Football Manager 2013 – BUGBALL! – nasze pierwsze wrażenia

SW Testuje 24.10.2012
Football Manager 2013 – BUGBALL! – nasze pierwsze wrażenia

Od kilkudziesięciu godzin, z naprawdę krótkimi przerwami, gram w Football Managera 2013. Poświęcić się było warto, ponieważ za chwilę przeczytacie zdaje się jedne z pierwszych pierwszych wrażeń nowej odsłony kultowej gry. Niestety, mam dużo złych wieści. Nie zabijajcie posłańca! 

Na wstępie muszę zaznaczyć, że wersja, którą udostępniło nam Sports Interactive została skierowana do recenzentów i to z oznaczeniem „Review”. Prawdopodobnie też, to właśnie ona trafi na sklepowe półki już drugiego listopada. Cały czas jednak jest to nic innego, jak bardzo zaawansowana beta. Mam w związku z tym nadzieję, że może nawet jeszcze w październiku, pojawi się stosowna łatka, która wyeliminuje liczne, opisane w dalszej części wpisu, niedociągnięcia. A jest ich niemało. Przy okazji obiecuję też, że będę trzymał rękę na pulsie i jako wielki fan serii zobowiązuję się do napisania za jakiś czas pełnej recenzji, jeśli z czasem zajdą jakieś istotne zmiany. Zwłaszcza, że zmiany są konieczne.

Idzie nowe

Najpierw jednak o licznych pozytywach. Nie będę was trzymał długo w niepewności. Football Manager 2013 to nadal najlepszy reprezentant swojego gatunku, całej konkurencji nie pozostawia jakichkolwiek złudzeń, to najbardziej szczegółowa, najbogatsza baza piłkarzy, a relacje futbolowego świata są w nim ukazane z pietyzmem jak nigdzie indziej.

Nowa odsłona Football Managera w kwestii wizualnej przeszła małą rewolucję, upodabniając się nieco do nowoczesnych interfejsów coraz chętniej forsowanych przez Microsoft. Pojawiło się sporo dużych przycisków, stały się one jakby bardziej graficzne, zaowocowało to też licznymi zmianami w nawigacji, co dla wyjadaczy serii może stanowić pewną niedogodność. Zmiany nie są złe, po głębszym przemyśleniu można uznać je za całkiem logiczne (i estetyczne). Twórcy próbują jednak zmienić u niektórych swoich fanów mniej więcej dekadę przyzwyczajeń. To nie może być lekkie.

Jedną z głównych nowinek Football Managera są w tym roku dwa nowe  tryby. Wyzwania zrzucają nas do konkretnie określonej sytuacji, stawiając jasno wytyczone cele (na przykład konieczność utrzymania się w lidze po bardzo mało obiecującym półmetku sezonu), a dodatkowe scenariusze będziemy mogli pobierać w formie płatnych DLC. Ciekawostką jest tryb Football Manager Classic stanowiący ukłon w stronę mniej zaangażowanych graczy, początkujących, a także wszystkich tych wyśpiewujących po forach internetowych pieśni „seria skończyła się na Championship Manager 01/02!!!”. Wielu nowych opcji nie ma, a innymi zajmują się nasi wytrawni asystenci. W efekcie rozgrywka jest szybka, łatwa i przyjemna. W sam raz dla laika. Tyle o zabawkach dla dzieci.

A dla dużych managerów

Dla nas, wyjadaczy, zmieniło się równie sporo. Jedną z największych rewolucji jest tryb treningu, który do tej pory wielu fanów serii lubiło zrzucać na barki podwładnych, a i możliwości kontroli były tam stosunkowo niewielkie. Teraz to w zasadzie osobny menedżer w menedżerze, a odpowiednie dopasowanie taktyk treningowych czy zadań dla poszczególnych zawodników to zabawa nawet na kilkadziesiąt godzin w skali jednego sezonu! Dla miłośników kontroli absolutnej to na pewno ważna i dobra zmiana.

Spotkania i rozmowy z prasą nie uległy większej zmianie, kompletnie nie podobają mi się natomiast nowe rozmowy motywacyjne, choć dużo może być w tym winy także wyjątkowo niedoskonałej polonizacji (o tym zaraz). Wszystkie nasze wypowiedzi podzielono również na sposób ich wypowiadania, na przykład „agresywny”, „spokojny” czy „z pasją”, tak naprawdę jednak nie do końca wiadomo jaki wpływ to wywiera na relacje z mediami czy poszczególnymi zawodnikami. Całość kuleje, opcji motywacji jest teraz zbyt wiele, a zarazem bardzo często po prostu brakuje słów, bo twórcy nie przewidzieli określonych propozycji. Po raz pierwszy w historii serii czułem, że nie kontrolujemy własnego języka. Jest to tym większa wada, że tym razem morale odgrywa naprawdę istotną rolę. Fajnie przedstawiono na przykład reakcje na te koślawo zrobione rozmowy. Ach, spróbujcie dogodzić kiedyś Antonio Cassano. No nie da się! Potwornie fajne są zebrania w szatni, przemowy kapitana czy przyjacielskie gadki z prezesem, całość jednak bardzo mocno psuje to całe wybieranie nastawienia do rozmówcy, które w rzeczywistości nie ma nawet poważniejszych konsekwencji.

Football Manager 2013 jest też wybitnie ekonomiczny. O finansowym fair play, jak to mówił nam Miles, twórcy wprawdzie nie wspominają, jednak poza kilkoma hiszpańsko-arabskimi projektami, z pieniędzmi w grze jest naprawdę krucho, trzeba bardzo pilnować budżetu, a przychody wydają się jakby mniejsze niż wydatki. Momentami chyba aż za często. Mam do tego bardzo mieszane uczucia co do odwzorowania stanu klubowych finansów w niektórych wypadkach. Jak może wiecie, jestem wielkim fanem Interu Mediolan i śledzę jego sytuację na bieżąco. Słynące zazwyczaj z rzetelności Sports Interactive największe włoskie potęgi, ale też kilka francuskich, niemieckich czy brytyjskich drużyn, ukazała jako bandę „dziadów” o budżecie bliższym Wiśle Kraków niż chociażby Realowi Madryt. To fatalna decyzja, często opierająca się na suchych faktach finansowych, ale nie uwzględniających chociażby tego, że w ogromnym zadłużeniu klub uwzględnia budżet na budowę swojego stadionu w najbliższych kilku latach. Bardzo mnie to bolało w Interze, który tak naprawdę nie był sobie w stanie pozwolić na zakup nawet wielkich przeciętniaków Serie A, nie mówiąc już o sprowadzeniu jakiejś gwiazdy. A z każdym kolejnym meczem dług się pogłębiał. Sprawdziłem zresztą i równie nieprawdopodobnie źle sytuacja finansowa wygląda w innych klubach. Research Sports Interactive w tym wypadku zdecydowanie dał się ponieść liczbom. Niezależnie od tego, pamiętajcie, że w Football Manager 2013 równie dużo czasu spędzimy z księgowym, co z trenerem pierwszego zespołu. Nowy system podatkowy to atrakcja, ale stosunkowo niewielka w skali całej finansowej zawieruchy.

Tragedia na murawie

Nowy silnik meczowy to prawdziwa tragedia. Już od kilku lat grając w Football Managera więcej czasu poświęcałem na obserwowaniu poczynań zawodników w trakcie wirtualnej symulacji, niż szczegółowe śledzenie statystyk ich podań, przejęć czy odbiorów. Sądząc po gablotce z trofeami – była to dobra droga. Z całą pewnością nie jest w Football Manager 2013.

To co oglądamy w trakcie meczu momentami nijak nie przypomina meczu piłkarskiego. Na pierwszy rzut oka zawodnicy podają, dośrodkowują i dryblują, ale przy przyjrzeniu się uważniej zaczynamy dostrzegać schematyczność rozmaitych zachowań – odwracanie się z piłką plecami do przeciwnika, notoryczne ogrywanie skrzydłowych obrońców czy te przeklęte wrzutki.

Lekką ręką – i tu wcale nie demonizuję – 85% bramek w Football Manager 2013 pada po wrzuceniu piłki ze skrzydła w pole karne. Pozostałe 15% dzieli się na gole z rzutów różnych, strzały z dystansu i dobitki tychże. Sytuacja kiedy ktoś, normalnie, po katalońsku, wbiegnie z piłką w „jedenastkę” i zdobędzie gola jest mniej więcej tak często spotykana jak gole strzelone w Ekstraklasie – powiedzmy – przewrotką. Góra kilka na sezon. Żeby nie być gołosłownym, dla przykładu nagrałem Wam pierwszy lepszy mecz z brzegu, w którym padło kilka bramek (wybaczcie jakość, połączenie FM z YouTube w tej edycji oczywiście nie działa jak należy i musiałem zgrywać powtórki prehistorycznymi metodami):

To jest prawdziwy dramat, na dodatek konsekwencje tego dramatu wpływają na całą grę. Uznałem bowiem, że skoro skrzydłowi obrońcy (dla podniesienia rangi sytuacji podam kilka przykładów graczy z tej pozycji: Roberto Carlos, Cafu, Maicon, Daniel Alves, Patrice Evra, Sergio Ramos, Javier Zanetti czy Philipp Lahm) są kompletnie bezużyteczni, nie potrafią przejąć ani jednej piłki, dobrym wyjściem z sytuacji będzie zasada „strzelę więcej” i wzgardzane przeze mnie zazwyczaj ustawienie 3-4-2-1, gdzie trzech środkowych obrońców wybija wrzucaną piłkę, a reszta atakuje. Nic bardziej mylnego, wprawdzie silnik meczowy pokazuje nam jakieś science fiction, to jednak mechanika gry dość dobrze interpretuje fakty. Głupio dobrana taktyka (nie jestem jej mistrzem, przyznaje, że preferuję 4-2-3-1 lub choinkę) skutkuje więc po prostu znacznie większą liczbą dośrodkowań, a co za tym idzie – bramek. To jest swego rodzaju tragedia na murawie, bo jeśli silnik gry nie pozwala na skuteczną i trafną analizę swojej drużyny, to taki manager staje się, niestety, niegrywalny.

Pewne zastrzeżenia mam też zresztą do widoku taktyki drużyny. „Za moich czasów” było to najważniejsze miejsce w grze, a taktyka zajmowała przynajmniej pół ekranu. Teraz stanowi tylko jego wycinek, mały, niewyraźny, na dodatek przesuwa się piłkarzy średnio wygodnie i jeszcze trzeba celować myszką, żeby ustawić im zadania pozycyjne. Nie rozumiem czemu najważniejszy element rozgrywki w interfejsie został zepchnięty do rangi informacji o pogodzie.

Szlifów ostatecznie też brak

Football Manager 2013 zawodzi pod wieloma względami. Momentami odnosiłem wrażenie, że drużyna jest nieco przewrażliwiona na zmiany taktyczne, a defensywny pomocnik w roli obrońcy na ostatnie 5 minut meczu mógł skończyć się nawet dwiema bramkami „w plecy”. To też nie jest aż tak realistyczne jak nakazuje praktyka (nie mówię już nawet o FC Barcelonie, bo to osobna historia).

Jako, że sam kiedyś tłumaczyłem menedżery piłkarskie wiem, jak ciężki jest to kawałek chleba. Trzeba się dopasować do tysiąca skryptów wstawiających [$drużyna] [$zawodnik] [$kwota] itd. i to w miejscach wymyślonych przez ludzi, którzy w życiu nie słyszeli o czymś takim jak polska gramatyka. Uważam zresztą, że tłumacze FM od lat dają w Polsce radę. Tym razem jednak strasznie wkurzało mnie kilka nieprecyzyjnie przetłumaczonych zwrotów, szczególnie przy tych nieszczęsnych rozmowach motywacyjnych czy konferencjach. „Jakub Kralka słynie z tego, że w kontaktach z prasą bywa agresywny albo z pasją”. No nie brzmi to, nie ma za bardzo sensu, ani też nie do końca – trochę monotematycznie już wypominam – wiadomo co dokładnie się za tym kryje. W kilku miejscach spotkałem się też z nieprzetłumaczonym tekstem.

Błędów w Football Manager 2013 jest ma, na każdej płaszczyźnie rozgrywki. Zawsze dostaję swój egzemplarz na jakiś czas przed premierą, zawsze jest to wersja „review”, nigdy jednak nie były one aż tak niedorobione. Jestem nawet pełen wątpliwości co do tego, czy aby na pewno Sports Interactive da radę wydać patche, które rozprawią się ze wszystkimi niedoskonałościami i ile czasu im to zajmie.

Najgorszy?

Odkąd pamiętam, a jestem z serią jakieś 12 lat, każda kolejna edycja (choć najwięksi fani się sprzeczali) była lepsza od poprzedniej, podnosiła w jakiś sposób poprzeczkę dodając alfabet pojęć w produkcji Sports Interactive koniecznych. Choć Football Manager 2013 wnosi sporo ciekawych rozwiązań, nie jestem przekonany do wszystkich z nich. Wydaje mi się jednak, że to nie one są największym problemem gry.

Problem polega na tym, że na chwilę obecną Football Manager jest niegrywalny. To jest typ gry, w której nawet porażka 5-0 sprawiała dziwny, przez łzy, ale jednak perwersyjny rodzaj przyjemności. Na chwilę obecną w grze, której do końca nie rozumiem, nie czuję i mam świadomość, że nie jestem w stanie zrozumieć – bo wina leży po stronie twórców – nie cieszą nawet zwycięstwa.

Football Manager to seria doskonała. Recenzenci przez kokieterię co roku dają jej oceny z poziomu 8-9 sugerując, że coś jest dobre, a coś złe, choć w głębi duszy od zawsze wiadomo, że to po prostu permanentna dziesiątka. Drugiej tak grywalnej produkcji – oczywiście dla pewnej grupy osób – znaleźć się po prostu nie da.

Tym razem jednak, po raz pierwszy od lat, Football Manager nie zasługuje na wysoką ocenę. Dostaliśmy produkt skrajnie niedopracowany i to w jego najważniejszych elementach. Wierzę, mam nadzieję, że większość moich zastrzeżeń zostanie z czasem wyeliminowana, ale – na Boga – produkt, o którym piszę w tym tekście w dużej mierze trafi niebawem na sklepowe półki.


 

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement