Na taką ofertę, jak ma nju mobile, czekałam od dawna

Felieton/Operatorzy 26.04.2013
Na taką ofertę, jak ma nju mobile, czekałam od dawna

Oferta nju mobile jest dla mnie. Nie myślałam, że wypowiem kiedyś takie słowa o ofercie Orange i w ogóle o jakiejkolwiek ofercie z dziwaczną, rażącą nazwą, ale cóż, bywa. Nju mobile jest skrojone jakby pode mnie, nawet zrozumienie zasady działania przyszło mi łatwo, bo w sumie o takich zasadach, o tego typu rozliczeniach myślałam już dawno.

Jeśli jeszcze nie załapaliście, o co chodzi w ofercie nju mobile, to można to porównać trochę do sklepu, w którym po zrobieniu zakupów za 100 złotych wszystko, co kupiliście dodatkowo jest za darmo. Z tym, że w przypadku abonamentu nju (no cóż za głupia nazwa!) osobno liczone są rozmowy i SMS-y.

Jest to więc oferta „no limits”, ale jej oryginalne jak na nasz rynek zalety polegają na tym, że jeśli nie używa się telefonu, nie dzwoni i nie SMS-uje, to płaci się tylko 9 złotych podstawy abonamentu.

Jest to oferta atrakcyjna dla osób, które nieregularnie używają telefonu. Bo na przykład często wyjeżdżają za granicę, bo prowadzą różny tryb życia i w jakikolwiek inny sposób mają miesiące, kiedy po prostu nie dzwonią.

Trochę rozbawiło mnie porównywanie nju, jakiego dopuściło się wiele osób, do posiadanych przez siebie abonamentów. „A ja mam za 50 zł tyle minut i tyle SMS-ów, że tego nie przegaduję i tak i po co mi nju”. To skoro nie przegadujesz, to może taka oferta jest idealna właśnie z tego powodu?

Po co płacić co miesiąc tę samą, stałą kwotę, jeśli najczęściej nie wykorzystuje się nawet połowy limitów, a tylko raz na jakiś czas się je przekracza, zwłaszcza jeśli minuty nie przechodzą z miesiąca na miesiąc?

Gdy pracowałam sprzedając ludziom oferty telefoniczne, zasadą oczywiście było „wciskanie” jak najwyższych abonamentów, których klienci nie wykorzystają. To oczywisty zysk dla operatora, bo klient wykorzysta tylko 1/5 tego, co ma, a zapłaci za całość. Tajemnicą poliszynela, ale i koniecznym, choć martwym elementem przeróżnych szkoleń sprzedażowych było optymalne dobieranie oferty abonamentu.

Idealny abonament to taki, którego limity minutowe wykorzystuje się niemal w całości – tak około 80% średniego wykorzystania minut na wszelki wypadek, którego ceny za minutę poza limitami nie zwalają z nóg (lepiej 3 razy w roku dopłacić do rachunku 10 zł, niż przez 9 miesięcy przepłacać o 10 zł), który ma możliwości dokupienia dodatkowych usług, czy to minutowych, czy obniżających koszty, oraz który w razie potrzeby pozwoli zmienić całą ofertę.

W dobie taryf „no limits” niektóre z tych zasad przestały mieć znaczenie, jednak tak naprawdę większość klientów nie potrzebuje ofert bez limitu. Większość klientów mogłaby płacić mniej z miesiąca na miesiąc, a po prostu dopłacać nieco więcej w momencie, gdy ma potrzebę bardziej intensywnego wykorzystania telefonu. Tak naprawdę cała magia „no limits” opiera się na jako takiej sensownej cenie oraz na dawaniu klientom poczucia, że mają ogromną swobodę.

ScreenHunter_14 Apr. 25 12.18

Otóż nie mają. Miesiąc w miesiąc płacą, czy wydzwonią 10 minut czy 200 godzin. Nie ma to znaczenia, a ponieważ ogromna część klientów wykorzystuje minuty i SMS-y, które w innych ofertach kosztowałyby mniej niż „no limits”, to okazuje się, że operator wciąż jest na plusie. Tak jak w przypadku sprzedaży wyższych ofert klientom, którzy ich nie potrzebują i nie wykorzystują.

I tutaj kryje się atrakcyjność nju mobile. Co miesiąc płaci się podstawę abonamentu w wysokości 9 zł. To takie zabezpieczenie dla operatora. Jeśli jednak wykona się połączenia za 9 złotych (SMS-y, rozmowy), to operator nic nie dolicza, tak jakby te 9 złotych było do wykorzystania.

Potem, do kwoty 29 złotych w przypadku połączeń głosowych i 9 złotych w przypadku SMS-ów każda aktywność doliczana jest do rachunku. Cena minuty i MMS-a to 19 groszy, SMS-a 9 groszy. Gdy klient dobrnie do górnych kwot wykonując połączenia, to licznik się zatrzymuje i może dzwonić już całkiem bez opłat.

Dodatkowo do oferty istnieje możliwość wykorzystania „pakietu” internetowego wielkości 1 GB, który rozliczany jest na takich samych zasadach, jak inne połączenia. 1 MB kosztuje 19 groszy. Po wykorzystaniu internetu za 19 zł licznik opłat się zatrzymuje, a po przekroczeniu 1 GB danych prędkość internetu spada to 16 kbps, jednak użytkownik może dokupić dodatkowe pakiety za 5 lub 7 złotych (odpowiednio 350 i 700 MB).

Jeśli więc założyć, że wykorzysta się wszystko maksymalnie, to rachunek będzie wynosił 57 złotych. Nie da się go przekroczyć, chyba że kupi się dodatkowe „pakiety” internetu. Nie licząc internetu, to za 38 złotych można dzwonić i SMS-ować do woli.

Ale przecież nie trzeba. Można wykorzystać połączenia za na przykład 15 złotych. Albo 25, albo 30. Zapłaci się za tyle, ile się faktycznie użyło. Tu tkwi cała magia „no limits” nju mobile.

9 złotych podstawy to na przykład 48 minut połączeń w cenie 19 groszy. Jeśli więc co miesiąc dzwoni się 48 minut albo wysyła 100 SMS-ów (po 9 groszy) lub jakiekolwiek konfiguracje powyższych zamykających się w 9 złotych to okazuje się, że w nju mobile nie zapłaci się praktycznie żadnej „pustej” kwoty.

Wszystko dlatego, że cennik oferty jest dosyć atrakcyjny. Oprócz dosyć małego „pakietu” danych reszta cen wypada dobrze na tle konkurencji bez „no limits”.

Nju mobile jest dla mnie kuszącą ofertą, bo używam połączeń głosowych bardzo nieregularnie. Większość miesięcy nie dzwonię prawie wcale, a w kolejnych zdarza mi się rozmawiać nawet po kilka godzin dziennie. Do listopada więc opłacałam abonament, w której miałam określoną liczbę minut, minuty te przechodziły na kolejne 3 miesiące, czasem zdarzało mi się takie skumulowane minuty wykorzystać w tydzień i potem musiałam dokupować kolejne pakiety… A płaciłam co miesiąc te 50 czy 60 złotych.

W listopadzie rozwiązałam umowę, zostawiłam sobie tylko drugą na internet, która jest bardzo korzystna. Kupiłam sobie pakiet minut na Skype’ie i w razie potrzeby dzwonię z niego, chociaż pozbawiona jestem takiej możliwości w miejscach z zasięgiem słabszym, niż HSDPA. Ogólnie więc ograniczyłam dzwonienie, czasem dzwoniłam z jakiegoś prepaida, ale wciąż poszukiwałam oferty, która odpowiadałaby moim potrzebom.

Chyba właśnie znalazłam. Chcę abonamentu, bo abonament jest po prostu wygodny. Nie trzeba pamiętać o doładowywaniu, ważnościach konta, sprawdzaniu jego stanu i tym podobnych. Płaci się za tyle, ile się wykorzystało, w nju dosłownie. Nie odstrasza mnie nawet mało korzystna część internetowa oferty, bo do internetu mam iPlusa, do odebrania maili 1 GB wystarczy.

Nie myślałam, że to kiedyś powiem, że będę miała chęć skorzystania z jakiejś oferty Orange, ale poważnie ją rozważam. Umowa przedłużana z miesiąca na miesiąc, dosyć jasne (choć prawdopodobnie nieczytelne na pierwszy rzut oka) warunki i niskie ceny z możliwością nielimitowanego dzwonienia kuszą. Kuszą jako dodatkowy, do mobilnego internetu, telefon.

Nie odstrasza nawet kruczek przy zamawianiu oferty, który mówi, że jeśli nie wybierze się e-faktury, to trzeba zapłacić 200 zł opłaty aktywacyjnej. Chociaż sam fakt jest niesmaczny.

Mimo wszystko, brawo Orange!

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement