka opartej o wersję preview. Komputer jest dla mnie narzędziem, a ja nie mam czasu na próby jego naprawy, kiedy wszystko powinno chodzić jak w zegarku. Nie kupiłem przecież chińskiego no-name’a i kota w worku, tylko produkt z wysokiej półki od uznanego – podobno – producenta, ale straciłem zapał i nie wiem kiedy teraz porwę się ponownie na próbę zainstalowania nowego systemu.

Napisałem nawet do Samsunga o swoim problemie, po czym zadałem pytanie “i co teraz?”, ale nie spodziewam się uzyskać zbyt wiele pomocy przez internet. Nie będę też z komputerem nigdzie jechał, bo szkoda mi na to czasu, w końcu na Windowsie 8 pracuje mi się nieźle. Jak znajdę nieco wolnego czasu to skończy się pewnie na przywracaniu ustawień fabrycznych i mozolnej aktualizacji kolejno Windowsa 7 do 8 i później 8.1 – ale na samą myśl robi mi się słabo, bo potrwa to wieki, a coś czuję przez skórę, że nie wszystko pójdzie łatwo i prosto.

7[1]

Microsoft robi to źle

Strasznie słabo Microsoft rozwiązał proces aktualizacji. Fajnie, że Windows 8 kupiłem za niecałe siedem dych, a druga aktualizacja jest darmowa i wymaga mało kliknięć, ale już widzę, że proces będzie trwał w nieskończoność. Ja rozumiem, że cywilizacja ruszyła do przodu i za oceanem dostęp do szerokopasmowego internetu rośnie na drzewach i wszędzie go pełno, ale niestety we wschodniej Europie na przedmieściach stolicy Polski, maksymalnym możliwym pakietem internetowym jaki mogę mieć jest Neostrada z limitem prędkości transferu wynoszącym sześć megabitów na sekundę. A to spory problem, bo nie da się pliku instalacyjnego pobrać na dysk i zachować na później.

Microsoft nie udostępnia plików .iso, a nawet jakbym płytkę lub pendrive’a z Windows 8.1 dostał od kolegi, to wedle relacji użytkowników w sieci nie zadziała mój cd-key (swoją drogą trochę to urządzenie przestarzałe, skoro w rzeczonym komputerze płyty nawet nie mam gdzie wetknąć). Zresztą nawet jakby zadziałał, to instalując ręcznie 8.1 na czysto najpewniej straciłbym partycję recovery i Office’a w wersji starter. Tym samym przy aktualizacji będę zmuszony pobrać na nowo obrazy systemu – kolejno Windows 8, a potem jeszcze kolejne gigabajty 8.1 – a pomiędzy nimi za przeproszeniem pierdyliard poprawek, które mi zrestartują w międzyczasie komputer więcej razy, niż jestem w stanie policzyć na palcach rąk i nóg i to wszystkich domowników łącznie z kotem.

gEazdJw[1]

Pobieranie w nieskończoność

Ta konieczność pobierania ogromu danych to naprawdę strata czasu, pieniędzy i transferu. Nie wiem w sumie, co Microsoftowi szkodziłoby umożliwienie użytkownikowi, który za system zapłacił, zapisania pliku na później – skoro okienka i tak hulają po torrentach jeszcze przed premierą? A reinstalacja Windowsa od zera to w tym momencie cały dzień roboty, a ja tego czasu nie mam. Komputer to moje narzędzie pracy, a nie zabawka do przeglądania Facebooka i oglądania zdjęć kotów, bez której sobie poradzę.

To marnotrawstwo transferu mnie irytuje. Ba, nawet pomijając reinstalację Windowsa (w końcu jest jakieś narzędzie do robienia tego z poziomu systemu), to jeszcze większy problem jest, jeśli ktoś posiada więcej niż jeden komputer lub jeśli w domu cała rodzina chce dokonać aktualizacji jednocześnie. Nagle okazuje się, że domowe łącze musi przetrawić kilkanaście gigabajtów, chociaż można byłoby paczkę pobrać raz i mieć z głowy. Pozdrawiam tutaj wszystkich czytelników z mobilnym internetem. Z pewnością pokochacie ten pomysł Microsoftu.

16[1]

Skuteczność 50/50

Zaznaczę, co osoby śledzące mój profil na Twitterze mógłby zauważyć wczoraj, że z Windows 8.1 mimo wszystko spędziłem wczoraj chwilę. Skuteczność Microsoftu oceniam na 50%, ponieważ zainstalowałem go na moim komputerze stacjonarnym. Pecet robi mi tyko i wyłącznie za konsolę do gier, i jedyne co w nim zainstalowałem to przeglądarka Chrome i aplikacje klienckie Steam i Origin. Marnie się taki komputer nadaje na platformę do testów, skoro nie posiadam na nim swojego oprogramowania i nie jest on moim codziennym narzędziem pracy.

Zamiast więc przygotować do publikacji pierwsze wrażenia z prawdziwego zdarzenia, przeklikałem się po prostu przez podstawowe ustawienia pulpitu. Mam już kilka spostrzeżeń, a zmiany jak dotąd oceniam raczej in plus. Po pierwsze, całość działa zdecydowanie szybciej na tej samej maszynie, a powrót nie-do-końca przycisku Start, inne rodzaje kafelków i tapeta pod nimi prosto z pulpitu to strzał w dziesiątkę. Mnie to nadal nie porywa i korzystam tylko z trybu desktop, ale z pewnością Modern UI jest teraz znacznie bardziej przyjazne dla nowicjuszy.

15[1]

Wygodne nowości

Nie mam dotykowych ekranów, a kafelków nie używam, więc ja z kolei z radością powitałem możliwość automatycznego startu systemu w trybie Desktop, a także wyłączenia aktywnych rogów. W ósemce pojawił się też wywołujący tryb Modern UI przycisk Start, a po naciśnięciu na nim prawym klawiszem pojawia się opcja wyłączenia lub zrestartowania komputera. Tego brakowało mi w kontekstowym menu w lewym dolnym rogu pulpitu Windowsa 8. Dobrym pomysłem jest też większa ekspozycja dysku SkyDrive.

Jedyną nowością, która jak dotąd mi niezbyt pasuje, jest wyświetlanie folderów z bibliotekami prosto w oknie Mojego Komputera. Sam trzymam wszystkie dane w folderze Dropboksa, więc nowe elementy są mi w tym miejscu zbędne, a nie ma przycisku, który pozwalałby ten “feature” wyłączyć. Szkoda, że to kolejne rozwiązanie wciskane nam na siłę, a przywrócenie okna do stanu sprzed aktualizacji wymaga… grzebania w rejestrze. Microsofcie – serio, w 2013 roku?

14[1]

To na kim wieszać psy?

W Windowise 8.1 na pierwszy rzut oka wprowadzono kilka ciekawych nowości, ale nic na tyle istotnego, bym zarywał nockę nad reinstalacją systemu od zera. Aktualizację Ultrabooka odkładam więc na później, bo po prostu nie mam czasu na zabawy i kombinowanie. Próba zrobienia tego oficjalnym sposobem spaliła na panewce, a ja od narzędzia naprawdę wymagam niezawodności i gotowości do pracy 24/7, więc nie rozgrzebię go teraz na cały dzień. Trochę to wkurza, że osoby pobierające Windows 8 z torrentów, nie dość że cieszą się nowym systemem wcześniej, to jeszcze mogą go instalować “na czysto” z pendrive’a ile razy dusza zapragnie.

Jednocześnie użytkownicy po zakupie legalnej aktualizacji do ósemki doświadczają problemów i muszą przy każdej instalacji systemu pobierać od nowa paczkę danych. Wracając więc do pytania na początku: kto jest winny, producent czy twórca software’u? Szczerze mówiąc, jako użytkownik i klient, mam to gdzieś. Obie firmy sprawiają po raz kolejny, że jestem o krok bliżej do przesiadki na jakiegoś Maka. I ja wiem, że OS X też nie jest idealny, ale patrząc po komputerach Apple kupionych przez znajomych, MacBook Air problemów z pewnością sprawiałby mi znacznie mniej.

Driver_Unloaded_Without_Cancelling_Pending_Operations_Windows_8[1]

Jasne, może opisany wyżej przypadek wyglądać na #firstworldproblem, a ja sobie z tym w końcu poradzę. Chciałbym też wierzyć, że to tylko ja miałem taki wyjątkowy niefart, a u reszty użytkowników okienek wszystko poszło gładko. Niestety, coś czuję przez skórę, że takie problemy są powszechne, co potwierdzałoby szybkie zapytanie w Google. Serdecznie więc z tego miejsca współczuję innym, zwłaszcza tym mniej zaawansowanym użytkownikom Windowsa… a także ich znajomym geekom, którzy będą przez najbliższe dwa tygodnie odbierać telefony “weź przyjdź i mi to zrób bo znów nie działa”.

W sumie to nie wiem, jak Microsoft chce te swoje nieszczęsne kafelki spopularyzować, skoro można się do nich zrazić jeszcze przed instalacją…

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement