Paweł Rejdak – jeden z 5 Polaków, który chce lecieć na Marsa. I nigdy nie wrócić

Artykuł/Nauka 01.06.2013
Paweł Rejdak – jeden z 5 Polaków, który chce lecieć na Marsa. I nigdy nie wrócić

78 tys. – tyle osób zgłosiło chęć uczestniczenia w misji wyjazdu na Marsa w ramach projektu Mars One. Dodajmy – misji bez powrotu na Ziemię. Wśród nich jest 5 Polaków. Jednym z nich jest Paweł Rejdak – 33-letni pisarz, którego zgłoszenie do Mars One zostało obejrzane już ponad 47 tys. razy.

Przemysław Pająk, Spider’s Web: Jesteś jednym z 5 Polaków, którzy zgłosili się do programu Mars One. Czujesz się wyjątkowy?

Paweł Rejdak: Nie jestem wyjątkowy. Jestem tylko człowiekiem, ale to właśnie niedoskonałość, z której zdajemy sobie sprawę, popycha nas do ciągłego rozwoju i pokonywania swoich ograniczeń. Chcemy być lepsi, to naturalna droga postępu dla całej cywilizacji. Mars-One pomoże nam – wszystkim przyszłym astronautom dosłownie „sięgnąć gwiazd”.

A co takiego inspirującego jest w gwiazdach, by po nie sięgać? Pytam na serio. Źle Ci tu, na Ziemi? Czy życie na naszej planecie nie jest wystarczająco wspaniałe?

Życie na Ziemi jest cudem samym w sobie i nie sposób aby ktoś zaprzeczył niezwykłości naszego istnienia w bezmiarze wszechświata. Na Ziemi inspiracja (szczególnie dla mnie) czai się wszędzie. Ale motorem naszego rozwoju jest chęć pokonywania barier. Kto by nie chciał sięgnąć gwiazd? Tam przed nami leżą niezbadane pokłady inspiracji, a ludzka inwencja będzie w stanie przekuć je w rzeczywistość.

Naprawdę poleciałbyś na Marsa wiedząc, że nigdy nie wróciłbyś na Ziemię?

W sercu każdego z nas jest takie pragnienie, aby zostawić coś po sobie na tym świecie. Zrobić coś wyjątkowego. Każdy z nas ma inne priorytety i każdy ma prawo do swoich wyborów. Niektórzy wybierają rodzinę inni karierę. Ja chciałbym się poświęcić dla nauki i rozwoju ludzkości.

Ale przecież Ty nie jesteś naukowcem. Twój ewentualny udział w projekcie ograniczałby się raczej do tego, że będziesz królikiem doświadczalnym, trochę – sorry za brutalność stwierdzenia – jak laboratoryjne szczury. Nie przeszkadza Ci to?

Wierzę, że nawet króliki doświadczalne mają swoją rolę do odegrania w procesie ulepszania świata (śmiech).

Masz 33 lata. W 2023 r. będziesz miał 43. Nie za wcześnie na żegnanie się z Ziemią?

To kwestia tego co tak naprawdę chcemy tutaj na ziemi osiągnąć. Ja jestem pisarzem fantasy i science-fiction, twórczość literacka jest dla mnie najważniejsza w życiu. Nie widzę żadnych przeszkód aby po wylądowaniu na czerwonej planecie nadal oddawać się swojej pasji.

Aha, czyli chcesz tam lecieć, by pisać książki, tak? Twoje zgłoszenie jest tak naprawdę próbą popularyzacji swojej osoby i literatury. Może wcale nie chcesz lecieć na Marsa, tylko po prostu chcesz być znanym pisarzem?

Brutalne pytanie. Jeśli dobrze prześledzisz informacje na witrynach związanych z moją twórczością upewnisz się, że w ostatnim czasie „uwalniam” swoje teksty. Publikuję je za darmo w sieci w formie ebooków dla wszystkich zainteresowanych bez żadnych ograniczeń. Co więcej, nie planuję żadnych wznowień wydań papierowych. Możesz mi wierzyć, że moim celem nie jest zdobycie rynku w wymiarze merkantylnym.

Konsultowałeś swoje zgłoszenie z członkami najbliższej rodziny?

Oczywiście rozmawialiśmy o tym, jednak mimo że jestem mocno zżyty z moimi rodzicami, to jednak decyzję podejmuję sam. Nie sądzę, aby zdarzyło się coś co mogłoby odwieść mnie od zamiaru uczestnictwa w projekcie Mars-One.

Czy to odwaga, nonszalancja, czy może po prostu kawał?

A może szaleństwo? Ale czasem wielka odwaga graniczy z szaleństwem i dzięki tak odważnym krokom jakie miały miejsce w dziejach ludzkości, wciąż się rozwijamy a z nami nasza cywilizacja.

Jak sądzisz, czy taka wyprawa na Marsa jest w ogóle możliwa za naszego życia?

Jak najbardziej. Nie uważam tego projektu za żart czy chwyt marketingowy. Jestem przekonany, że przy obecnej technologii jest to jak najbardziej możliwe i co więcej – liczę na to, że się to powiedzie.

Jest niemal pewne, że na Marsie nie ma i nie będzie warunków dogodnych dla życia człowieka. Pobyt tam ograniczałby się więc do ciągłego przebywania w specjalnych domach. Może się więc okazać, że Mars widziałbyś jedynie przez… szybkę. Tak samo możesz go obserwować z Ziemi.

To wielka różnica, uwierz mi. Myślę, że nic nie jest w stanie zastąpić, ani kupić odczucia kiedy jako jeden z pierwszych w historii ludzkości postawię stopę na Marsie. A te domki, o których wspomniałeś wcale nie są takie małe ani straszne. Mają wymiary zbliżone do mojego aktualnego mieszkania.

Co wziąłbyś ze sobą na Marsa?

Na pewno zabieram wszystkie piękne wspomnienia jakie łączyć mnie będą z Ziemią i moją rodziną. Nie zapomnę też maszyny do pisania.

Mars One to także projekt reality show. Może to Cię kręci – chcesz zostać światową gwiazdą, medialnym celebrytą?

Nie jestem w stanie walczyć z opinia publiczną, która może tak to odbierać. Trudno, to prawo demokracji, każdy może mieć swoje zdanie. Reality show, o którym wspominasz, to środek do celu. Środek do zdobycia funduszy na realizację projektu a nie cel sam w sobie.

W swoim zgłoszeniu do projektu Mars One mówisz, że ta wyprawa byłaby nową ścieżką w rozwoju ludzkości. Dlaczego tak uważasz?

Jeśli faktycznie powstanie kolonia na Marsie i będzie się ona bezproblemowo rozwijać to nie da się zaprzeczyć, że Mars-One położy solidne fundamenty do rozwoju międzyplanetarnego, a kto wie może dla rozwoju nowej rasy. Mieszkańcy Marsa i osoby tam urodzone będą inne niż Ziemianie.

Śledziłeś lądowanie łazika Curosity na Marsie? Podobało Ci się?

Oczywiście interesowałem się i nadal interesuję pracą łazika, jednak moim zdaniem największą robotę zrobią na czerwonej planecie ludzie. Roboty mogą przygotować nas na to, czego możemy się tam spodziewać, ale czynnik ludzi jest niezbędny przy budowaniu segmentów dla przyszłego osadnictwa.

Jesteś geekiem, maniakiem technologicznym?

Nie scharakteryzowałbym się w ten sposób. Unikam wszelkiego typu stereotypów, jednak myślę, że przede wszystkim jestem wizjonerem, myślicielem i marzycielem, który nie boi się tego co kryje się za granicą nieznanego.

Z jakich gadżetów elektronicznych korzystasz na co dzień?

Marzą mi się okulary Googla (śmiech), albo te soczewki kontaktowe LED, które niedługo mają się pojawić na rynku i zmienić nas w pierwsze cyborgi. Na co dzień mam smartfona, iPoda, iPada. Towarzyszy mi też mój ulubiony fitbit flex, a komputer stacjonarny traktuję jako maszynę do pisania.

Nie mógłbyś ich jednak wszystkich wziąć na Marsa. Zresztą i tak chyba by tam nie działały. Mógłbyś żyć bez nich?

Przez wiele lat używałem tylko jednego gadżetu – starego telefonu Nokii, który miał jeszcze zielony wyświetlacz a jego wymiary sprawiały, że spokojnie można go było używać jako broni (śmiech). Uwierz mi, dam radę bez gadżetów.

A może ten cały Mars i Twoje uczestnictwo w projekcie to po prostu wołanie o pomoc tutaj, na Ziemi?

To już pozostawmy specjalistom z zakresu psychologii i psychiatrii, którzy będą wnikliwie badać wszystkich uczestników. Oni sprawdzą czy faktycznie jest tak jak mówisz.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement