Najważniejsze w tygodniu: Red Bull Stratos – wyczyn, czy marketingowa papka?

21.10.2012
Najważniejsze w tygodniu: Red Bull Stratos – wyczyn, czy marketingowa papka?

Felix Baumgartner – człowiek, który w ramach misji Red Bull Stratos skoczył z wysokości 39 kilometrów, prawie z „krawędzi kosmosu. Wyczyn ten wzbudził ekscytację i pobudził do dyskusji – czy było to faktycznie osiągnięcie, czy może wyłącznie cwana akcja marketingowa Red Bulla? Ile zawierało się w tym faktycznej nauki, a ile telewizyjnego show? Co sprawiło, że Red Bull Stratos tak pobudził do aktywności?

Jakub Kralka: Ktoś w internecie ładnie powiedział, że to „wielki skok dla człowieka, mały dla ludzkości”. Na swój sposób trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że przełom jakiego dokonał Felix wpłynie nie tylko na księgę rekordów, ale też znajdzie praktyczne zastosowanie w technologii – w jakikolwiek sposób.

Jestem też pełen uznania dla firmy Red Bull, która zafundowała sobie jedną z najbardziej spektakularnych kampanii reklamowych w dziejach, zyskując kilkadziesiąt minut antenowego czasu w prawie wszystkich liczących się telewizjach świata. Obecność firmy Red Bull w tym projekcie jest jednak dla mnie, osobiście, ważniejsza z wielu innych powodów.

Nie znam się na astronomii czy podboju kosmosu. Wiem natomiast, że w stosunku do współczesnych możliwości ludzkość koncentruje się na tym zbyt mało. Rządy największych potęg bardziej skupiają się na walce z kryzysem i politycznej rywalizacji, okrajając przy tym budżety chociażby NASA.

Projekt z Felixem pokazał natomiast, że są na świecie instytucje suwerenne do tego stopnia, by z powodzeniem samodzielnie realizować tego typu inicjatywy. Uważam, że światowe rządy powinny – w ścisłej współpracy – dać zdecydowanie więcej wsparcia i swobody zarazem, wielkim firmom takim jak Microsoft, Google czy nawet Coca Cola i jeśli zechcieliby oni we własnym zakresie rozpocząć kosmiczne podboje, to tego typu produktom należałoby wyłącznie przyklaskiwać.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to oddawanie kosmosu – dobra publicznego – wielkim korporacjom. Ale chyba lepszy gołąb w garści, niż w odległej galaktyce, zwłaszcza, jeśli możliwości od dawna są, brak po prostu inicjatywy.

 

Przemysław Pająk: Skok Felixa z wysokości 39 km z pewnością był wielkim osiągnięciem zarówno pod względem technologicznym, jak i czysto ludzkim (wystarczy spojrzeć na zdjęcie stojącego na brzegu swojej kapsuły skoczka, by docenić ryzyko, jakiego się podejmował), jednak patrząc na to, w jaki sposób projekt został rozegrany medialnie, można było odnieść wrażenie, że oglądamy kolejny odcinek telewizyjnego show z cyklu talent show. Dlatego szybko o nim zapomnimy.

Telewizja rozrywkowa ma dziś w zasadzie jeden format. Polega on na odpowiednim sterowaniu emocjami widza. Zaczyna się od przestawienia wybitnie trudnego zadania – czy to totalnie brudnego domu w „Perfekcyjnej pani domu”, wyjątkowo źle zarządzaną knajpę stojącą na skraju bankructwa w „Kuchennych rewolucjach”, czy też chłopaka o aparycji wiejskiego głupka, który w „Mam talent” zapowiada, że będzie śpiewał Niemena – i wymuszenie naturalnego nim zainteresowania widza: uda mu się czy nie, zbłaźni się, czy nie?

Potem następuje najciekawsza z punktu widzenia reżyserii część. Tu można wpuścić nieco inwencji twórczej w zależności jakie emocje chcemy wywołać – można wycisnąć nieco łez i pokazać jak trudne życie ma chłopak o aparycji wiejskiego głupka, z jakimi totalnymi przeciwnościami losu musi się zmagać, by móc w spokoju ćwiczyć swoją interpretację Niemena; można wywołać złość i pokazać złego menadżera knajpy gnojącego swój personel; można w końcu spróbować wymusić uśmiech na twarzy widza pokazując kolejny dom, który nie zdaje testu białej rękawiczki perfekcyjnej pani domu. Końcówka to już banał. W zwolnionym tempie pokazujemy łzę szczęścia chłopaka śpiewającego Niemena, dla którego publiczność w „Mam talent” zgotowała owację na stojąco, itd., a w napisach końcowych dowiadujemy się, że audycja zawierała lokowanie produktu.

Dokładnie tak samo skonstruowane było medialne show skoku z przestworzy Feliksa Baumgartnera. Zaczęło się oczywiście od – nie, to niemożliwe, przecież to szaleństwo. Następnie było pełne napięcie czekanie i obserwowanie technicznych przygotowań, z których przeciętny widz nie rozumiał nic, ale zdawał sobie sprawę, że to niezwykle trudne i zaawansowane. Potem na dłuższą chwilę zatrzymał oddech – Feliks skoczył, ale zaczęło nim obracać bezwładnie w powietrzu. Na koniec wszyscy odetchnęli z ulgą – udało się, a moment, w którym Feliks ląduje na Ziemi pokazywany był z pozycji wszystkich 35 kamer, które rejestrowały jego lot. Na koniec dowiadujemy się oczywiście, że audycja zawierała lokowanie produktu.

I tak jak w godzinę po obejrzeniu „Kuchennych rewolucji”, czy kolejnego odcinka „Talent show” niewiele z nich pamiętamy, tak podobnie będzie z historycznym skokiem Feliksa. Ot przyjemnie spędziliśmy czas emocjonalnie reagując na to, co widzieliśmy na ekranie.

Przy okazji ktoś tam zrealizował cel marketingowy.

 

Maciej Gajewski: To. Była. Najlepsza. Reklama. Jaką. Widziałem. W. Historii. Serio. To, czego dokonał Red Bull, to coś, z czego powodu chętnie wstanę, żeby bić brawo. Misja Stratos nie osiągnęła za wiele, jeżeli chodzi o merytoryczną naukę. Miała pewne korzyści: wojsko jest bardzo zainteresowane wykorzystanym do skoku kombinezonem. Chce sprawdzić, czy nadaje się on do wykorzystania przez pilotów latających na superszybkich samolotach zwiadowczych, które operują na dużych wysokościach. Ten kombinezon, w razie awarii lub zestrzelenia, mógłby ratować życia. Poza tym jednak misja ta nie miała większego pożytku tej kategorii.

Zrealizowała jednak inne zadanie. Tłumy zaciekawionych widzów zgromadziły się przed telewizorami. Oto bowiem pojawił się Heros. Człowiek, który przekroczył kolejną barierę. Przesunął kolejną granicę. W tych konsumpcjonistycznych czasach cholernie nam brakuje tego typu bodźców. Tego typu… propagandy.

W ubiegłym wieku, niestety z powodu tak paskudnego jak Zimna Wojna, mieliśmy całą masę Herosów. Gagarin, Hermaszewski, Łajka, Armstrong, Aldrin… to nazwiska osób (i psa), którzy przekroczyli kolejną barierę. Dzieciaki ozdabiały swoje piórniki i przybory szkolne zdjęciami tych osób. Bawiły się w kosmonautów. Dziś ich bohaterami są Justin Bieber i Paryż Hilton. Felix Baumgartner, mimo iż nie dokonał czegoś aż tak wielkiego, zgromadził iluśdziecięciokrotnie większą publikę przez ekranami i radioodbiornikami, niż Bieber w wieczornym talk-show. To jasno pokazuje jak bardzo potrzebujemy takich osób. Jak bardzo ich nam brakuje.

Następnego dnia, po skoku, udałem się do sklepu i kupiłem zgrzewkę Red Bulli. Po raz pierwszy w życiu czułem taką potrzebę na skutek reklamy. Nie dlatego, że namolnie jej musiałem słuchać przed każdym klipem YouTube i marka wbiła mi się w podświadomość. Nie dlatego, że jakoś wybitnie lubię napój Red Bull, czy ogólnie napoje energetyczne.

Po raz pierwszy w całym moim życiu reklama mnie przekonała, że dana firma jest FAJNA. Poszedłem, i kupiłem Red Bulla i cieszyłem się, że ów Red Bull na mnie zarobi. Bo Red Bull to fajna firma. Wspieram i będę wspierać takie akcje marketingowe.

Aplauz na stojąco.

 

Paweł Okopień: Nie będę powtarzał tego co moi przedmówcy, z którymi się w pełni zgadzam. Ja mam nadzieję, że to początek kolejnej fali wielkich czynów ludzkości. Brakuje nam lądowań na księżycu, brakuje nam Concorde’a który przekraczał codziennie barierę dźwięku. Potrzebujemy takich rzeczy wszyscy, choć doskonale wiemy ,że na samo doświadczenie tych wrażeń pozwolić sobie będą mogli tylko nieliczni. Skok Felixa jest zwycięstwem nas wszystkich.

Poza samym skokiem mamy też olbrzymi sukces YouTube oraz porażkę Polskiej Telewizji Publicznej. TVP dała ciała z transmisją skoku na całej linii, rezygnując z praw na wyłączność. Przez co po raz pierwszy rekord oglądalności należał do stacji nie nadającej naziemnie. To wskazuje jak duże problemy ma TVP i jak wielkim zagrożeniem dla niej będzie ostateczny koniec analogowej transmisji.

Natomiast jeśli chodzi o RedBulla to bardzo mi się podoba konsekwentna strategia marketingowa. Firma od lat wspiera ludzi szalonych, z ambicjami, pragnących osiągnąć wielkie cele. Głównie są to właśnie sporty ekstremalne, ale od lat promuje się także na głowie Adama Małysza. Przez to zdecydowanie i robienie tego w sposób widoczny ale nie nachalny sponsorowanie wyczynu Felixa stało się wręcz oczywiste i jednocześnie zupełnie nie przeszkadzało w odbiorze tego wydarzenia.

Ja wciąż czekam na następców Concorde’a, wycieczkowe loty w kosmos czy lądowanie na Marsie. Wiem, że raczej nigdy sam nie będę na takim pokładzie – ale jako człowiek będę dumny z tych osiągnięć.

 

Piotr Grabiec: Szczerze mówiąc, praktycznie do samego końca nie udzielił mi się entuzjazm dotyczący Misji Stratos. Widziałem informacje, przeczytałem newsy i widziałem zalew komentarzy dotyczący tego wydarzenia we wszystkich kanałach społecznościowych. Co ciekawe, nie pisali o tej misji inni redaktorzy i blogerzy, których mam w znajomych, a głównie osoby, które nie zajmują się na co dzień technologiami.

Moje podejście zmieniło się kilkanaście minut przed samym skokiem. Zamiast oglądać relację w serwisie YouTube i komentować ją w social media, usiadłem wspólnie przed telewizorem z rodziną i komentowaliśmy wyczyn tego człowieka we własnym gronie, przechodząc płynnie na inne tematy i spędzając miło czas.

Nie przypisuję jednak Stratosowi większego znaczenia. To był fajny event, który odbił się echem po całym świecie, także poza internetem. Jednak to nie był taki kamień milowy dla ludzkości, jak Curiosity na Marsie, czy też człowiek na księżycu. To, czego dokonał Felix było niesamowite, ale nie była to eksploracja kolejnych rejonu kosmosu, to nie był kolejny krok poza księżyc.

Stratos jest natomiast odpowiedzią, czemu puszka Red Bulla kosztuje 5zł, gdy polski Tiger działający i smakujący tak samo 2.50. I tutaj nie tylko o tą misję chodzi, bo to było tylko jedno z wydarzeń markowanym logo czerwonego byka. Eventów sportowych, głównie dotyczących tych ekstremalnych dyscyplin, które ta firma sponsoruje, są dziesiątki rocznie. I mam nadzieje, że będzie ich jeszcze więcej.

 

krelaTomek Krela: Uważam, że byliśmy świadkami najdłuższej reklamy na świecie. Samą ideę bicia rekordów jestem wstanie zrozumieć, jednakże nigdzie ona na dobrą sprawę nie prowadzi. Jestem zdania, że z czegoś, co byłoby sporym wydarzeniem, specjaliści pracujący dla Red Bulla zrobili wydarzenie na miarę lądowania Marsjan na Ziemi ;-). Oczywiście nie można im niczego zarzucić, tylko pogratulować świetnie przeprowadzonej akcji PRowo/reklamowej. Tylko trochę smutkiem napawa mnie fakt, że dość łatwo media a co za tym idzie my wszyscy daliśmy się oczarować temu wydarzeniu, nic nie umniejszając jego bohaterowi. Rekord jak rekord, mam spore wątpliwości czy z faktu jego ustanowienia wyniknie jakaś wartość dodatnia dla nauki i techniki a co za tym idzie dla nas wszystkich.

 

Ewa Lalik: Skok Feliksa Baumgartnera pod wdzięczną nazwą Red Bull Stratos nie znaczył nic. Tak realnie: ot, jakiś wariat, który skacze z prawie kosmosu, sponsorowany przez firmę produkującą ohydne i niezdrowe napoje. Wariat, który realizuje powiedzenie „Dream Big”, a przy okazji jest świetną okazją marketingową.

Nie zgadzam się z Przemkiem Pająkiem, że to kolejna kalka talent show. Nie wiem, czy Przemek oglądał skok Baumgartnera, czyli dwie i pół godziny oczekiwania na samo wydarzenie, ale mam wrażenie, że nie. Bo wyglądało to tak: szum medialny, budowanie atmosfery, zarzucenie odbiorcy faktycznymi emocjami – niczym w talent show, ale najważniejszy moment był nijak niepodobny do tego typu papki. 2 bite godziny, ponad 2 godziny trwało wznoszenie, które było nudne jak flaki z olejem, które często nie było komentowane i odbywało się w ciszy. 2 godziny, podczas których na samym YouTube’ie oglądało nudne wznoszenie, to preludium szaleństwa, ponad 4 miliony osób. Balon, wskaźniki wysokości, ciśnienia, kilka razy przypomnienie o innych rekordach, o warunkach atmosferycznych.

W pierwszym lepszym talent show widz nie jest w stanie wytrzymać 5 minut bez akcji i potrzebuje nieustannej stymulacji, inaczej przełączy kanał sprawdzić, co dzieje się w… innym talent show.

Stratos nie był marzeniem o odkrywaniu kosmosu, nie był lądowaniem na Marsie, a jedynie skokiem. Nic ciekawego, prawda? Jednak nie samo wydarzenie nie potrzebowało aż tak napakowanej zmanipulowanej emocjami otoczki medialnej, bo trafiło w słaby punkt większości ludzi: w marzenia o dokonywaniu czegoś niemożliwego, eksplorowaniu świata i sprawdzaniu własnych możliwości. Jako ludzie jesteśmy umysłowo leniwi, a pochłaniając kolejne programy typu „gwiazdy świrują pawiana” czy „nieznani ludzie, których tv wykreuje na gwiazdy” zwalniamy się z obowiązku myślenia, marzenia i… pochłaniania wiedzy.

Red Bull Stratos zmusił nas do tego chociaż częściowo – bo niby dlaczego nagle przy skoku Baumgartnera liczba zapytań w Google o „speed of sound” wzrosła tak niewiarygodnie, i to niemal w każdym języku? Lepsze to, niż zapytania w stylu „czy xyz jest gejem”.

Przykro mi, że wydarzenie marketingowe niosło za sobą większy, umiejętniejszy przekaz i wzięło na siebie większą odpowiedzialność medialną, niż wszelkie telewizje publiczne i niepubliczne. Przypomina mi się ostatni wywiad z Mariuszem Maksem Kolonko, który pojawił się na Onecie – można się z nim zgadzać lub nie, jednak Kolonko ma chyba rację mówiąc, że widzowie oczekują bardziej wartościowych treści, jednak nikt nie serwuje ich im profesjonalnie i w miarę atrakcyjnie.

Chylę czoła przed Red Bullem, który potrafi pokazać, że można połączyć marketing, reklamy, częściowo naukę, a na dodatek podać to w formie, która będzie przystępna dla mas. No i wolę Red Bull Stratos, niż wszelkie PGE Arena, które owszem, sponsorują, ale w sposób nudny i wtóry, wolę Red Bull Stratos niż chamskiego Kamisa i Orange w Klanie czy Prymat u Gesslerowej, które sprawiają, że reklamy się coraz bardziej nienawidzi i czuje się przez nią przytłoczonym. Reklamę w wykonaniu Red Bulla się uwielbia. „Dream Big”.

 

Mateusz Nowak: Bardzo spodobał mi się cytat, który odkopał w czeluściach internetów Kuba – „wielki skok dla człowieka, mały dla ludzkości” – w pewnym sensie to idealne podsumowanie tego wydarzenia. Jako, że panowie, którzy wypowiedzieli się przede mną powiedzieli już dużo w temacie i z wieloma argumentami się zgadzam, opowiem Wam to, jak ja zapamiętałem to wydarzenie.

Pierwszą próbę skoku Felixa oglądałem na laptopie leżąc na kanapie. Jak wszyscy doskonale wiemy, do skoku nie doszło, a cała operacja została przeniesiona. Poczułem ogromne rozczarowanie, bo tak bardzo chciałem być świadkiem tego wydarzenia. Rozumiałem jednak, że względy bezpieczeństwa są najważniejsze i nie można narażać człowieka na dodatkowe niebezpieczeństwo chcąc zrobić telewizyjne show i najlepszą oraz najdłuższą reklamę w historii telewizji.

Pech chciał, że kolejna próba skoku Felixa była przeprowadzona w momencie kiedy siedziałem od kilku godzin w pociągu. Nie mogłem online śledzić przygotowań do startu kapsuły, a na słabym mobilnym łączu moim jedynym sposobem na śledzenie relacji był Twitter. Czytałem wszystkie wiadomości i przeglądałem załączane przez internautów zdjęcia. Wiedziałem, że w momencie kiedy ja jadę z Bielska-Białej do poznania, dzieje się coś, co będziemy wspominać przez długi czas. Wydarzenie to dla fana i entuzjasty nowych technologii było bardzo ważne i chciałem w tym uczestniczyć.

Siedziałem bezradnie w wagonie i odświeżałem tweety na telefonie, próbując w tym samym czasie załadować choć kilka sekund transmisji na moim laptopie. Nie da się ukryć, że w tamtym czasie cały internet żył tylko tym wydarzeniem. Niestety nie miałem obrazu, nie miałem nawet dźwięku, mogłem tylko czytać. Dojechałem do Poznania i na dworcu zobaczyłem duże grupy osób obok telewizorów. Wszyscy oglądali kapsułę, która wznosiła się w powietrze. Wtedy zrozumiałem, że nie tylko internauci , geeki czy twitterowicze oglądają skok, ale również przed wieloma telewizorami ludzie zasiedli, aby zobaczyć wyczyn Felixa. Pomyślałem wtedy, że raczej szybko nie dotrę do hotelu i będę oglądał skok razem z innymi podróżnymi na poznańskim dworcu.

Jednak po kilku minutach przeanalizowałem prędkość wznoszenia i obliczyłem czas potrzebny na osiągnięcie wymaganej wysokości. Wyszło na to, że mam jeszcze ponad 30 minut. Uruchomiłem Google Maps i wyznaczyłem trasę do hotelu. Okazało się, ze dzieli mnie od niego tylko 10 minut i to pieszo. Wsiadłem w taksówkę i pojechałem na miejsce konferencji e-nnovation 2012. Błyskawiczna rejestracja w hotelu i już biegłem do pokoju, gdzie niezwłocznie włączyłem telewizor oraz laptopa. Zdążyłem oglądnąć ostatni etap wznoszenia się kapsuły i spektakularny skok oraz lądowanie Felixa i to na dwóch ekranach jedocześnie. W tym czasie byłem cały czas z moją dziewczyną na googlowym hangoucie, abyśmy mogli wspólnie być jednego z najważniejszych i najbardziej spektakularnych wydarzeń tego roku.

Co do samego Red Bulla, to uważam, że firma ta nie pierwszy raz pokazała się z bardzo dobrej strony. Każdy fan sportów ekstremalnych doskonale wie, że Red Bull sponsoruje najlepszych kierowców, narciarzy, snowboardzistów, skoczków pilotów i innych mistrzów w swoich dyscyplinach. Czy to źle, że pod przykrywką wspierania sportowców Red Bull realizuje swoje działania marketingowe? Bez wątpienia nie ma w tym niczego złego lub niemoralnego. Jak słusznie zauważył Przemek, lokowanie produktu oglądamy nawet w programie uczącym widzów posługiwania się miotła, gąbką czy odkurzaczem. Każdy film, serial czy inny program telewizyjny jest naszpikowany lokowaniami produktów, ma swojego sponsora, o którym słyszymy przed i po emisji odcinka. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę formę reklamy, którą stosuje Red Bull. Tak, skok Felixa był bardzo długa reklamą, ale mi to wcale nie przeszkadzało.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement