Facebook i Twitter mają apetyt na mobilne zdjęcia, ale to Instagram stale rozwija swoje usługi

07.11.2012
Facebook i Twitter mają apetyt na mobilne zdjęcia, ale to Instagram stale rozwija swoje usługi

Od zakupu Instagrama przez Facebooka minęło już nieco czasu i wbrew czarnym scenariuszom, nie został on w pełni wchłonięty przez portal Zuckerberga. Aplikacja ta wychodzi właśnie z zamkniętego świata smartfonów i  umożliwia teraz przeglądanie profili także z poziomu strony internetowej. Facebook nie odpuszcza walki i chce zagarnąć jak najwięcej użytkowników tylko dla siebie, więc już teraz umożliwia nakładanie filtrów za pomocą własnej aplikacji. jakby tego było mało również Twitter też planuje wprowadzić możliwość edycji zdjęć. Czy postarzające filtry nigdy się nie znudzą?

Jedną z bardziej zaskakujących wiadomości tego roku był zakup Instagrama za okrągły miliard dolarów przez Facebooka. Było to niespodziewane, nawet biorąc pod uwagę fakt, że tę prostą usługę szybko pokochały miliony ludzi. Instagram pozwala na przerobienie zdjęcia zrobionego smartfonem poprzez przyozdobienie go postarzającymi filtrami, wrzucenie na swój profil i jednoczesne przesłanie do innych sieci społecznościowych. Z poziomu aplikacji można przeglądać także fotografie wrzucane przez innych użytkowników. Jak widać, magia tkwi w prostocie.

Przez długi czas Instagram był udostępniany wyłącznie dla iPhone’a i dopiero w tym roku pojawiła się wersja dla Androida. Jednak nawet po wydaniu wersji na system Google, dostępny był on wyłącznie na smartfonach. Po sprzedaniu aplikacji Facebookowi zaczęło się to zmieniać. Pierwszym krokiem była możliwość umieszczania komentarzy pod zdjęciami z poziomu przeglądarki. Teraz można zaś przeglądać całe profile użytkowników.

Instagram jeszcze tego zbytnio nie eksponuje, a wchodząc na stronę główną po zalogowaniu można jedynie zmienić podstawowe informacje, takie jak opis czy numer telefonu. Wystarczy jednak udać się na podstronę instagram.com/nazwaużytkownika, aby zobaczyć swój profil. Jeszcze nie dla wszystkich jest dostępny, dlatego trzeba uzbroić się w cierpliwość; w międzyczasie można poprzeglądać profile innych.

Sam profil z daleka wygląda bliźniaczo do tego, który znamy z Facebooka. Widać tu wyraźną inspirację, chociaż strona Instagramu jest dużo bardziej ascetyczna. Na górze znajduje się niebieski pasek z nazwą serwisu po lewej i nazwą użytkownika po prawej stronie. Pod spodem jest miejsce na prostokątny kolarz 7 zdjęć użytkownika: 6 mniejszych i jednego większego kwadratu. Przypomina on Cover Photo z Facebooka i co ciekawe, nie jest statyczny – poszczególne ujęcia co chwila się zmieniają i tworzą animowany pokaz slajdów.

Pod spodem znajduje się awatar, nazwa profilu i krótki opis, wraz z linkiem do strony internetowej. Oprócz tego  po prawej stronie można podejrzeć trzy liczniki: ilość wrzuconych zdjęć, obserwowanych osób, a także obserwujących danego użytkownika. Nie ma jednak możliwości (jeszcze) podejrzenia listy użytkowników. Niżej znajdują się zaś miniatury zdjęć. Po najechaniu na dowolne z nich wyświetlane są dodatkowe informacje, takie jak data dodania lub liczba komentarzy, a kliknięcie w zdjęcie powoduje wyświetlenie go w pełnej rozdzielczości, a lista miniatur jest wygaszana – dokładnie tak, jak podczas wyświetlania zdjęć na Facebooku.

Ciekawi mnie dalszy rozwój Instagrama. Ciężko powiedzieć, czy będzie on docelowo rozwijany jako niezależny portal społecznościowy zorientowany na zdjęcia, czy może Facebook go jednak wchłonie. Jednak moim zdaniem nowy wygląd profili zwiastuje to pierwsze rozwiązanie, a już bardzo niedługo będziemy mogli z poziomu strony internetowej przeglądać zdjęcia.

Patrząc na rozwój webowego Instagramu, dość zaskakujące jest wprowadzenie w ostatniej wersji mobilnej aplikacji Facebooka dla systemu iOS możliwości bezpośredniego nakładania filtrów. Paradoksalnie, najbardziej poszkodowany wydaje się tutaj… Twitter. Dla Facebooka tak naprawdę jest wszystko jedno, czy jego użytkownicy będą korzystać z Instagramu czy natywnej aplikacji do umieszczenia zdjęć. Instagram jednak umożliwia umieszczanie zdjęć także na Twitterze i choć to nieprawdopodobne, to twórcy mogą w każdej chwili wyłączyć tą możliwość. Dlatego nie dziwią doniesienia, że Twitter też planuje wprowadzić możliwość nakładania filtrów na zdjęcia bezpośrednio w swojej aplikacji.

Mam olbrzymią nadzieję, że Instagram na komórkach, niezależnie od rozwoju wersji web, pozostanie taki jak jest. Możliwość jednoczesnego wysłania zdjęcia w kilka różnych miejsc (oprócz Facebooka i Twittera jest to przecież jeszcze Foursquare, Tumlbr i Flickr) jest jedną z jego największych zalet. Konieczność osobnego wysyłania zdjęć na każdy portal byłaby krokiem wstecz, na którym straciliby wszyscy, z użytkownikami na czele.

Podobieństw nowych profili Instagramu do Facebooka nie sposób przeoczyć, ale moim zdaniem to nie jest złe rozwiązanie. Użytkownicy zdążyli przyzwyczaić się do takiego układu i rozwinięcie tego w pełnoprawny serwis społecznościowy, nawet mocno zintegrowany z portalem Zuckerberga, wcale mi nie przeszkadza. Nikt nikogo nie zmusza do korzystania z wersji web, a dla wielu użytkowników, w tym i mnie, była ona długo oczekiwanym dodatkiem. Nie uważam też, aby wyjście ze smartfonów do wersji webowej miało zwiastować koniec aplikacji. Bardzo mnie natomiast cieszy, że jest nadal zamknięte API do udostępniania zdjęć. Nadal jedynym sposobem jest ich upload przez smartfona.

I mam nadzieje, że tak pozostanie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement