Google zabija kolejną usługę z której korzystałem i zaczynam bać się o Gmaila

Felieton/Sprzęt 12.07.2013
Google zabija kolejną usługę z której korzystałem i zaczynam bać się o Gmaila

Wraz z ostatnią aktualizacją mobilnych map firma Google zapowiedziała zakończenie wsparcia usługi Latitude. To kolejna decyzja giganta, która uderza w jego oddanych użytkowników, a jej celem jest tylko ściąganie na siłę ruchu w społecznościówce Plus. Tylko przy tak częstym używaniu kija zamiast marchewki w końcu użytkownicy powiedzą “dość!”.

Google w ostatnim czasie robi porządki w firmie. Część usług jest szlifowana, ale portal społecznościowy Google Plus, mimo wartościowych treści, okazał się pod względem zasięgu i adaptacji na rynku totalną klapą. Aby podpompować statystyki twórcy uciekają się do najróżniejszych sztuczek i próbują wręcz zmusić użytkowników do korzystania z serwisu. Teraz w tym celu poświęcona została ciekawa i wygodna funkcja w mapach: Latitude.

latitude

Lokalizacja znajomych w Google Maps

Latitude, przetłumaczone na język polski jako współrzędne, to była świetna funkcja mobilnych Map Google. Po uruchomieniu aplikacji zawsze od razu widziałem, gdzie mniej-więcej są obecnie moi znajomi. Podczas umawiania się na mieście oszczędzało to mnóstwo czasu. Wielokrotnie spotkałem się też z kumplem na kawę, gdy sprawdzając jakiś adres zobaczyłem, że znajduje się on kilkaset metrów dalej. Wręcz logiczne też było umieszczenie Współrzędnych w samych mapach – korzystanie było z tego wręcz intuicyjne i nie wymagało instalacji dodatkowych programów. Dwa kliki i działa.

Niestety, z dniem 9 sierpnia Latitude zostaje, ot tak, po prostu usunięte, a zaledwie “podobna” funkcja zostaje wdrożona do mobilnej aplikacji Google Plus. Z jednej strony ma to trochę sensu: w końcu szukamy na tej mapie znajomych. Tylko kluczowe jest tutaj słowo “podobna”. Lokalizacje w Google Plus działają tylko i wyłącznie w oficjalnej aplikacji serwisu i nie ma ich na desktopowej stronie internetowej. Używać nowych Lokalizacji można zresztą tylko w systemach Android oraz iOS, podczas gdy Latitude działało nawet na feature phone’ach. No i wymaga to, aby zainteresowane osoby korzystały z G+, oczywiście.

lokalizacje-google+

Miałeś listę kontaktów? No właśnie, miałeś

Google znów pokazuje, że za nic ma sobie nasze dane i przyzwyczajenia. W przypadku zmiany GTalka na Hangouts użytkownik po dokonaniu aktualizacji nagle magicznie tracił dostęp do swojej budowanej przez lata listy kontaktów. Nowa lista opiera się już właśnie o kręgi Google Plus, a giganta wcale nie obchodzi to, że użytkownik do tej pory mógł o tych kręgach nawet nie wiedzieć, bo nie były mu one do szczęścia potrzebne. Podobnie jest z Latitude – moje kontakty po prostu znikły, a w aplikacji Google Plus nie widzę absolutnie nikogo.

Naprawdę tak ciężko było utworzyć w obu przypadkach – komunikatora i Latitude – automatyczne kręgi? Może tak, ale najwidoczniej Google nie chodzi o naszą wygodę. Zamiast korzystać z aplikacji jak dawniej, powinienem teraz jako geek odezwać się do każdego znajomego, który do tej pory ze Współrzędnych korzystał i poinstruować go na temat tego czym jest Google Plus i dlaczego mu to do szczęścia potrzebne. Pomijam już nawet fakt, że 90% korzystających z Latitude “bo to proste, a i tak korzystam z map” mówiąc kolokwialnie oleje nowe Lokalizacje, bo są zbyt skomplikowane. I wiecie co? Sam je olewam.

gdzie-jest-latitude

Bad guy Google

Aplikacja do sprawdzania lokalizacji znajomych jest w końcu całe mnóstwo. Żadna nie będzie tak wygodna i prosta w użyciu jak Latitude, ale z drugiej strony – znajdzie się mnóstwo przyjaźniejszych programów, niż ten dodatek w Google Plus… który zresztą w każdej chwili może zniknąć, jeśli gigant uzna, że nie wykorzystuje go większość użytkowników. W końcu popularność lokalizacji z pewnością jest mniejsza, niż czytnika, który poszedł dwa tygodnie temu pod nóż.

Google mnie kolejny raz do siebie zraziło. Korzystam w końcu z usług, które naprawdę mi się podobają, przemawiają do mnie i są dla mnie przydatne. Jeśli coś mi nie pasuje, to nie umiem się zmusić, aby z tego korzystać. Nie rozumiem szału związanego z Vine i wideo w Instagramie, nie znalazłem zastosowania dla ślicznej aplikacji Path i nie potrzebuję korzystać ze wszystkich popularnych komunikatorów. To samo z Plusem: zaglądam tylko czasami, ale gdyby pewnego dnia znikł z sieci, to bym po nim nie płakał.

Google jednak stwierdza, że wie lepiej, i swojego Plusa wpycha wręcz na siłę. Ja rozumiem, że firma ma do tego prawo, a ja korzystając z darmowych usług mogę spuścić uszy po sobie i pogodzić się z tym… albo przejść do konkurencji. I jestem coraz bliżej takiej decyzji – bo w końcu tylko patrzeć, jak popsute zostaną w imię napędzania ruchu na portalu społecznościowy zostanie Dysk, Kalendarz, czy nawet Gmail. Już teraz w kalendarzu pojawia mi się spam w postaci zaproszeń na eventy, a poczta na siłę uzupełnia mi kontakty danymi z portalu – czego nie można wyłączyć.

Mam po prostu uzasadnione obawy, że wykorzystywane przeze mnie dziś narzędzia nagle staną się takie nowoczesne, społecznościowe… i nieużywalne.

Zdjęcie Angry man screaming in phone on the rotating background pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement