„Jobs” to film, który każdy czytelnik Spider’s Web powinien obejrzeć

Recenzja/Technologie 31.08.2013
„Jobs” to film, który każdy czytelnik Spider’s Web powinien obejrzeć

W piątek do polskich kin wszedł „Jobs”. To nie był film w jakiś sposób oczekiwany przez krytykę, nie będzie to też wielki kasowy hit. Z pewnością jednak każdy kto czyta Spider’s Web powinien go obejrzeć. Nie jestem jedynie pewien czy w kinie.

Czy „Jobs” w reżyserii Sterna to zły film? Z pewnością nie, jeśli nie oczekujemy arcydzieła kinematografii. To film, który jest naprawdę niezły, ale pod warunkiem, że oglądamy go sobie w sobotnie czy niedzielne popołudnie. To taki tytuł do kawy i ciasta po obiedzie. Nie ma w nim epickości, nie ma w nim nawet charyzmy Jobsa biznesmena, ani Jobsa człowieka. To dobrze streszczona historia Apple’a. Z kilkoma dłużyznami i z wieloma brakami. „Jobs” zapisze się w kinematografii gdzieś obok „Piratów z Doliny Krzemowej”. Nigdy nie będzie kanonem, ale dla wielu osób będzie czymś co trzeba obejrzeć i do czego będą wracać.

Czy „Jobs” to film wyłącznie dla fanów Apple’a?

Tak naprawdę ci, którzy znają historię firmy na wylot, będą na seansie się nieco nudzić; będą odczuwać niedosyt. Dla mnie spłycenie lat Apple bez Jobsa i Jobsa bez Apple do jednej sceny jest największym błędem filmu. W tym okresie było kilka wydarzeń, które warto było pokazać. U Sterna zobaczyliśmy jedynie w telegraficznym skrócie informacje o kolejnych prezesach firmy. To raczej film dla posiadaczy iUrządzeń, którzy nie mają bladego pojęcia o tej postaci i nie mają ochoty oglądać starego filmu, czy czytać biografii Steve’a Jobsa. To film dla milionów osób, które powinny „liznąć” historię twórcy Apple’a i do tego „Jobs” nadaje się świetnie.

Co mi się nie podobało w filmie? Bardzo słaby był początek, czyli życie studenckie Jobsa, zabrakło też tych pierwszych kontaktów Jobsa z Wozem. Relacje pomiędzy Steve’m a Chris-Ann Brennan również potraktowane są po maczoszemu. Postać Jonathana Ive’a wydaje się być wpleciona na siłę, aby pokazać obecną jego pozycję w firmie. Tak naprawdę nie widać ekscentryczności Jobsa. Dla mnie emocje w filmie były widoczne w pierwszej scenie, gdy zaprezentowano iPoda, przy prezentacji Apple II oraz prezentacji reklamy Maka z 1984 roku.

Co jeszcze mi się podobało?

W ogólnym rozrachunku oceniam ten film za dobry. Aktorzy zagrali nieźle, choć bez większego wyrazu. Jedynie postać Woza nie przypadła mi do gustu. Podobały mi się sceny w domu Jobsa, dyskusje o projekcie Lisa i Macintosh. Sama realizacja też jest niezła, wiele ujęć jest naprawdę niezłych.

W „Jobsie” twórcom zabrakło tak zwanych jaj. Stworzono grzeczny obraz niegrzecznego Jobsa, opowiedziano historię tak, by nikogo nie urazić. Nie zrobiono z Jobsa herosa i nie zrobiono z niego też wariata i furiata. A szkoda, w końcu przyjęcie którejś ze stron mogłoby zaowocować czymś mocniejszym. Jobs nie zmusza do myślenia – do refleksji nad nami, nad Apple, nad Jobsem. Nie ukazuje ani miałkości firmy, ani tego geniuszu. Relacje z Microsoftem zostały spłycone do jednego telefonu, o Xeroksie nie było ani słowa.

Finalnie mamy dobry popołudniowy film. Dla geeków, użytkowników urządzeń Apple’a oraz ogólnie osób lekko zainteresowanych będzie to pozycja obowiązkowa. Nie jestem jednak pewien czy w kinie. W domu na kanapie w wysokiej rozdzielczości film będzie się oglądało równie przyjemnie.

Obejrzeć trzeba, ale zachwycać się nie ma nad czym.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement